...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
poniedziałek, 02 marca 2015
Przywrócę siebie na drogę piękną.

Łyk kawy i jestem gotowa.

Gotowa podjąć nowe życie, życie jakim raczyłam się jeszcze 1,5 roku temu. Moa przygoda zaczęła się dokładnie w październiku, na dobre weszła w listopadzie, 10 listopada kiedy to A. przyjechał z Czech specjalnie do mnie, szukaliśmy mu mieszkania, lokum. Walka o każda minutę spędzoną z nim. To był coś. Mając 25 lat myślałam wtedy ''tak, to jest coś co da mi dobrą lekcję'' i dało, ale czy taką dobrą? Tego nie wiem.

Wyprowadziłam sie do niego, początek był piękny, ak zwykle to bywa w goraących i cięzkich romansach. Różnica charakterów, religii, wieku - to nie miało dla nas namniejszego znaczenia. Liczyło się tu i teraz. Pamiętam nasze spacery o 4 nad rano, rozmowy do nocy, kolacje i wybitne sniadanie z kubkiem kawy z kardamonem, wypady za miasto kończące się klapą bo nigdy nie byłam dobrym przewodnikiem. Pamiętam tez kłótnie i ciosy wymierzone w niego za słowa, tak niezrozumiałe dla mnie. I ten smak goryczy z powodu braku wsparcia z jego strony. Pamiętam siebie, chorą, wyjącą z bólu i jego nade mną, to wszystko pamiętam i zostawiam za sobą.

Za 20 dni Wiosna, mamy 2 marca, poniedziałek. Dzisiaj przeprowadziłam się. Dzisiaj zaczynam nowe życie takie jakie chce.

Noc była okrutna, on nie spał, mi wydawało się, że umieram z bólu. Zasnęłam koło 4 nad ranem, obudziłam o 8 i zaczęłam się pakować. Nie było mi łatwo, obudził się i kazał się wynosić, już natychmiast. Powiedziałam, żeby przestał i mi pomógł. Zrobił to i płakał. Rozstanie nie było łatwe, 6 razy odkładałam ostatnią walizkę i przytulałam go. Wróciłam po kwiatek, siedział wpatrzony w moje łóżko, trzymał moją apaszkę, wył. Jego mina sprawiała mi ból.

''Czemu wydaje mi się, jakbyś się żegnała ze mną? Nic nie zostawiłaś po sobie... nic''... - to były jego ostatnie słowa, potem go zostawiłam.

Jestem złym człowiekiem.

 

M.

21:37, lenka171
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 grudnia 2014
Wyprowadzka.

Po miesiącach, latach, uświadamiasz sobie, że to już nie to samo, że to przeszłość i doceniasz to co było kiedyś. Tak mam teraz, nie żałuje tych chwil i tego roku ale czasem wydaje mi się że straciłam ten rok na niepotrzebnym związku. Wyliżę się z tego jak zwykle, ale najgorsza jest wyprowadzka. Łatwo sie wyprowadzić z mieszkania, ale jak się wyprowadzić z czyjegoś zycia?

Zamieszkanie z nim nie było pomyłką, ale nie był to najlepszy pomysł. Mówią, że jestem mądrą kobietą i się pozbieram, ale czasami wątpie w to. Popelniam pomyłkę za pomyłką i chyba nie uczę się na błedach. Kiedy do gry wchodzą uczucia mój umysł przestae myslec logicznie - jedni pomyślą, że jestem naiwna, inni że romantyczna. Nie uważam się za kogoś wyjątkowego.

Kazdy moj dotychczasowy związek nie był najlepszym. Nie roznie sie niczym innym od samotnych singli ktorzy jeszcze nie mieli okazji przezyc czegos szalonego. Wolalabym nie miec tych wspomnien jakie mi pozostaly.

Przede mną cięzki miesiąc, jednak w porownaniu do minionych dwóch - już marzę o styczniu. 

 

Wyprowadzam się z mojego mieszkania.

Zostawię mu wszystko. Nawet ten glupi laptop, kwiatek usychajacy jak nasze uczucie, zostawię mu kawalek siebie. Nie moge juz dluzej pomagać. 

14:31, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2014
Pieprzony Anioł.

Mamy środek lata 2014. Lipiec. Za oknami upał jak Egipcie. Hm, ciekawe, że wspominam o Egipcie kiedy moje całe zycie kreci się właśnie wokół tego kraju. A raczej wokol mezczyzny z tego kraju. Jestesmy ze soba juz prawie rok, za nami mase wspaniałych chwil jak i sporo dziwnych sytuacji. Najbardziej jednak pamietam okres bieżący, nieco smunty, zachwiany, jakbym żyła w jakims amoku - innym swiecie. To nie tak miało byc.

Zacznijmy od poczatku.

