...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
poniedziałek, 09 września 2013
Mazury, ach Mazury.

8 czerwca 2013 zaprosiłam Sz na wesele, jako osoba towarzysząca. Miałam ogromne obawy czy dobrze robię i czy będę sie dobrze bawić, jednak pomyliłam się. Zabawa była świetna i do dzisiaj miło wspominamy tą impreze weselną. Tydzien pójżniej tj. 14 czerwca wyjechaliśmy na Mazury z Sz. i jego znajomymi - w ramach poprawin, podziekowania za to, ze go zabrałam. Mazury mnie oczarowały! Oczarował mnie rownież Sz. i tym samym rozpoozęliśmy sezon wakacyjny... z ''historia miłosną'' w tle..

3 miesiace później. 6 września 2013 wyjechałam ponowanie na Mazury, z Sz. zakończyć sezon wakacyjny, w tym samym miejscu co rozpoczęliśmy ! :) A jak do tego doszło? Totalnie spontanicznie!

W piątek po pracy byłam nieco zmęczona całym tygodniem na nowym stanowisku, w ramach zastępstwa. Niedosypiałam, byłam przemęczona a brak kontaktu z Sz. totalnie mnie rozstrajał. Po powrocie do domu zmyłam makijaż, nałożyłam sobie maseczke, zasiadłam z siostra przed telewizorem i ogladałam, jak pewnie większośc Polaków tego wieczoru, mecz Polska-Czarnogóra. Pojechałam jeszcze po moja mamę koło 22, zeby nie wracała po nocach sama z pracy i zadzwonił telefon. Sz. Chciał wyjaśnić o co chodziło, czemu nie dzwonił i nie odzywał się. Zapytał co robię i po jego wyjasnieniach powiedzialam ze jak ma ochote to mozemy sie spotkać bo widzę ze chyba nie ma najlepszego nastroju. Wsiadłam w auto i pojechalam do MM do Jego znajomych u ktorych był. Od słowa do słowa Sz. nagle wyskoczył - ''Jedziemy na Mazury'' ... pierwsza myśl? Zgłupiał, o tej porze? Było grubo po 00.00. Namawiał, marudził, znajomi powiedzieli ze sie dostosują i ...pojechalismy. Tak jak stałam, bez ciuchow na zmianę, bez szczteczki do zębów czy innych kosmetykow, bez nowej bielizny! Ech.... Nikt sie nie przygotował. Sz. jedynie podskoczył szybko do domu przebrac sie i przemycił parę rzeczy ktore później mogłam wykorzystać. Jego koszulka posłużyła mi za sukienkę, po drodze kupiłam bieliznę a ręczniki i kosmetyki podarował mi Sz. W gruncie rzeczy - nie byłam osamotniona w swoim braku bagażu ale byłam wdzięczna Sz , że chociaż troche ogarnął.

Około godziny 06.00 dojechalismy na Mazury, do miejscowości w której bylismy w czerwcu, wynajelismy domek ktory okazał się rownie świetny jak ostatnim razem. Zrobilismy zakupy na cały wyjazd, tak abysmy nie musieli sie ruszać z ośrodka, gdyz wszysstko mielismy pod nosem. Cały wyjazd spędzilismy na totalnym relaksie na rowerkach wodnych, drinkowaniu, pływaniu, opalaniu się. Pogoda i sam wyjazd były strzalem w dziesiątke. Udało nam się! Noce choc mroźne, skutecznie dogrzewaliśmy. Byłam bardzo zmęczona ale szkoda było nam czasu na spanie. Na wyjazdach jestem dość skrupulatna, lubię kiedy jest czysto a rzeczy leżą na swoim miejscu, Sz twierdzi ze tym sobie zaprzatam głowe i nie umiem sie zrelaksować, ale nie umiem odpoczywac kiedy potykam sie o wczorajsza paczke czipsów a do stóp przyklejają mi sie okruchy chleba ze śniadania. Cóz, taka juz jestem ale dzieki temu mielismy mniej do sprzatania na koniec wyjazdu. :)

z Sz. było o tyle pięknie, że był obok, że widziałam, że mu zależy i że jest wdzięczny ze pojechalam tu z nim. Wiedzialam, że choć może nie do końca umie to okazać to zalezy mu na mnie. Twiedził, ze jestem najlepszym co go spotkało do tej pory, że cieszy sie ze jestem. To dało mi dużo motywacji do działania. Myśle o nim poważnie i chciałabym aby rowniez i on zaczął trzeźwiej patrzyc na świat, jednak wiem, że teraźniejsza sytuacja zdrowotna nie pozwala mu na ''obiecanki''. ciągle mam pewien dystans do tego, nie zakochuje się w nim i to wiem na pewno, ale zalezy mi na nim.

Z nim nie może być spokojnie, czy tego chce od zycia?

 

 Pocztówka z dwóch wypraw na Mazury ! :)

11:59, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 września 2013
Twardy orzech do zgryzienia.

