...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
wtorek, 02 lipca 2013
Funkcjonuję.

Wczorajszy dzień był koszmarny. Juz dawno sie tak nie czułam, tak okropnie, beznadziejnie, prymitywnie. Co chwilę poleci mi gdzieś łza jak nikt nie widzi, nawet teraz siedząc przy biurku i przygotowuję sie do pracy nie moge powstrzymać mojego smutku. Uśmiecham się, bo muszę - co innego robic? Nie chce sie tłumaczyć.

Muszę spojrzeć prawdzie w oczy. Coś robię nie tak, albo zwyczajnie trafiam na beznadziejnych typów. Już mi się nie chce... ciagle tylko ja mam się starac?! ...bo przez takich ludzi jakich spotykam na swojej drodze tylko sie mecze, płaczę... a przecież jestem optymistka, i to nie podobne do mnie. Udaje twardą ale nią nie jestem.

Czas nauczyć sie cieszyc chwilą. Bo to ona buduje przyszłed wydarzenia! Muszę sie ogarnąć, bo nie lubię być w stanie zawieszenia. Najlepiej jak zajmę sie pracą, a mam jej pod dostatkiem. Dosłownie. Od rana do wieczora zasuwam, przed snem mam chwilę dla siebie ale szybko zajmuje sie czyms innym aby nie pochłaniać się w czarna rozpacz. W weekendy, mimo ze tak piękne, letnie, idealne do spedzania na świeżym powietrzu - nie spedzam ich tak jakbym chciala, mam mase roboty. Milion klientek na minutę. I widzisz? Tak to w zyciu jest, kiedy w jednej materii życia Ci sie układa w innej pieprzy, a ja ewidentnie mam pecha do facetów i miłości, w pracy, w zyciu i przyjaźnie nie moge narzekać. Parszywe!

Funkcjonuję, to dobre słowo na obecny stan rzeczy, stan ducha. Chodzę, mówię, czasem nawet sie uśmiechnę.

(.. a najgorsze jest to, że dzisiaj jestem zła, dzisiaj jest mi przykro a jutro napisze radosnego smsa do mnie, a ja podskocze z radości jak ta żałosna lala. Tfu!)

A to efekt sobotniego wariactwa z klientkami.

09:31, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 czerwca 2013
Zgoda na bylejakość.

Wczorajsze hormony, ból brzucha, okres dały mi sie mocno we znaki. Jadąc rano do pracy już wiedziałam, że to nie będzie dobry dzień. Niestety wykrakałam. Zostałam dosłownie zawalona robotą, nie wiedziałam w co mam ręce włożyć. Dodatkowo mieliśmy wielkie poruszenie w Banku ze względu na wizytację GŁOWY całej korporacji. Spięci, pod krawatami chodzilismy jak na szpilkach, żeby na koniec dnia dowiedzieć się, że GŁOWA nie doleciała. Cóż. W ogromnych bólach menstruacyjnych odliczałam tylko godziny, minuty, sekundy do konca dnia. Kiedy wybiła 17.00 zrzuciłam dopasowaną spódnice i koszulę która dzisiaj wyjątkowo mnie uwierała, szpilki zamieniłam na japonki i wybiegłam z Biurowca w ekspresowym tempie... Dostałam gorącym powietrzem po twarzy i od razu poczulam jak schodzi ze mnie powietrze. Powrotna droga dość męcząca, minęła szybko. W domu szybki obiad i jedynie czego pragnęłam to sen, długi sen. Chciałam nawet zabrać się za rysunki, ale rece i moja wena nie miały na to najmniejszej ochoty. Nie zmuszałam sie, tylko odłożylam to na dzisiaj.