Zdecydowalam sie prawie dwa miesiace temu wyprowadzic sie z domu. Przyszeł taki czas kiedy dusiłam sie w domu z rodzicami, ich wiecznymi pytaniami i uwagami. rozumiem ich troskę, jednak swoboda dla kobiety w moim wieku jest niezwykle ważna. Dzieki tej przeprowadzce moja więź z rodzina, a szczegolnie z mama się zacieśniła, z ojcem juz sie nie kloce a siostra teskni - i oto wlasnie mi chodzilo. Chcialam normalnosci w rodzinie, to ja mam. Odwiedzam ich kiedy chce i to ja jestem gosciem w ich domu. Śmieszne, ze mowie o normalności.. celowo podkresliłam ''w rodzinie'' bo moje zycie prywatne i zawodowe nie mozna nazwac normalnym.

W zwiazku z moja przeprowadzka wiazało sie wiele powodów, nie tylko chec samodzielnosci i stailizacji ale rowniez mezczyzna. A. ktorego moi rodzice nie akceptowali i do dzis nie akceptuja. Obecnie mieszkamy razem. Mialy byc spacery, miało byc patrzenie w oczy, mialy byc cudne chwile. Jest zwyczajnosc, rozdraznienie, czesto płacz bo kulturowo roznimy sie niezmiernie. Czasem chciałabym wrocic do mieszkania, zmyc makijaz, zrzucic biurowe szpilki i wcisnac sie w wygodne ciuchy... właczyc tv i obejrzec jakiegos tasiemca. Jednak nie, nie dla mnie takie chwile samotnosci. On jest wiecznie ! Wiecznie! Pracuje zdalnie (o ile to praca mozna nazwac) wiec ciagle jest w mieszkaniu. Plusem a zarazem minusem jest to, że gotuje. Gotuje na potęge, pysznie, zdrowo i z pomyslem, ale przy tym robi niezmiernie duzo bałaganu wiec wiecznie latam ze szmata, z mopem, scierka, cifem i innymi narzedziami... Cholery mozna dostac jaki on robi bajzel przy gotowaniu, kapieli, goleniu, myciu naczyc. CHOLERA! O to toczymy walki non stop. Ale coz, to mezczyzna, i to jeszcze mezczyzna z krajow egzotycznych gdzie wszystko mial podsuniete pod nos przez mamusie, babcie, ciocie, siostry.... Ech. Ucze sie z tym zyc, ale pewne rzeczy sa po prostu nie do przeskoczenia. tlumaczenie nic nie daje, prosby tez, krzyki w ogole nie mieszczą się w jego głowie. JAK JA MOGŁAM ZMIENIC TEMBR SWOJEGO GŁOSU? Och, do prawdy...niesłychane - przeciez ja jestem Aniołem, Aioły nie krzycza i nie denerwuja sie. Anioły sa cierpliwe i kochane. Moja wina, ze jestem taka dobra, moja wina ze jestem naiwna, moja wina ze sie daje, moja wina ze on jest taki i nie chce sie zmienic, moja wina ze jestem polką a nie arabką, moja wina, że nie umiem gotowac tak jakby Ksiąze Arabski sobie tego życzył, moja wina, moja wielka wina !

Ten czas jest juz nieznosny. On chce sie ruszyc z miejsca, ja chce normalnego zycia - nasze sciezki sie lacza jednak cos nas dalej dzieli. On pędzie, ja zwolniłam. Ja chce juz stabilności, on chce rozwoju w pracy i latać - to tu, to tam. Nie moja wina ze jest inny, godzilam sie na to, jednak co innego pomyslec, a co innego wdrożyć to w zycie. Nie wiem co mi los zgotował, ale wiem jednao - wiecej sie modle, wiecej klekam i pytam Boga o rady. Nie jestem pobozna, nie chodze do Kosciola co niedziela, moja wiara jest płytka, szorstka i potrzebuje kopa jednak modle sie po swojemu.. chce aby wszyscy byli szczesliwi, a jednoczesnie sama zatracam się w smutku.

Cóż, moze sie pogubiłam ale jakos sie odnajde, zawsze sie odnajduje. Kazda sytuacja ma swoje powody, cos wnosi do naszego zycia i uczy, tym razem tez wyciagne jakas lekcje. Jednak ciezko sie pozbierac po takich kopniakach jakie daje nam los. Nic i nikt mi nie ułatwia, nawet moj esk ciagle mnie przesladuje w snach, podchodzi do mnie, chwyta mnie za reke i mowi ''Jeszcze z Tobą nie skonczylem, jeszcze bede w Twoim zyciu...''... Ten sen sie powtarza non stop.

RÓB SWOJE, NIE PATRZ NA INNYCH.

 

 

10:35, lenka171
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 stycznia 2014
Lepsze wersja mnie samej.