2 września. Dzieciaki ruszyły do szkoły, a my albo do pracy albo niektorzy na spóznione wakacje - niby nic nowego a jednak cos nie tak.

Świat na chwile stanął. Obudziłam sie rano w jakimś absurdalnym bezdechu, jakbym właśnie zbudziła sie ze snu jak niedźwiedź. Niby to tylko nowy miesiac, koniec wakacji, poniedzialek, pogoda dosc gwaltownie stala sie kaprysn jednak czuc w powietrzu, że cos sie skończyło dla mnie, dla nas. Czuć cos dziwnego, czego nie umiem opisać. Zaczyna sie okres normalnosci, stabilizacji, mniej wyjazdów i wyskoków. Czołowe zderzenie z rzeczywistoscia.

Miniony weekend był bardzo udanym weekendem. Spędziłam go z Sz. W piatek wieczorem byłam przemeczona i połozyłam sie spać wczesnie. W sobote obudziłam sie w nowinami, że robimy grilla pożegnalnego Wakacje 2013. Zadzwoniłam do Sz. omówiliśmy szczegóły i zajęliśmy sie swoimi sprawami, ja klientkami a on pomocą ojcu. W między czasie przyjechali teściowie mojej siostry więc i nimi musialam się zająć. Sz. należy do osob ktore dbaja o detale, szczegoly, lubia dobrze wygladac, pachniec. Ja należe do osob okrutnie punktualnych a nawet tych ktorzy przychodzą przed czasem. Z tym się nie zgadzamy niestety i zamiast o 17.30, przyjechalismy na 19.00. Cóż mogłam zrobic, nie chciałam sie kłócić. Zrobiłam swoj specjal grillowy a sdo tego salatkę, Sz. ze wzgledu na to, że jest kucharzem dopilnował aby nie zabrakło ulubionej karkowki i sosów które do dzis sa wielka zagadką gospodarza - z czego są zrobione? Urosłam dosłownie kiedy Sz. powiedział, że robie wyborne dania grillowane oraz inne dodatki. To bardzo mnie motywuje do działania kiedy słysze słowa pochwały z Jego ust, a tym bardziej, że jest kucharzem.

Tej nocy nie piłam alkoholu, zabawiłam sie z reszta jak zawsze w szofera. Odpowiadało mi to do pewnego momentu, byłam bardziej wyczulona na sygnały ze strony juz lekko zaprawionych przyjaciol. Po alkoholu jak wiadomo człowiek jest bardziej szczery, i Sz. był wybitnie szczery, az do bolu oraz mocno wylewny - co mi nie przeszkadzało :)

Dośc późno wróciłam do domu ale odbiłam to sobie w ciągu dnia. Obudziłam sie koło 12, zjadłam cos i znowu pojechalam do Sz. Spędzilismy miło dzien u niego w domu, i troche ze znajomymi. Wieczór zakończył sie upojnymi uniesieniami co było tylko idealnym podsumowaniem całego weekendu. Sz. uzbroił się w pancerz, mocny, solidny i skutecznie się tym samym przede mna ukrywa... powoli przebijam sie przez ta skorupę, co nie jest łatwe. Najbardziej zastanawiające jest to, że po alkoholu czasm mówi takie rzeczy których normalnie nie powiedziałby nigdy... albo co gorsza, odwraca sytuacje i zmienia zdanie.

Przede mną droga usłana cierniami i różami. ;)

16:35, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 sierpnia 2013
Mój chłopak się żeni.

Wczoraj oglądałam film, jak sie okazało dość stary z Julia Roberts pt. ''Mój Chłopak się żeni''. Opowiada o klasycznej przyjaźni dwóch ludzi o przeciwnej płci. Przyjaźń ta trwała od lat, a mianowicie pełne 9. Wspólne wyjazdy, wspomnienia, picie drinków i wznoszenie toastów przez telefon gdy odległość była zbyt duża, płacz, żal, przeżywanie tragedii. Wspólne wieczory, dni, poranki. To wszystko zbliżyło ich na tyle, że śmiało mogli powiedzieć że znają się jak łyse konie. Po tym, jak ich zwiazek się rozpadł zostali prawdziwymi przyjaciółmi, obiecując sobie jednocześnie, że jeśli do ukończenia 28 lat nie znajdą prawdziwej miłości - pobiorą się. W międzyczasie każde z nich zmienia partnerów, za każdym razem wymieniając doświadczenia i opinnie na temat kolejnych mniej lub bardziej udanych związków. Juliane sobie to uświadomiła 3 tygodnie przed swoimi urodzinami siedząc na kolacji ze swoim naczelnym-gejem który od pewnego czasu stał się jej drugim przyjacielem. Pewnego dnia June dowiaduje się, że Micheal się żeni. Dopiero wtedy uświadamia sobie jak bardzo go kocha.