Szybkie spojrzenie na telefon, sms? Głeboki oddech i otwieramy skrzynke odbiorczą. Szymek. Pyta co u mnie, czy wróciłam do domu i jak sie czuję. Zadzwonił, chwile pogadaliśmy co kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi. Po dlugiej rozmowie napisał mi jeszcze smsa: ''Słyszę Twój stęskniony głos. Pamiętasz co Ci mówiłem, nie moge Ci na razie nic dac opórcz mojego szacunku. Nie licz na nic więcej na razie z mojej strony póki sam nie bedę siebie pewny...'' ... Policzek, mocny, solidny i piekący policzek. A czego ja się spodziewałam? Nadstawiam drugi ! Sama tego chciałam i sama byłam tego świadoma. Znam ta śpiewke, powtarza mi ją co chwila aby sprowadzic mnie na ziemie, jednak tak pieknie jest marzyć... Cierpliwosc, tylko to mi pozostało. Jesli cos ma byc z tego to będzie. Niestety, należe do takich osób które mówią o swoich uczuciach i generalnie po mnie widać kiedy jestem zła, szczęśliwa, zakochana, smutna... Widać, słychać i czuć każdą moja emocję, każde doznanie odczuwam dwa razy mocniej od przeciętnej dziewczyny. Uwrazliwione miejsca mojego ciała to serce... Jest ogromne, przepełnione miłościa, mam jej aż nadto ! Odpisałam mu, że wiem, że rozumiem i że mamy czas i że będę trzymała ręke na pulsie aby nie popłynąć. Staram sie ogromnie ale trace kontrolę...i to mi sie nie podoba.

Kontrola którą posiadałam w kontaktach z mężczyznami - przy Szymonie gdzieś znika, wtapiam się w to uczucie, daje upust swoim emocjom, mózg przestaje myśleć, język sie rozwiązuje a ciało pcha sie w Jego stronę. Nieznoszę tego braku kontroli a jednocześnie uwielbiam je, bo wiem że to jest własnie chemia której mi brakowało w kontaktach z Pawłem czy nawet w ostatnich miesiacach bycia z Marcinem... Brak chemii, równa sie brak jakiejkolwiek szansy na rozwój znajomosci. Kiedy trace kontrolę moja głowa jest pełna wyobraźni, stwarzam sobie obrazek świata kolorowego ale poplamionego odrobinę, żeby nie było. Cały czas myslę o Szymonie, o tym jak mnie całował i jak rozmawialismy na molo, jak sie wygłupialismy i dogryzalismy mając przy tym niezły ubaw.

Czy to taka swego rodzaju misja? Zawsze trafiam na trudnych facetów, nmało zdecydowanych, problematycznych myslicieli? Może własnie po to jestem na tym świecie aby wszystkim pomagać, żyć z nimi w zgodzie i być w trudnych chwilach. a kiedy ktoś mi pomoże? Kiedy ktos powie że jestem najlepsza? Sama sobie nie poradzę, nie dam rady.

Czy to dobrze, że znowu zgadzam sie na ''bylejakość''?  Że znowu będę musiała czekać na faceta i że cierpliwość popłaca? Czy to ma sens? Chciałabym poznać odpowiedzi na te pytania. Łaknę miłości i nie tej fizycznej, chce docenienia z Waszej meskiej strony. I nie wiem jak to ubrac w słowa...Ciągle słyszę: ''Taka dziewczyna jak Ty nie ma faceta?'' - i to nie chodzi o moja wybredność, bo każdemu daję szansę się poznać... chodzi o Was.

Gdzie Ci męzczyźni...

Mój nowy, odkładany na później rysunek. Karykatura A3.

12:24, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 czerwca 2013
Mazury czerwcową porą i inne fiu bździu.