     Mamy piątek, kolejny tydzień za nami a ja sie czuje jakbym była w wiecznym śnie. Budzę się co jakiś czas aby odetchnąć, złapać powietrza, spojrzeć trzeźwo na świat. Nie jest to wprawdzie proste przy takim trybie życia jakie sobie narzuciłam, przez przypadek. Moje życie zawsze było nieco inne od rówieśników, szłam własnymi ścieżkami starając się nie ranić nikogo po drodze, jednak siłą rzeczy - czasami łapałam porażki. Działało to jednak również w obie strony. Ludzie w perfidny sposob wykorzystywali moją naiwność, dobre serce i spadek formy gotowy. Podnosiłam się jak roślina której dostarczono nieco wody. I tak w kółkow. Zakręty, ukosy, skrzywienia, góry, pagórki - to moja specjalność, a utrudnianie sobie życia to moje drugie imię. Nigdy nie może byc prosto i nudno, statecznie i zwyczajnie, dobrze i z gustem. Zawsze coś.

 

     Od kiedy poznałam na swojej drodze ''arabskiego księcia'', nazwę go w ten sposob aby nie zdradzać jego imienia, poświęciłam się dogłebnie i stuprocentowo. Mama zawsze mówila, żebym robiła wszystko na 100%, wiec i w związkach dawałam z siebie tysiąc procent ponad normę. Tak też jest i tym razem, nauczona dwoma poprzednimi związkami powinnam brać lekcje, i nie popełniać błedów po raz kolejny. Teoria teorią, praktyka praktyką. Znowu jestem cała JEGO. Brak życia poza NIM nie jest taki przeraźliwy jak można to sobie wyobrazic, odpowiada mi to, że jestem komuś potrzebna. Dał i zabrał wiele. Wiem, że przezyjemy fajną przygodę a czas pokaże czy z happy endem czy rownie szybko jak się zaczęła, tak samo szybko się zakończy z usmiechem na twarzy, czy tez lekkim grymasem. Zobaczymy. Nie obiecuje, nie nastawiam się, nie mówie NIE, nie mówię TAK. Mimo zgrzytów w domu, nie atakuję i nie narzucam swojego zdania - rodzice to rodzice. Nalezy ich szanowac, jednak nie przeżyją życia za mnie. Musze sobie poukładac go sama, tak jak ja tego będę chciała. Ataki są tu nie wskazane bo jak wiadomo zakazany owoc smakuje lepiej i czesto robimy na przekór. Nie chciałabym tego.

     Mówi się, że ''z kim przystajesz, takim się stajesz'' - wiele w tym prawdy, jestem osobą podatną na różne wpływy - przyznam się bez bicia. Jednak trzymam ręke na pulsie i jak widzę że coś faktycznie mi nie sprzyja, walczę, kłóce sie, dyskutuje. Mój arabski książe wywołuje we mnie takie emocje i takie reakcję których nie spodziewałabym się po sobie. Dzięki niemu uspokoiłam swój wewnętrzny niepokój jaki pozostał po jego poprzedniku Sz. Do dziś jak się do mnie odezwie moje ciało zaczyna reagowac nerwowo jednak juz wiem jak sie zachowac, co odpowiedzieć, czego nie mówić. To mój książe na arabskim koniu mnie tego uczy. Spokoju, wyciszenia, dobrej-mnie. Mniej krzyczę, dalej się denerwuję ale to wynika raczej z jego odmiennej natury co mnie momentami frustruje, ale cóż - nikt nie jest taki sam. Mój ksiąze jest zupełnie inny i nadwyraz dojrzały. Nie umiem czasem go docenic, momentami zwraca mi uwagę że całe zło z poprzednich związków przelewam na niego, jakbym się mściła. To nie prawda, jednak nauczona porażkami trzymam się z dystansem w pewnych kwestiach. Ksiąze jest cierplywy i nie daje za wygraną, kiedy ja krzycze bardziej - on mnie przytula i stara sie uspokoić. Kiedy jestem smutna, rozmawia ze mną.

Choćby ta chwila miała trwac sekundę, warto.

 

11:36, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Arabska historia.

     Ostatnia moja notka dotyczyła głównie moich spraw sercowych, randkowanie powakacyjne zakończyło sie dość szybko. Przez moje życie przewinęło się parę osób którzy odcisnęli mniejsze lub wieksze odciski jednak z każdym z nim mam przede wszystkim dobre wspomnienia. Za nami Święta i Sylwester. Rok 2013 był dla mnie jak bomba atomowa, rozwój mojej firmy, podróżowanie, poznawanie nowych ludzi, związek dość burzliwy z SZ ktory zakonczył sie tym czym powinien zakończyc sie już dawno. Utrzymujemy kontakt ze sobą, głownie ze wzgledu na to, że ma u mnie dług i jest mu zwyczajnie głupio. Mój rok 2013 był fenomealnie dobry i zły jednoczesnie. A jak się zaczął rok 2014? Cięzko ale i słodko. Prolemy finansowe i mnie dopadły, brak sezonu slubnego spowodował spadek mojej wydajności, w dodatku mój A. (tak, mogę nazywać go już moim A.) tez ma małe problemy finansowe. Czekamy na odbicie i jego i moje a będzie dobrze.