Michael chce, aby Julianne została jego druhną honorową. Do zawarcia związku małżeńskiego zostało tylko kilka dni, a Juse ma zamiar odbić ukochanego. Przyjeżdża na miejsce ślubu i tam poznaje narzeczoną Michaela – słodką, uroczą, bogatą – wprost idealną Kimmy Wallace, która jest szalenie zakochana w Michealu. Julianne musi ją jednak znienawidzić. Rozpoczyna walkę o chłopaka, a gdy nic nie skutkuje, wymyśla sprytną intrygę, wciągając w to Kimmy. Ma nadzieję, że Michael zerwie z narzeczoną. W dniu ślubu dochodzi do zamieszania, Juliane postanawia wyznac prawde przyjacielowi i całuje go w altance co zauwaz Kim... Michael daje jej do zrozumienia, że on tego samego nie czuje i to Kim jest miłościa jego życia. Przyjaźń sie rozpadła, do ślubu doszło.

I teraz pytanie? Czy faktycznie milosc damsko meska istnieje? Czy jesli ktores z nas w koncu zakocha sie w przyjacielu to warto posunac sie o krok dalej i powiedziec co sie czuje, a moze usunąć sie niepostrzeżenie? ...

 

09:28, lenka171
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 sierpnia 2013
Przyjaźń czy kochanie?

Pytanie starsze chyba od tego, co było pierwsze: jajko, czy kura. Czy istnieje w ogóle coś takiego, jak przyjaźń damsko-męska? Gdzie jest granica między relacją koleżeńską a miłością? Bardzo cienka granica w dodatku.

Ciężko odpowiedzieć na te pytania. Są ludzie, którym udało się rozdzielić te dwa uczucia, ale są i tacy, którym sprawy wymknęły się spod kontroli i wygrało pragnienie. Molier mówił, że przyjaźń to preludium miłości. I miał rację. Przecież nie od dziś wiadomo, że podstawą dobrego i udanego małżeństwa jest właśnie przyjaźń, i to od niej zaczyna się wiele związków. Często też dzieje się tak, że te pozytywne uczucia rodzą w nas różne namiętności i nagle chcemy pogłębić związek. Tylko co na to nasz przyjaciel?

Jeśli odwzajemni nasze uczucia, powinniśmy się cieszyć, bo zyskaliśmy coś niezwykłego. Gorzej, gdy nie podziela naszych oczekiwań — wtedy zaczynają się schody. Co prawda, przyjaźń w czystej formie w obu wypadkach zanika, ale nikt z nas nie chciałby tracić bliskiej osoby, zwłaszcza, że większość przyjaźni zawieramy w dzieciństwie, czy szkole. Spędzamy z kimś całe życie, zwierzamy się ze wszystkiego, ufamy bezgranicznie, a wystarczy chwila, jedno słowo za dużo i wszystko przepada.

Gdzie jest granica między przyjaźnią a miłością? Przecież zarówno z przyjacielem, jak i partnerem robimy podobne rzeczy, rozmawiamy na te same tematy, znamy się niemal na wylot. Cały czas lawirujemy na krawędzi. Co zrobić, gdy zaczniemy przekraczać tę granicę? Gdy zwykłe dotąd czynności jak leżenie w jednym łóżku i oglądanie filmów lub zmysłowy taniec w klubie (dotąd wyłącznie dla żartów), nabierają podtekstu erotycznego i sprawiają, że serce szybciej nam bije? Podejmować ryzyko, czy chronić przyjaźń?

Dwa słowa, dziewięć liter. Pierwszy pocałunek. Tylko to, jest w stanie zniszczyć przyjaźń między mężczyzną a kobietą. Albo stworzyć nowe uczucie. O wiele silniejsze, które ma szansę przetrwać wszystko. Bo mamy u boku kogoś, komu zawierzamy swoje życie, komu ufamy i wiemy, że nas nie zawiedzie. Taki friend with benefits ;)

To istnieje, czy nie? Według mnie tak, ale tylko wtedy, gdy darzymy się uczuciem wynikającym nie z pożądania, w którym nasze gesty wypływają z opiekuńczości, bezinteresowności, nawet powiedziałabym z przyzwyczajenia, czy zwykłego „bo tak wypada”. Wiem, że nigdy nie moglibyśmy być razem, bo ta druga osoba ma w sobie coś, co sprawia, że to niemożliwe. Rodzaj bariery nie do przekroczenia.

co-nas-kreci

 

11:15, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Szukamy romansu i ryzyka by poczuć, że żyjemy mocniej i bardziej.

Dwa tygodnie urlopu zleciało tak szybko, że aż płakać mi się chce. Jak to mozliwe że tygodnie w pracy tak wolno mijają, bez polotu i szału a wolny czas tak szybko ucieka? Szkoda, szkoda ale czas zetknąć się z teraźniejszością i iśc dalej... Juz za chwilę jesien. Jesień uniesień.