Sobota, 8 czerwca. Ślub Rózy i Piotrka. Od rana malowałam klientki, jedna po drugiej, moje pędzle były juz mocno zmęczona pod koniec pracy ale musiałam wyrobic sie na czas ze wszystkimi i ze sobą. Godzina 16.00 KONIEC. Biegne do domu, szybki prysznic, susze włosyw, robię make-up tak szybki i tak ładny jak sie da. Na więcej nie starczyło mi czasu. Torbeka jest, koperta jest, wino jest. Dzwoni Szymek, że zaraz będzie. Godzina 17.20 punktualnie przyjeżdza z Darkiem (jego przyjacielem a naszym sobotnim kierowcą). Wita mnie ciepło uściskiem i buziakiem w policzek, czuje lekkie poddenerwowanie ale staram sie nie okazywac emocji. Usmiecham się niesmiało do Darka i jedziemy. Toczy sie swobodna rozmowa o wszytskim i o niczym, ustalamy szczegóły powrotu, gdy po 15 minutach lądujemy pod Kościołem. Msza jak to na ślubach piekna, prosta, wzruszająca z lekkim wpadkami. Życzenia nie trwały zbyt długo na szczęscie więc mogłam szybko wrócić do Szymka i Darka. Całe wesele przebiegło, jak mi się wydawało, dość spokojnie. Byłam dalej lekko poddenerwowana ta całą sytuacja, pierwsze wesele z Szymonem, od kilku miesiecy nasze pierwsze spotkanie. Od zawsze bardzo mi sie podobał jako facet ale juz straciłam wszelkie nadzieje, ze cos może z tego wyjść. Na ślub zaprosiłam go, bo nie miałam wyjścia - Paweł mnie wystawił, a jak zgłosił sie, że chętnie pójdzie ze mną to ucieszyłam się. Potraktowałam to wesele jako moment na poznanie się, dobrą zabawę jednak nie wiedziałam, że sprawy sie tak dziwnie potoczą...

Mielismy miejsca tuż obok Panstwa młodych, najbliższych przyjaciół i rodziny więc idealnie. Dla rozluźnienia atmosfery zaczęły się lać pierwsze kieliszki wódki. Stres i adrenalina zwiększały się w dziwnym tempie, postanowiłam wypić jeszcze jednego i jeszcze dwa... Byłam juz na tyle rozlużniona, że nasza rozmowa zaczeła schodzić na przeróżne i przedziwne tematy. Wcześniej odddaleni od siebie, stykalismy się tylko ramionami, teraz jakby bliżej i smielej. Kokietowałam go włosami, poprawiałam sukienke, zakładałam seksownie noge na nogę. Robiłam to nieświadomie, ale gdy widziałam, że on reaguje na to i w jego oczach zaczął pojawiać się żar postanowiłam grać w to dalej. Alkohol wyjątkowo dobrze sie we mnie wlewał, do godziny 00.00 byłam w idealnym stanie do zabawy. Potem? Gdzieś mi się urywa na chwile film, w głowie mam stop klatki które wyłapuja naważniejsze momenty. Kiedy pocałował mnie po raz pierwszy, jak go do tego sprowokowałam, kiedy wziął mnie na ręce, kiedy przytulił. to pamiętam i nie żałuję nawet sekundy spedzonej tam z nim. Żałuję że nie wszystko pamiętam, ale Szymek wszystko mi opowiedział - byłam dośc śmiała, dośc kiekieteryjna, seksowna i nie wygladalam na pijaną a dobrze bawiącą się :)

Pamiętam głownie jego usta, mięsiste, pełne, soczyste, słodkie jak miód, różowe. Alkoholowy oddech w połaczeniu ze słodkimi lodami zniewalały mnie z nóg, a jezyk który wydawał mi sie tak ogromny nie dawał za wygraną i krążył i drążył wokół moich warg. Pamiętam doskonale jego pocałunki na szyji i tą cichą przytłumiona muzykę jaka nam przy tym towarzyszyła. Nasz pierwszy tanie przy ''Żono Moja'' i wtedy kiedy wziął mnie na ręce. Tanczylismy na krzesłach, na stołach, spiewalismy patrząc na siebie. Co to była za noc ! Co to było za wesele ! Co za facet ! O 5.00 skończylismy wesele... pożegnalismy się czułym pocałunkiem pod moim domem i juz wtedy wiedziałam, że to jeszcze nie koniec...

Poniedziałek, 10 czerwca. Jego sms. ''Dziękuje za cudowną noc, dzis czuje sie lepiej a Ty jak sie trzymasz? Co robisz w przyszły weekend?''. I tak od rozmowy do rozmowy postanowiliśmy - wyjeżdzamy na Mazury z Darkiem i Aga. Doprecyzujemy plany w tygodniu i jedziemy. w między czasie pojawiły sie oczywiście komplikacje, które załagodzilismy. Szymon pomógł mi, a ja Szymonowi. Cały tydzien zleciał na przygotowaniach, ekscytacji, planowaniu, zbieraniu informacji, zakupach i rozwiązywaniu problemów z samochodem.