     Z A. poznaliśmy się 10 października zeszłego roku, o czym pisałam w poprzedniej notce co nieco. 3 dni temu minęły 3 miesiące naszego poznania, ale tak naprawde od 1 listopada jestesmy razem. A. zmienił moje życie o 180 stopni, dosłownie. Nie uważam, że na gorsze, odkrywam uroki bycia wolną osobą jednocześnie będącą w związku. Wreszcie czuję że ktoś sie mną opiekuje, troszczy i nie myśli tylko o sobie. Spędzamy ze soba mnóstwo czasu, jednak dla A. to ciągle za mało, dla mnie czasem też tak jest, ale ja jestem osobą która od czasu do czas potrzebuje ciszy, w domu, z książką i na tym bazuję. Znajduję siebie w tym związku mimo, że tak się róznimy.

     Jedną z głownych różnic jest jego arabska narodowość, odmienna kultura, religia oraz wiek - 15 lat starszy. Co do pierwszej wymienionej odmienności, wzbudza to nie lada wątpliwości, obawy i strach,  więc i ja trzymam rękę na pulsie. Nie jestem naiwna, słucham ludzi, widzę co sie dzieje, ale jednoczesnie zawsze była bardzo tolerancyjna i nie bałam sie nowego. Kiedy dla kogoś cos było odpychające, nie wkładałam swoich 5 groszy - bo reszta tak wymaga, tylko zawsze chcialam poznać drugą stronę medalu, dlaczego, kim jest ta osoba. Nigdy nie szłam za tłumem. Jego kultura rózni sie do naszej, mają swoje dziwne przyzwyczajenia, ale część z nich jest godna naśladowania - bo u nas w Polsce częśto brakuje dobrego wychowania, gdyż imprezy i alkoholizm jest przodownikiem w naszym zyciu, a co za tym idzie? Kobiety przestaja się szanowac. Byłam naocznym świadkiem jak dziewczyny obnosiły się ze swoją seksualnośćia aż nadto, a po alkoholu wychodziło to na wierzch jeszcze bardziej. Co do wieku mojego A. cóz, dla jednych 15 lat roznicy to duzo a dla innych nie. Dla mnie to tylko cyferki i troche wiecej zmarszczek na twarzy. Ot co. A. jest dojrzałym facetem, moim przyjacielem i nauczycielem, często jednak siedzi w nim jeszcze dziecko i mało rozgarnięty chłopczyk ale który facet tak nie ma? Dzieki temu czuje mu sie potrzebna. Cieszą mnie sytuację, kiedy mogę mu posłużyc kobiecą ręką poprzez zwykłe domowe czynności.

     Nie mieszkamy razem, ale jestem jego prawie codziennym gościem, razem gotujemy, sprzatamy, prasujemy, pierzemy... Wspólne wyglupy przy tym dostarczają nam mase przyjemności. A. jest mistrzem gotowania ichniejszej kuchni, a takowa - arabska jest nieziemska chociaz OSTRA. Ja mu przyrządzam gołabki, domową szarlotkę czy sernik, kapustę albo zwyczajne placki. Po wszystkim padamy ze zmęczenia na łożko, dyskutujemy do późna na rózne tematy, wymieniamy sie poglądamy, często sie nie zgadzamy w wielu kwestiach ale żadne z nas nie narzuca swojeo zdania na siłe. Szukamy argumentów za i przeciw aby dojść do porozumienia. Jak sie domyslacie - głównym tematem jest kreowanie przez media wizerunku arabskiej kultury. Pokazuje mu filmy, artykuły, czesto nawiązujemy do Koranu aby pokazać co jest nie tak. Pamiętam jednak, że oni są świetnymi manipulatnami i zawsze będą kryc swoja religie i kulturę, przedstawiać ja w najlepszym świetle - stąd nasz małe sprzeczki.

     Znajomi nazywają nas Romeem i Julią. Znamy się 3 miesiące a wiemy o sobie wiecej niż nie jedna para z dłuższym stażem, to wynika z tego że jesteśmy bardzo otwarci... on mówi mi o sobie wszystko, czasem żałuje ale ja mu sie tym samym odwdzięczam. Nasze wspolne doświadczenia i wspomnienia których nikt nam nie zabierze zachowujemy głeboko w sercu i mimo, że nie wiem co z nami będzie to chce to kontynuować tak długo jak sie da. Bo jestem szczęśliwa mimo paru minusów.

Mimo wszystko.

10:29, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 listopada 2013
Z historią miłosną w tle.

Dzisiaj mija 40sty dzień od mojej ostatniej notki. Jedni powiedzą że to duzo, inni że nawet nie zauważyli jak to minęło. W moim przypadku te 40ści dni odmieniły moje dotychczasowe życie o kolejne doświadczenia.