Nie wiem czy dobrze robię, ale robić cos trzeba. Ktos kiedys bardzo madry powiedzial, zeby nie żalować tego co się zrobiło, skoro w danej chwili tego chciałaś (pod warunkiem że nikt Cie do teog nie smuszał) to znazy że właśnie w tamtej chwili na to miałas ochote, to Cie pociągalo, tego chciałas sprobowac i to własnie chcialas powiedzieć. Jesteśmy ludźmi, omylnymi. Tylko i aż. Moje wakacje upłynęły bardzo przyjemnie, dwa tygodnie na totalnym wyłaczeniu. Zaczęłam od zlotu z laskami, potem mega cięzki weekend z klientkami a od poniedziałku wyciszenie. Jeździłam do znajomych, odwiedzałam stare kąty, bawiłam sie z dzieciakami, realizowalam swoje plany, nadrobilam zaległości makijażowe. Wszystko i nic. Jedna z moich przyjaciolek zaproponowala wyjazd nad morze, skoro ja siedze w domu a i ona na macierzyńskim to zostawi meza na tydzien i ruszymy moim autem. Zgodziłam sie i nawet ucieszyłam bardziej niż sie tego spodziewałam tym bardziej że perspektyw na wyjazd nie mialam... Owszem liczyłam na cos innego, ale jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Zostało nam przekonanie jej męza do tego, że ona i ich synek tego potrzebuja, że nic im sie nie stanie w koncu mialysmy plan pojechania do ich rodziny. Po wielkich walkach zgodził się.

Niedziela. 4.00 rano ruszamy. Godzina 8.00 lądujemy nad morzem, całe, zdrowe i szczęśliwe. Wielkie przywitanie, potem wizyta nad morzem. Cały wyjazd minął mi na błogim, słodkim nic-nie-robieniu. Czyli tak jak chciałam. Miałam ochote poczytac ksiązke? Czytałam. Miałam chęć sie przejść? Szłam. Chciałam pójsc sama na plaże? Zaden problem. Pragnęłam pospać? Spałam. Nic nie musiałam, nikt nie pospieszał. Nie byłam uzależniona od nikogo mimo ze wiekszośc czasu spedzałam z rodzina znajomej, to znajdywałam chwile dla siebie jak tylko naszła mnie taka potrzeba. Na plaży odnajdywałam siebie, dochodziłam do wniosków, układałam sobie życie w swojej głowie i analizowałam relacje z facetami. Doszłam do wielu dobrych wniosków i chętnie to wykorzystam. Ten wyjazd bardzo otworzył mój umysł ale i oczy. Spowodował ze inaczej zaczelam patrzec na siebie i na ludzi. Stwierdziłam jednocześnie że się starzeje, albo jak kto woli - dojrzewam w ten naturalny dla kobiet sposob.

W trakcie wyjazdu miałam kilka telefonow, wiekszośc ignorowałam, ale kiedy zadzwonił Sz. odebrałam. Wiedział, że jestem nad morzem i mimo jego lekkiego poirytowania w głosie wiedziałam ze sie cieszy ze robię coś dla siebie. Chciał sie spotkać ze mną, ale było to mozliwe dopiero w piatek i tak wlasnie sie stalo. Po 4.5 godzinnej jeździe samochodem wsiadłam jeszcze raz w honde i ruszyłam do niego o 22 aby się z nim spotkac i tak do 4 rano. Gadalismy, wygłupialismy się, troche się wzruszyłam. Umowilismy sie nastepnego dnia na urodziny mojej O. która wyprawiała dośc specyficzne, typoow w jej klimacie urodziny. Zgodził się pójsc więc wykorzystałam okazję aby go trochę powodzic za nos. Załozyłam ulubioną sukienke, która i on lubi, odświeżyłam kolor włosów po wakacjach, założyłam wysokie szpilki, naoliwiłam juz mocno opalone nogi i ruszyłam. Cel - osiągnięty. Padł na kolana jak mnie zobaczył. Cały wieczór nie mogl oderzwac ode mnie oczu, szukał kontaktu, rozmowy, podszczypywał. Był taki jak lubię. Po imprezie pojechalismy jeszcze do jego znajomych. I znowu do 4 rano nie spalismy.

Cóż. Sz. mnie oczarował. Kiedy jestesmy sami jest cudowny, w towarzystwie moich znajomych rowniez sie odnajdywał z czego byłam zadowolona. Nasz układ jest przedziwny, przegrywam w nim ja - niestety, jednak czasem jestem górą. Licze na pozytywny rozwój wydarzeń z nim w tle, jesli sie postaramy może być dobrze. Wiem, że jest pokręcony i ma swoje porblemy, wiem ze nie gra ze mna calkiem fair ale ja trzymam reke na pulsie. W odpowiednim momencie po prostu uciekne jak nie bede miala wyjscia. Dzisiaj nie chce o tym myśleć. Byc może wychodzi ze mnie teraz ta naiwna natura kobiety, ale jak to ciagle moja znajoma powtarza - ciesz sie poki mozesz i poki jestes mloda, mlodosc ucieka a wspomnienia miec trzeba, nawet za cene łez.