Piątek, 14 czerwca. Wyjazd na Mazury. (Piecki). Ach, od rana byłam podniecona do granic mozliwości, wiedziałam, że ten wyjazd wiele zmieni w moim życiu i albo przeżyje wielkie rozczarowanie albo wielką przygodę. Chciałam tego doznać jak najszybciej, nawet za cene mojego przykrego humoru po wyjeździe. Jak sie okazało potem, moje obawy były zbędne. Oba samochodyw Szymka zaznały awarii wiec szybka decyzja o tym, że jedziemy moim autem wcale mnie nie zaskoczyła a wręcz ucieszyła, bo postanowilismy, ze będe prowadzic w drodze powrotnej. Własnym samochodem to jednak inna jazda niz obcym.

Punkt 21.30 przyjechałam na po Szymka, mamy od siebie 15 minut drogi więc wcześniej zatankowałam Honde i ruszyłam. Robiło sie juz powoli ciemno, ale za to bardzo ciepło. To miało byc nasze pierwsze spotkanie od wesela, wiec ekscytacja wzrastała. Przywitał mnie uściskiem i jeszcze niesmiałym buziakiem, moim sposobem na rozluźnienie atmosfery był smiech. Żartuje ze wszystkiego kiedy stres mnie dopada, i to pomogło, bo juz po chwili nie odczuwalismy żadnego skrepowania. Droga posuwała sie do przodu, miajalismy domy, drzewa, ale jakby nas to nie obchodziło. Szymek był bardzo uprzejmy, troskliwy, uczynny co mnie dodatkowo rozczuliło. Przez cała podróż która trwała ok. 3 godzin nie okazywalismy sobie czułości a jedynie flirtowalismy ze sobą. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że jak tylko przywitalismy sie z reszta ekipy i zaparkowalismy samochód, Szymek wziął mnie na rece a potem juz nie chciał puścić, trzymał mnie za ręke, dotykał moich pleców, głaskał po ramieniu, odkrywał włosy i kazał sie ubierać cieplej. Może chciał pokazać, zaznaczyć ''swoje terytorium'' ?

Pierwsza noc szybko zamieniła sie w poranek. W trakcie całej nocy chodziliśmy na spacery, pilismy drinki, piwo, whisky. Nie mogłam sie upić, nawet nic nie poczułam więc i zmeczenie szybko mnie dopadło, juz o 5.00 nad ranem postanowiłam sie położyc kiedy chłopaki bawili sie w najlepsze. Koło 6 rano dołaczył do mnie Szymek. Ze względu na to, że domek letniskowy był 3 pokojowy, my mielismy pokój na górze z dwom łóżkami - jedynkami. Wiedziałam jednak, że nie będziemy spać osobno. Wślizgnął się do mnie, z tym swoim pytającym spojrzeniem. Wtedy poczułam dreszcz podniecenia. Jak dawno nie lezałam obok faceta, jakie to miłe uczucie kiedy możesz sie przytulić do kogoś. Długo jeszcze całowalismy się, długo też rozmawialiśmy, Szymek prawił mi komplementy, mówił, że pieknie pachnę i wyglądam. Zasnął a mi już spać sie nie chciało, patrzyłam chwile na Niego po czym wstałam i postanowiłam posprzątać po nocnej libacji. Troche sie tego nazbierało, więc miałam co robić. Śniadanie dla wszystkich i POBUDKA.