Od czasu mojej ostatnije notki moja praca nieco zwolniła, zycie prywatne nabrało tempa a rodzinna atmosfera uległa nagłemu pogorszeniu. Pocieszam się faktem, że jeszcze się taki nie urodził coby wszystkichm dogodził. Wiec przyjęłam to na klatę z rosądkiem, siłą i wiarą na lepsze jutro.

Na swojej drodze spotkałam Sapera, o którym wspominałam. Był również Paweł, fan piłki nożnej i dobrej zabawy. Cały czas gdzieś tam istnieje Sz. Pojawił sie również A.i na nim sie skupię przede wszystkim. 

Moja siostra cioteczna prosiła o pomoc w sprawie mojej pracy. Myślałam, że to dla niej, jednak szybko okazało się że dla jej przyjaciela, którym okazał sie obcokrajowiec A. Nie mówił po polsku, biznesmen, przedsiębiorca, wykształcony, wiecznie usmiechnięty. Odmówiłam dwóch spotkań zanim doszło do jakiegoś. W końcu pod presją siostry zgodziłam sie na szybką kawę we trójkę. Spotkalismy sie w Green Coffe w Centrum. Wymieniliśmy serdeczne uśmiechy i tyle. Nic nie zapowiadało armagedonu...

...pomogłam mu w bankowych sprawach z racji mojej pracy, zaprosił siostrę i mnie na obiad - poszłyśmy. Nie wiem do dziś czemu się zgodziłam. Po obiedzie ruszyliśmy trochę potańczyc do znanego klubu warszawskiego o klimacie orientalnym. Poznałam Jego przyjaciol i znajomych, muzykę doskonale znałam gdyż 3 lata temu byłam mocno wdrożona w klimat arabskiej muzyki. Cos wisiało w powietrzu. Byłam obserwowana przez wszystkich a A. w szczegolnosci dał po sobie poznać, że jest szczególnie mna zainteresowany. Ze względu na to, że przyszlismy razem każdy uznał, że .. jestesmy razem. Jak ciężko było mi to odkręcać. Po iomprezie zaprosił mnie na kolacje do siebie, poszłam... wyznał, że jest mna zainteresowany, że od pierwszej chwili widział jakieś fluidy miedzy nami, ale nie okazywał nic ponieważ nie chciał żadnych relacji obecnie tworzyć. Za późno, siła wyższa pociągnęła go do mnie ze zdwojona siłą. Opierałam się. Cały wieczór tłumaczyłam mu, ze to zły pomysł, że róznimy sie ogromnie, że nie mogę. Uszanował to, ale wierzył że jeszcze zmienie zdanie. Ach jak on się starał ...

Wyjechał w interesach, w tym czasie siostra cioteczna poprosiła mnie, żebysmy poszły znowu do tego klubu, ale juz same. Zgodziłam sie niechętnie, ale potrzebowałam troche odstresowania więc poszłysmy. Zaczęło się. Telefony do A od znajomych obecnych w tym czasie w klubie. Smsy wypisane pół nocy - czemu tam poszłam sama, czemu robię mu cos takiego, to nie jest dobre miejsce dla Ciebie. Cała masa bzdur, żeby tylko mnie ''ochronić''. Nieskutecznie. Powiedziałam, żeby wybaczył moja ignorancje w takim razie, ale nie jestem jego własnościa. Jak dodał, jego ego i reputacja wisiała na włosku gdyż znał wszystkich w tym klubie. Stwierdził, że został przeze mnie osmieszony - bo tydzień temu przyszłam z nim, dzisiaj sama. Ach ta ich kultura. wyszłam z klubu i zaczełam z nim długą rozmowę, nie było to łątwe - angielski to nie jest jego ojczysty jezyk ani mój, wiec emocji w stu procentach nie udało nam sie przelać w słowach...

W poniedziałek, po długich rozmowach do pracy przysłął mi piekny bukiet kwiatów. 10 białych róż a w środku jedna czerwona - ta jedna róża symbolizowała jego uczucie do mnie, a białe - czystość i prawdziwosc uczucia. Cóż. Był liścik, z przeprosinami... Rzoczuliło mnie to bo nie byłam zła na niego. Napisałam mu smsa z podziekowaniami. Powiedział, że przyjedzie w tygdoniu to porozmawiamy bo przez telefon sie nie da. Przyjechał z Czech do Poznania, z Poznania do Inowroclawia i na koniec do Warszawy. odebrałam go z dworca, zarezerwowałam hotel, spedziłam z nim cały wieczór i cały weekend jak się okazało. Potem nastepny i nastepny... Świetnie się ze soba bawiliśmy, zwiedzaliśmy dobrze mi znana Warszawę, jednak z nim odkrywałam nowe zakątki, chodzilismy do restauracji, częstowalismy się dubajskimi przysmakami, chodzilismy na zakupy i karmilismy sie wzajemnie, tańczylismy do rana... a potem odprowadzal mnie do taksowki albo do samochodu i wracalam na noce do siebie. Nigdy nie nocowalam. Oprocz pieknych, radosnych chwil był i są tez te gorsze - brak mieszkania i wieczne sypainie w hotelach doprowadzalo go do depresji. Znalazlam dla niego lokum w samym centrum. Ucieszył się, jednak to nie jest to czego chcialby w stu procentach. Przekonala go staruszka mieszkajaca tuz obok, ktorej bardzo pomaga. Do pomocy dołaczyłam sie i ja, robiłam im zakupy, sprzatalam, gotowalam, rozmawialam ze Alicją (staruszka). Zaczęło sie prawdziwe życie. Takie normalne - o ile mozna to tak nazwać.