Amen.

"Po co nam pięćdziesiąt lat szczęścia, skoro możemy mieć romans w tramwaju i wysiąść na innych przystankach?
Największe miłości to te, których nigdy nie było."
-Ochocki, Vithren, "Wszystko co dobre już było, naucz się zdychać bez picia wódki i kopcenia fajek.", "Dworce bez ciebie"
 
''W tym chyba tkwi cała tajemnica udanych relacji z ludźmi, udanego życia: niczego nie oczekiwać. Nadmierny apetyt na doznania wywołuje ciągły niedosyt, frustrację.''

 

14:49, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 sierpnia 2013
Potrzeba stuprocentowego szczęścia. Na chwilę.

Nie. Moje życie nie może tak po prostu sobie płynać, nie może być dobrze, nie może byc nudno. Musi sie coś dziać. Dochodzę do wniosku, że ja sama nie wiem czego chce. Sama jestem niezdecydowana i często to własnie sie odbija na mnie, na moich relacjach z mężczyznami, chce ale nie chce, mogę ale nie chcę, pragnę ale się boje, mogę ale nie mogę... Co za bajzel!

Ciągle jak na huśtawce, raz jest dobrze a raz totalnie załamana siedzę na brzegu ławki w moim ogrodzie i dumam nad niewiadomo czym, jakby to wszystko było zależne ode mnie. Nie jest do cholery ! Nie można mieć wszystkiego, a jak się chce za wiele to sie w rezultacie nie dostaje nic. Tylko pytanie - czy ztały, trwały, powazny związek to tak wiele? W dzisiejszych czasach chyba za dużo wymagam.

Musze sobie uzmysłowic, a przynajmniej wmówić (czasem to pomaga), że historia z Sz to tylko epizod w moim życiu, bardzo hardcorowy, rozbujany, metafizyczny wręcz! Muszę sobie zdac sprawę z tego, że tegj mąki chleba nie będzie... Te jego słowa odbijają się w moim sercu jak echo, słysze je co chwile, wystkują rytm w moim ciele i pobudzają do życia kiedy znowu Sz mnie zawodzi - jednak tak byc nie powinno. W fazie początkowej moje motyle nie powinny zasypiać, nie powinny sie chowac i bać, nie powinny płakać. Moje motyle powinnyfruwac, robic zamieszanie w moim żołądku i sercu - pozytywnie. Na razie czuje permanentny ucisk w żołądku - chce mi się zwymiotować !

''Kiedys poznasz moich rodziców i wtedy... '', ''Jaka jest Twoja rodzina? Pewnie Twoja mama jest cudowna...'', ''Boje się..'', ''Madzia pierwsza wszystko wie...'', ''Moja kochana Madzia..'', ''Przedstawiam Wam moją dziewczynę ...Magdę..'' - i ciągle to samo. Kręci mi sie w głowie.

Dziś nie chce. Wczoraj chciał. Jutro zechce.

Eks sie odzywa i kombinuje jakby tu mnie podejśc. Zapomnij ! R. od czasu do czasu zamienia sie w męczydupę, co mnie doprowadza do szału. G. pozbyłam sie na dobre. A do tego wszystkiego dochodzi K. mój przyjaciel... który zeszłej nocy mi się śnił. Co to do diabła ma być?

Jedna z moich przyjaciółek powiedziała mi, żebym spuściła z tonu i dała sie ponieść... Nie jest ona w żadnym związku, nie ma faceta, dzieci, dobrze sie bawi ale tak jak ja tęskni za stabilnościa. Zycie ją mocno doświadczyło, wiec stara sie wziąć na luz po porstu - co ma być do będzie. Od kilku dni ciagle to sobie powtarzam - weź na luz, odpuść, nie myśl . Czasem sie udaje, czasem nie.

Od jutra urlop, 2 tygodnie lenistwa. Poukładam się, pozbieram się. Jesteśmy w końcu BABY!

 

 

10:29, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 lipca 2013
Bajzel na kółkach z morzem w tle.

Dzisiaj znienawidzony przez wszystkich poniedziałek. A ja sie ciesze ! Zapytacie dlaczego? Ponieważ miałam fantastyczny weekend, zakończony piekny wieczorem nad Wisła w Czersku. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie nadążam. Totalny rozgardiasz w moim życiu to zasługa Sz. i poniekąd mojego przyjaciela.