Reszte dnia spędzilismy nad jeziorem kąpiąc się, pijac drinki, rozmawiając i totalnie zapominajac o wszystkim. Były wyścigi, rowerki wodne, grillowanie, opalanie sie na raczka a potem jęk facetów bo za mocno słońce ich wzięło. Pierwsze spojrzenia na nagie ciała ubrane tylko w bikini i szorty, pierwsza wymiana usmiechów po nocy, pierwsze poranne pocałunki i czułe słowa. To wszystko mnie napędzało i ekscytowało, chciałam więcej. Wieczorem wielka powtórka dnia poprzedniego i rozmowy. Długie, trudne niektóre ale i przyjemne rozmowy. Szymek nie może się zdeklarować, nie jest pewien siebie, nie wiec czy znajdzie dla mnie czas i nie chce nikogo krzywdzić, ale jednocześnie tak bardzo chciałby spróbować. Tłumaczyłam mu jasno, że nie wymagam, nie ponaglam, nie naciskam. Cierpliwośc i wyrozumiałość to moje drugie ja. Ta noc była piekna, kąpiel w jeziorze, jego gorace ciało tak inne od tego które wczesniej dotykałam - Marcin był przecież taki wysoki i taki szczupły. Szymek jest dużym, barczystym facetem. Polubiłam Go.

Powroty jak to powroty, bywają trudne. Odjechalismy w niedziele koło godziny 18.00 po przyjemnym leżakowaniu we dwoje. Droga powrotna troche sie dłużyła, bo ja prowadziłam, jestem znacznie ostrożniejsza od Szymka i powolniejsza, co ważne. Szymek mi dopingował, bo to była moja pierwsz dłuższa podróż odkad zrobiłam sobie prawko, mimo moich 25 lat. Wspierał, był troskliwy, nie popedzał. Rozstanie już u Niego w domu było smutne, nie chciałam jechać, chciałam zostać.

Moja kokieteryjna gra na poczatku wesela zamieniła się w prawdziwe emocje, zero udawania i żartowania. Po prostu chciałam go mieć przy sobie, i widziałam, że on też chociaż nie chciał nic mówić. Odjechałam do siebie, po czym dostałam krotkiego smsa: ''Uważaj na siebie. Dziękuje za fantastyczny weekend. Już mi Ciebie brakuje... '' ... Łza mimowolnie popłynęła po policzku.

Poniedziałek, 17.czerwca. Wielki powrót do rzeczywistosci, praca, dom, klientki, rysowanie. Nic szczegolnego, jednak we wszystkim widziałam pozytywne momenty. Troche pogubiona, nie mogłam se odnaleźć ale czas wziąć sie garsc, powtarzałam sobie. Wieczorem zadzwonił Szymek ze dopiero wraca z pracy, że do mnie potem bo musi sie wykapać. Czekałam.

Sz. - ''Co robisz Madzia?''

M. - ''Dopiero rozpakowuje walizkę. Ja chcę na Mazury !... ''

Sz. - ''A ja do Ciebie !!! Wiem, że może coś powiem nie tak ale ja tęsknie za Tobą i wiem również, że powiedziałem, że nie mogę się zdeklarować, bo sam nie jestem pewny co ze mna. Moja rodzina, praca. To wszystko... Ale polubiłem Twoja obecność i brakuje mi Ciebie...''

... Polubił moja obecnośc. Ja polubiłam jego. Od dwoch tygodni chodze jak na haju, jestem pijana ze szczęscia i może zaraz cos sie zepsuje i sprowadzi mnie to skutecznie na ziemie, ale niech to trwa jak najdłużej. To juz jest moje.!

 

MAZURY 2013

13:41, lenka171
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 czerwca 2013
Historia lubi sie powtarzać.

Czerwiec to dobry miesiąc, kojarzy mi sie z nadejściem lata, ciepłem, letnim deszczem i długimi dniami. Po moim ostatnim wpisie nie zmieniło sie zbyt wiele, dalej wegetuje gdzies na granicy, jestem troche rozkojarzona choć mozna powiedzieć że szczęslwia.

Już jutro długo wyczekiwany ślub Róży i Piotrka na który idę, ale również na którym maluje całą damska część. Będę miała mase pracy ale i też satysfakcji. Ostatnie po wielkich kłopotach Szymon idzie ze mna na wesele, dogadaliśmy szczegóły w ostatnia niedziele, pojechaliśmy na kawę, pogadaliśmy i mam dobre przeczucie. Będzie dobrze. Kilka razy potem jeszcze dzwonił, żeby pogadac o pierdołach, totalnie wyluzować sie i nastawic do soboty. Dodatkowo para młoda zażyczyła sobie dwa portrety z ich podobiznami w ramach prezentu dla rodziców na ślubie. Zgodziłam się ale kompletnie wena nie chciała przyjść, po długich poprawkach udało mi się, Portrety gotowe, pędzle wyczyszczone - można iść przygotowywac Państwa Młodych do ślubu :)