Zapytacie czy jestesmy razem? Wynika z tego, że tak. Chce sie ze mna ożenić, chce miec ze mną dzieci - to za szybko, ale pozwalam mu tak czasami pofantazjować. Niech ma cos od życia, jednakk zazwyczaj zaraz potem sprowadzam go na ziemie. Zaczeły si,e problemy, jego firma stanęla w miejscu i przestal zarabiac, musial cos z tym zrobić. Troche kłopotów rodzinnych, moje tez sie nieco pogorszyły - zmeczenie, zdenerwowanie - to wszystko sie nałożyło na siebie i z sielanki wszystko zaczynało sie robic przygnębiające. Dodatkowo ostatnia sytuacja z naszego zycia mocno wyprowadzila mnie z rownowagi... Przyszłam wczesnie rano, żeby mu pomóc w banku (na ogół jestem tłumaczem). Obudziłam go w mieszkaniu, jeszcze spał... Wstał dość szybko i spojrzał na mój strój. Strój jakich wiele, koszula zapieta na ostatni guzik, czarna ołówkowa spódnica, plus rajstopy, było chłodno wiec dodatkowo założyłam sweter. Zapytał w po angielsku ''Czemu pokazuję cycki??!!''. Doznałam szoku, tłumaczxyłam że widział mnie w tej bluzce setki razy, ze ide do pracy, musze mieć koszule. mieszkamy w Europie, więc nie owinę się jak wariatka burkę... Jego oczy zrobiły sie czerwone, a z uszu leciała para.. dosłownie. Unisół rece i ułożył je w pięść. Odsunęłam się, kazałam mu iśc pod prysznic i się ubrać. Odpowiedział tym swoim ... ''Ok, my dear... do what you want. ''...

I tu zaczynaja sie schody. A. jest muzułmaninem i wyznaje islam. To duży kłopot dla mojej wiary, nie wywodzę sie z mocno wierzącej i praktykującej rodziny, ale wierzę, ufam i nie zmieniłabym wiary. Nie widze ku teu podstaw. Islam to nie tylko religia, to również styl bycia. Ludzie z krajów arabskich sa zapatrzeni w swoja wiare, uważają, że to co jest zapisane w KORANIE niezaprzeczalnie jest faktem i należy się mocno stosować do zasad zawartych w tej księdze. Jeśli nie, czeka nas surowa kara. I tak jak szariat nakazuje wiele dziwnych i krwawych praktyk, tak i islamiści są w stanie doprowadzic do końca sytuację - w imie Allaha. Od kilku tygodni czytam artykuły na temat ich wiary. Coraz bardziej przekonuje sie że to nie dla mnie... tym bardziej, że zaczyna sie to czego nie chciałam, wykorzystywanie mnie w kazdej sytuacji, wyreczanie sie mna. Nie! Ja potrzebuje faceta który zaopiekuję sie mna a nie ja nim.

Ech.

11:04, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 października 2013
Saper myli się tylko raz.

Randka z Żołnierzem okazała się przedziwnym splotem wydarzeń. Nie było to standardowe spotkanie jakich. W dość znanym dla wszystkich w miescie udalismy się na nasze pierwsze spotkanie w życiu. Punkt 12.00 pojawiłam się na miejscu. Nie było go, ale wiedziałam że jest bo dawał mi znać. Rozpoczęłam rozglądanie sie po znajomych twarzach, w końcu widziałam jego zdjęcie. Żadna z tych twarzy nie przypominała mi Żołnierza, dopóki kątem oka nie zauwązyłam zbliżającej sie do mnie sylwetki. Nie wyglądał na klasycznego Żołnierza, ale jednak cos go zdradzało, coś miał w sobie co mówiło mi że to nie będzie spotkanie jakich wiele.