Około dwoch tygodni temu miałam lekkie spięcie z Sz. w związku z moim brakiem chęci przyjazdu do Niego - co wcale nie wynikało z tego, że nie chce ale zwyczajnie nie mialam kiedy, bo miałam mase klientek. Sz był na silnych lekach przeciwbólowych w związku z wypadkiem jakiego doznał w pracy, dodatkowo podniósł coś cięzkiego i tragedia gotowa. Przez weekend obrażony na cały świat była przekonana, że mu przejdzie i tak tez sie stało - w poniedziałek zadzwonił, wyjaśnił co się stąło, nie był kompletnie w formie i teraz lezy i nie chodzi. Przestraszyłam się nie na żarty, starałam sie mu pomóc jak mogę, wspierałam, byłam, nie miałam o nic pretensji. Przyjechałam do Niego w piatek na Jego prośbę a jak mu sie juz polpeszyło zabrał mnie do swoich zanjomych nad jeziorko w niedziele. Rzucono tam luźno hasło ''Jedziemy nad morze'' - na to ja, że nie widze problemu. Było troche za i troche przeciw argumentów ale w rezultacie zdecydowalismy sie w poniedziałek wieczorem, że dojedziemy do reszty. Wziełam krotki urlop, spakowałam sie w Hondę i we wtorek o 22 pojechałam do Szymona. On prowadził, był bardzo dzielny, robilismy sobie przerwy, żeby odpoczał i nie przeciażał kręgosłupa. Po przyjeżdzie mielismy jeszcze troche czasu do zakwaterowania, a byłam totalnie padnięta ale i zadowolona. Szybki prysznic, na plażę i się zaczęło... mój osobisty, krotki urlop z Sz. bo jak sie okazało z tamtymi znajomymi w ogole się nie widzieliśmy.

Było przedziwnie, po raz pierwszy byłam z nim sama na sam przez tak długi czas. Miał okazję zobaczyc mnie z zupełnie innej strony i ja Jego również mogłam ocenic z innej perspektywy. Sz jest dość nerwowym facetem, jak mu cos nie pasuje (a sa to drobnostki) to sie zaczyna irytowac, ja staram sie to obrocic w żart albo milcze i robie dalej swoje, tak to zwykle u mnie bywa i to chyba go troszke rozbraja, na szczescie nie jestem osoba kłótliwą. Jest świetnym przewodnikiem, uważa się za pewnego siebie samca ktory zawsze wie lepiej, a my jako populacja kobiet jestesmy tylko dodatkiem dla ich meskiego grona! Śmieszne podejscie, o czym mu jasno mówie. Iskry szły, to jest ostra znajomosc, nie da sie nam nudzić... a wrażen nam nie brakuje. Tylko czy o to chodzi? Zeby ciagle była w nas adrenalina? Ja jestem delikatną, uczuciowa, wrazliwa dziewczyna ktora czasem przybiera maske twardej i mocnej kobiety... jednak w srodku serce mi krwawi momentami. Co z tego bedzie - nie mam zielonego pojecia, ale widzę powoli że cos drgnęło w nim po tym wyjeździe, strasznie mi dziekował za to wszystko... za towarzystwo, morze i czas spedzony razem. Uważam że dobrze nam zrobiło te pare chwil wolnego. No i morze! Moje, nasze ukochane MORZE ! W sobote przywitalna posiadówa u moich znajomych w towarzystwie Sz. i tak oto minął mi urlop. Jastarnia jest pieknym ale bogatym miejscem. W najblizszym czasie juz nie pojade tam.

Żeby tego wszystkiego było mało, mój przyjaciel K. napisał mi ''pieknego'' smsa w trakcie z jednych nocy powrotnych od Sz. a propo naszej rpzyjaźni która moze wymkneła sie spod kontroli. Wbiło mnie w fotel, dosłownie! Zatrzymałam sie szybko na awaryjnych zeby nic sie nie stało i czytałam tego smsa 10 razy. Nie ukrywam, zaczęłam go unikać... bo ja go traktuje dalej jak przyjaciela... On skutecznie sprowadzał mnie na ziemie, kiedy za duzo sobie zaczelam wyorbazać (oczywiscie o tym nie wiedział). Napewno znacie to uczucie, kiedyu cos zaczyna sie w waszym zyciu nie ukladac, w zwiazku jakos srednio, kolejny facet dał ciała a ten stały przyjaciel/facet/może nawet był zawsze jest i był... Zapala Wam sie lampka - ''moze to ten?'' ... Tak i ja mialam, o czym K. oczywiscie nie wiedzial. Szybko odsuwałam od siebie ta mysl bo nie chce stracic go jako przyjaciela, a tu nagle taki sms ! Takie coś ! Zaczełam go troszke unikać, a było to dosc latwe bo Sz. zapewniał mi mase atrakcji, ciagle coś. Rzomowa jednak była nie do uniknięcia. Sptokalismy sie po południu wczoraj, na obiadku, potem małe zakupy ale nie chciałam juz chodzic po goracej Warszawie wiec namowiłam K. na jakis spacer po Wisle albo innym skwerku... byle woda! Zabrał mnie do Czerska, za Warszawę. Spędzilismy długie godziny na pomoście... rozmawialiśmy o Jego A. i moim Sz. Kiedy doszło do rozmowy o nas, zaschło mi w gardle. Zaczęłam ja, bo lubie jasne sytuacje. Wyjasniłam mu jak ja to widzę, powiedzialam ze go bardzo cenie jako faceta, czlowieka, partnera... Tylko nie wiem czy widze siebie obok niego, czasami nasze smieszne podteksty, lekki rumieniec na Jego policzku, i moje uciekanie wzrokiem jest zabawne ale wiemy ze to tylko takie przekomarzanie się. Dodałam czy to nie czasem efekt braku motyli w zwiazku z Agata? Szuka alternatyw... Ciagle powtarza ze jestem cudowną kobieta i świetną przyjaciolką. Na szczęście jak dodał, trochę go poniosło, i musimy szybko zejsc na ziemie bo oboje mamy swoj problem do rozwiazania. Musi byc dobrze.