Zrobił przesluchanie, dosłownie. W kieszeni nosił kompas, posługiwał się stara nokią z dźwiękami polifonicznymi, a pod kurtka miał polar, jeździ starym jeepem, nie pochodzi stąd a z jakiejs małej miejscowości koło Lublina, życie go doświadczyło i teraz liże swoje rany. Okazał się Saperem, co mnie nieco przeraziło, ale wyjaśnił na czym polega jego praca i uspokoiłam się. Spacer który miał byc krótkim, przejściowym momentem moejgo dnia zamienił się w ''marsz'' wielogodzinny i maraton po różnych miejscach starówki. Saper okazał sie świetnym facetem, który wie czeog kobiecie potrzeba jednak nie urzekło mnie w nim nic szczególnego. Potrzebuję bodźca ktory będzie mnie zachęcał i ciągnął do kontaktu z nim. Mimo udanej niedzieli nie tęsknie za spotkaniem z nim, a minął już ponad tydzień. Spotkam sie z nim jeszcze raz, ale moje uczucia oszroniły teraz chłodne sople lodu...

Zmieniam się. Wszystko się zmienia i nie nadążam.

12:19, lenka171
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 października 2013
Nigdy.
     Nie ścigaj człowieka, który postanowił od Ciebie odejść. Nie proś, żeby został. Nie błagaj o litość. On pojawił się w Twoim życiu tylko po to, żeby obudzić w Tobie to, co było uśpione. Muzykę, z której nie zdawałeś sobie sprawy. Jego misja jest zakończona. Podziękuj mu i pozwól odejść. On miał tylko poruszyć strunę. Teraz Ty musisz nauczyć się na niej grać..."
 
    Nigdy nie uganiaj się za miłością, przyjaźnią i zainteresowaniem. Jeśli druga osoba nie chce Ci tego dać tak po prostu, nie jest to nic warte.
 
 
 
16:18, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 września 2013
Jego siła. Moje słabości.

I kolejny raz życie mnie zaskakuje, kiedy juz sobie cos zaplanuje, kiedy już wyjde na prosta i zaczynam coś rozumieć nagle życie przewraca się do góry nogami. Zaskakuje mnie. moje watpliwosci gdzies uciekaja głęboko w kąt, twarda ja zamienia sie znowu w dobroduszną kobietę, mój misternie ułożony plan wali się. Tak było i tym razem.

Kiedy Sz nie odzywał sie od ponad tygodnia uznałam, że taki własnie on zawsze był. TCHÓRZ ! Po ostatnim telefonie stwierdziłam, że faktycznie to nie jest gra warta świeczki, że nie zasługuje na mnie i może zwyczajnie do siebie nie pasujemy, bo ja chce JUŻ, on chce POTEM. Przez cały tydzien chodziłam jak struta, dodatkowo przeziebienie wyprowadzało mnie z równowagi i brak okresu doprowadzał do szału. Chciałam uciec i nie wrócić. Z dnia na dzień jednak poprawiało mi się samopoczucie, nawet widzialam sie z moja stara przyjaciółka ktora kiedys uratowała mnie z opresji, pomogła stanąć na nogi po rozstaniu z M. i chyba tego wlasnie potrzebowałam. Zaczęłam układac sobie w głowie, że to tak musi byc i mówiłam do siebie pełnymi zdaniami ''Stac Cie na kogos lepszego, kto poświęci dla Ciebie wiecej czasu i nie będziesz tylko weekendową dziewczyną''. Powiem więcej, świetnie mi szło! Poznałam nawet miłego faceta który probował sie ze mną umówić na kawę, jednak ja odmawiałam - tym razem nie odmówiłam i umówiłam się z nim na sobotę. Niestety do spotkania nie doszło, ze względu na to, że praca go popedzała i nie był w stanie poświecic mi czasu. Może i dobrze. To nie byłóoby rozsadne aby wchodzic ze swoim bajzlem do świata jakiegos zupełnie mi obcego człowieka. Poza tym sobote miałam napięta, gdyz spotkanie z moim przyjacielem pochłonęło mnie bez reszty. Nie widzialam go juz miesiac więc dosc intensywnie sie przygotowałam, w domyslę - chciałam zabłysnąć! Nie chciałam żeby widział mnie podłamana, smutną, przerażoną, słabą... chciałam zeby widział mnie taka jak sprzed wielu miesiecy - usmiechniętą, pewną siebie i wyluzowaną dziewczynę. Tak było dopóki nie zadzwonił Sz.