Jutro zlot mojej ekipy. Juz sie cieszę !

Jastarnia - Lipiec 2013

 

10:54, lenka171
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lipca 2013
Barbara Kosmowska 'Teren prywatny'


'(..)Mam b
yć do przesady pruderyjna, kokieteryjnie zalotna, zalotnie figlarna,
figlarnie ponętna, ponętnie erotyczna, erotycznie niezaspokojona, a
wtedy on zwróci na mnie uwagę. Nie daje mi jednak spokoju zasadnicze
pytanie: "dlaczego to ja mam być taka, śmaka i owaka , aż do erotycznie
niezaspokojonej? Dlaczego to ja muszę robić z siebie idiotkę, żeby on
zobaczył we mnie kobietę? A on? Czy nie może tak po prostu podejść,
spojrzeć mi głęboko w oczy i czule wyznać: "od pierwszego spojrzenia
zwróciłem na ciebię uwagę"? Widać nie może - westchnęłam z rezygnacją. W
recepcie na szczęście we dwoje zadbano o to, żeby kobieta starannie i
długo oraz w przemyślany sposób się upokarzała.(..)' 

20:59, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lipca 2013
Postaw na szczęście.

Od jakiegoś czasu ie układa sie zupełnie tak jakbym tego chciała, ale od ostatniego wpisu również troszke się pozmieniało... w sensie psychicznym, byc może dlatego, że otworzyłam oczy i serce na wiele kwestii. Nie lubię stanu kiedy nie wiem czego chcę, kiedy jestem podrażniona, nieufna, naiwna. Dziś wiem więcej i tą wiedzą dziele się tu, abym za jakiś czas mogła to przeczytać, kiedy ponownie wskoczy na mnie Pan WKURW. Pan ''wkurw'' często mnie dopada, czasem w połaczeniu z Panem SMUTKIEM daja mi nieźle popalić, ale cóż. Takie jest życie.

Nie mam recepty na szczęśliwe życie. Czasem szukam po omacku, boję się, uciekam. I, chyba jak każdą kobietę, z równowagi potrafi wyprowadzić mnie najmniejszy szczegół, nawet ten nieistotny. Jak to ciągle powtarza Sz. ''Ach te baby!'' - dokładnie, jesteśmy inne od WAS facetów. Może dla Was cos jest czarne a cos białe i nie odróżniacie kolorów.. Ja widzę wszystko w róznych barwach, analizuje, zastanawiam sie, domyślam, kombinuję.. jak każda BABA. Albo to akceptujesz albo wybacz. Droga wolna.

 

"Powinniśmy stąd wyjechać. Zacząć żyć. Iść przed siebie. Nie wracać do przeszłości. Nie wmawiać sobie, że czegoś nie da się zrobić. Nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy uwierzyć, w ludzi, w życie, w siebie. Trzeba gnać do przodu i nie skrę...cać w niepotrzebne ścieżki. Nie ma sensu się gubić, szukać wyjścia z trudnych i zbyt skomplikowanych sytuacji. Jesteśmy za młodzi na problemy. Nie przejmujmy się. Żyjmy. Kochajmy. Bawmy się. Bądźmy sobą. Jeszcze nie raz życie spieprzy nam teraźniejszość."

Słynę wśród przyjaciół jako dziewczyna, w zasadzie juz kiobieta lubiąca się bawic, wygłupiać, smieszna, zabawna - taka pozytywna wariatka ale również taka która palnie czasem gafę, przekręci słowo albo kilka i często, niestety, szybciej powie niż pomyśli. O tym przekonał sie chyba już każdy z moich przyjaciół, i o dziwo ..dalej są moimi przyjaciółmi :)

Ostatnio dużo myślałam, dużo analizowałam i moje dołki psychiczne wyprowadzały mnie z równowagi, jednak to jest błędne koło. Zadręczanie sie i dzielenie skóry na niedźwiedziu nic nam nie da, a tylko pogorszy sprawę. Sprawa z Sz. obiła się echem i na razie gdzieś jest, zyje w zawieszeniu... Jest mi chyba dobrze, chyba jestem szcześliwa, chyba się zakochuje, chyba jestem głupia... Ale po ostatnim weekendzie z nim stwierdzam jednoznacznie, że bardzo mi brakowało tej zwariowanej Magdy, tej która potrafiła wskoczyć w nocy do jeziora nie martwiąc sie o to czy ma na zmianę bieliznę, tej która nie spała do rana, żeby tylko zobaczyc wschód słońca, tej która jechala przed siebie żeby tylko zobaczyć przez 5 minut coś co ją uszczęśliwa, tej która nie patrzyła na zegarek, nie myślała czy wypada, czy też nie. Brakowało mi tej Magdy sprzed lat. Myślałam, że juz tego nie potrzebuje, że mój wiek popsuł wszystko - ale moje ciało tęskniło za wyzwoleniem.. za szalestwem i spontanicznym podejsciem do życia.