40 stopni gorączki, kiepskie samopoczucie i do tego alkohol wywołały w Sz. poczucie tęsknoty i zwyczajnie zacząl mnie potrzebować. Zadzwonił pare razy, nie odbierałam aż w końc zadzwonił jego przyjaciel. Powiedzialam, że oczywiscie pojawię się ale jeszcze nie teraz, bo mam plany. Kiedy dojechalam na miejsce widziałam że Sz ucieszył sie na mój widok, jego oczy błyszczały mimo, że nie chciał do końca sie przyznać, że tęsknił. Nie wyglądał najlepiej. Przegadalismy pare ładnych chwil. Poznałam ich kolege M, który od poczatku mi sie nie podobał a który zepsuł cała atmosferę. Nie powinnam tam zostawać ani minuty dłużej kiedy po dłuższym przyglądaniu sie mi, cały ten M stwierdził, ze wyglądam ''jak rasowa suka''. Myslałam że śnię ! Szybka reakcja Sz. sprowadziła go na ziemię. Na domiar złego po całej tej sytuacji słowa zamienił w czyn i zaczął sie ewidentnie do mnie dobierać. Tego było za wiele, odepchnełam go z pełna odpowiedzialnościa... wiedzialam, że to może sie skończyc źle. Sz. widział tylko cześć ''przedstawienia'' więc wysłuchał mnie, jego i reszte towarzystwa. Jego spojrzenie jakby mogło - zabiłoby nas wszystkich. Niewiele mysląc zrzucił wszystko co miał na sobie, rozpiał zegarek, zdjął bluze i zaczął swoje gadanie... mówił o braku szacunku, o tym, że może niekoniecznie jest idealnie miedzy nami ale ''tej kobiecie'' (i tu wskazywal na mnie) oraz KAŻDEJ należy się szacunek, krzyczał, że jak swędzą go łapy to może niech użyje ich na nim. Nakręcał sie, sam siebie nakręcał, był coraz głośniejszy aż w końcu chwycił GO i probował wyciągnąć na zewnątrz. Wszyscy staralism sie załagodzić sytuację, na szczeście udało sie nam po dłuższej chwili. Jestem mu wdzięczna za obronę i za taka reakcję, ale byłam przerażona ! To jest jak telenowela! Wybiegłam do samochodu, odpaliłam samochod i czekalam na niego, po jego przyjsciu zapytal czy wszystko u mnie dobrze, zawiozłam go do domu. Nastepnego dnia pojechalism do tego mieszkania aby oszacowac szkody. Przedyskutowalismy cała sytuacje raz jeszcze jednak ja nie chcę roztrząsać tego juz nigdy więcej. Temat zakończony.

Mamy nowy tydzień. Dziś jestem spokojniejsza. Po raz kolejny życie pokazuje, że nie można nic planować - nic sobie obiecywać. Im mniej wiesz, tym jestes szczesliwsza.

Sia.

 

 

11:34, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 września 2013
Sinusoida.
Chciałabym sie zakochać, brnąć w to z Sz. Chciałabym poczuc te motyle w brzuchu które zwiastują miłość a nie zauroczenie, podniecenie, namiętność. Po weekendach zawsze mam metlik w głowie, bo chciałabym aby w końcu było normalnie a nie ciągle pod górke. Raz fruwam a raz upadam i depczą po mnie zostawiając trwałe ślady na mojej skórze. Życie to sinusoida.
 
 
 
"Kiedyś bardzo się bałam być odrzucona. Dlatego kłamałam, nie mówiłam o swoich potrzebach, nie prosiłam: „Nie rób tego” albo „Zrób to”. Byłam trochę nieszczera, miałam pretensje, ale nie sygnalizowałam, że jest mi źle. Później było już po związku, bo kiedy człowiek nie krzyczy, że się pali, to kto ma zadzwonić po straż pożarną?".
-Katarzyna Grochola
 
"Może kiedyś ludzie zrozumieją, co stracili przez głupotę".
- no name

"Nie rób priorytetu z kogoś dla kogo jesteś tylko opcją".
- no name

"Strach przed związkiem ma podobną strukturę co lęk wysokości. Nikt nie boi się pocałunków, przytulania, uczucia, że ktoś czeka właśnie na Ciebie, tak jak nikt się nie boi być na szczycie. Boimy się upadku. Boimy się, że nasze serce nie będzie miało po co bić.."
- no name
 
"Gdybyś był szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy, przez jedną chwilę, ale od samego początku wiedział, że to skończy się smutkiem i przyniesie ból, czy wybrałbyś to szczęście, czy je ominął?"
-Gregory David Roberts

"To nie jest kwestia naiwności. Po prostu masz nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Lepiej. Cokolwiek to znaczy."
- no name
 
 
"Wcale nie chodzi o fizyczność, o namiętne pocałunki i dotyk, który sprawia, że masz gęsią skórkę na całym ciele. To wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Chodzi o to, żeby mieć w drugiej osobie partnera, kogoś, kto Cię wspiera bez w...zględu na wszystko, kto Cię zrozumie, nawet jeśli ma odmienne zdanie. Chodzi o to, żebyście dyskutowali, kłócili się, bronili swoich poglądów, żebyście poznawali swoje pasje, nie zamykali się w czterech ścianach, ma być ciekawie, ma się dziać. Chodzi o to, by spotkać taką osobę, która sprawi, że będziesz chciał być lepszym człowiekiem. I która Ci w tym pomoże."
-Olewka

12:28, lenka171
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22