Za to Cię kocham życie. Jesteś jedną wielką niewiadomą.!!

P.S. Ostatnio znalazłam gdzieś taką oto RECEPTĘ NA SZCZĘŚCIE:

  1. Rozmawiaj ze sobą. SZCZERZE. Nie mów: jestem smutna, bo nikt mnie nie kocha. Mów: jestem wkurzona, smutna, rozżalona, bo zarzucam sobie wiele rzeczy, ale jestem zbyt leniwa, by je zmienić. I te kompleksy nie pozwalają mi budować relacji.
  2. Traktuj siebie jak swojego przyjaciela, a nie wroga.
  3. Nie bój się samotności. Każda relacja to oddawanie części siebie. Zastanów się, czy to coś prawdziwego, czy tylko wzajemna wymiana handlowa, na którą się godzisz. Nie nazywaj byle czego miłością.
  4. Zbuduj swoje życie na swoich (zrealizowanych) pragnieniach. Każdy czuje w sobie jakiś talent, umiejętność. Taki dar od Stwórcy, który czeka na to, by się rozwinąć. Niektórzy zakopują go głęboko. A inni biorą się z nim pod boki. Pan Bóg sprzyja odważnym marzycielom!
  5. Słuchaj, próbuj, zmagaj się.
  6. Miej odwagę przyznać się, że czegoś nie wiesz, nie umiesz. I zaraz potem przekonaj innych, że naprawdę warto Cię tego nauczyć. Nikt nie odmawia zapalonym szaleńcom, zakład?
  7. Miej czas myśleć. Rozmyślać. O tym co było i jaki ma to wpływ na to, kim teraz jesteś. O tym, co jest i jaki ma wpływ na to, co teraz czujesz. O tym, co planujesz, i jaki ma to wpływ na to, co teraz robisz.
  8. Nie rób rzeczy, które potem będziesz musiał przed kimś ukrywać.
  9. Dbaj o siebie. ( karteczki z takim napisem powiesiłam sobie kiedyś na szafie, w łazience, na lodówce. Nic więcej nie powiem, sami spróbujcie)
13:06, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 lipca 2013
Mam marzenia kolorowe jak polany w dni majowe.

Zbliża się kolejny weekend, kolejny długi, zapracowany, męczący weekend - bez planów i perspektyw na relaks, wyjazd, spedzenie miło czasu. Całą sobotę będę malowała klientki, mam napięty dość grafik i zastanawiam się czy to wszystko ma sens czasami... Ale... przynajmniej mam co robić, nie zajmuje myśli byle czym. Muszę przebyać w towarzystwie bo inaczej głupieje, nachodza mnie czarne myśli, jest mi smutno, jestem rozdrażniona i chce mi sie wyć. A to jeszcze nie koniec, przede mną długie życie i nie raz dostanę po tyłku, juz zaczynam go napinać! Mniej zaboli.

Za oknem lato juz nieźle sie zadomowiło, w weekend ma byc podobnie więc aż chciałoby się wystawic na słońce, pomysleć, poruszyc wyobraźnie. Mam marzenia, te bardziej realne i te z wiekszą dozą fantazjii. Chciałabym wyjechać, nad morze - nawet na kilka dni, dłuższy weekend. Gdziekolwiek, z kimś kto da mi szczęście nawet przez te 5 minut. Wiem, ze mnie rozjuszy, wiem, ze rozbudzi moja kobiecość i potem najprawdopodobniej zostawi, opuści, zajmie sie pracą i nie będzie miec czasu... ale przydałoby mi się kilka minut stuprocentowego szcześcia z kimś bliskim. Każdy z nas tego w końcu potrzebuje.

Moje życie w przeciągu ostatnich miesięcy zmienia sie diametralnie, i nie wiem czy na lepsze czy na gorsze. Kiedyś był Marcin, i on wypełniał pustke w moim sercu, moje mysli - praca była, nigdy z nia nie miałam wiekszych problemów. Odkąd z Marcinem nie jestem zajmuję się wyłacznie praca i znajomymi... Mówi się jednak, że jak ktos ma szczęscie w biznesie to nie ma szczęscia w miłosci i odwrotnie. Chyba sie zgadza.

12:22, lenka171
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22