Kupiłam auto, piękną Honde Jazz, z której jestem bardzo zadowolona. Nie mogłam lepiej wybrać, nowe autko po prost płynie, jest cichutkie, sprytne, takie jakie chciałam. Kuba szukał dla mnie godzinami jakiegoś dobrego auta, zależało mu na moim bezpieczeństwie, wygodzie ale przede wszytskim słuchał moich potrzeb - chciałam wysokie auto, to mam, uwzględnił wszytskie dodatki. Starego VW Polo oddałam mojemu wujowi, aby sprzedał... Chcę sie go pozbyć raz na zawsze. Wczoraj ostatnia przejażdżka była dość sentymentalna, mam nadzieje, że komus jeszcze posłuży to autko...

A propo Kuby. To jest genialny przyjaciel ! Nie sądziłam, że mozna tak zaprzyjaźnic sie z facetem i to bez podtekstów. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak jak dla moich dziewczyn tak i dla Niego jestem w stanie zrobić bardzo wiele ! Dalej dopinguje mu jesli chodzi o zwiazek z Agatą, liczę że mu sie uda ale wszystko może się zdarzyc.

Jeśli chodzi o moje serce i moje uczucia - mogę tylko podsumować to dwoma słowami ''Burdel na kółkach''. Tyle sie dzieje, że nie ogarniam tego... ale o tym innym razem.

Piątek ! Miłego weekendu :)

09:46, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 maja 2013
Przyszedł Maj...

..i miał miec dla mnie same dobre nowiny, same świetne sytuacje i piekne momenty, miało być cudownie, beztrosko, ciepło i tak jak nigdy. Szara rzeczywistość jednak nie dała za wygraną... Musiała się wtrącic w najmniej odpowiednim momencie.

Maj to mój miesiąc, wszystko co najlepsze wydarzyło sie własnie w tym miesiącu.. Już za 2 dni moje 25 urodziny, niby nic wielkiego ale to jakis przełom w życiu człowieka. Zbiera mysli, siada na ławce w ciszy i zastanawia sie nad tym co przez te 25 lat osiągnął. Wiekszośc moich bliskich znajomych już ma szczesliwa rodzin, w miare stabilną prace, mieszkania - domy albo sa w trakcie urządzania swojego gniazdka. Ja dzisiaj jestem singielką, chciałabym powiedzieć że szczęsliwą jednak nie bedę nikomu tu mydlić oczu. A co u mnie nowego? Cóż...:

- Paweł miał pójsc ze mna na wesele, ale wypiął się na mnie bo ma jakąs delegację! ta, jasne!

- Zrobiłam casting na partnera weselnego. Ze wszystkich złożonych mi ofert wybrałam Szymona. Tak, tego Szymona, z listopada.

- Samochód który był moja zmorą nie nadaje sie do dalszego egzystowania i sprzedaje go, już dziś jadę po nowe-używane auto - poki co na oględziny i to w zasadzie jedyny pozytyw ostatnich dni :)

- Uzależniłam sie od Kuby. Nie zakochałam się, Broń Boże. Jednak jest w nas taka siła, że az sama się sobie dziwie. To dobry przyjaciel. Bardzo go doceniam.

- Mój Eks (M) znowu zaczyna sie odzywać. No fuckin' way !

- Rozklejam sie coraz częsciej... Wole jednak byc taka niż zrzędliwa.

- Mam mase pracy, klientek dużo i kalendarz zapchany az do października tego roku..

I tak to własnie jest, kiedy w pracy wychodzi w miłości nie za bardzo. A ja słynę z nieudanych wyborów, dziwnych facetów i beznadziejnych sytuacji, ale cóz... W końcu nazywaja mnie od zawsze optymistką, wiec uśmiech od ucha do ucha i do dzieła.

Maj, ach Maj... Nie zawiedź mnie, zaskocz mnie ! Masz jeszcze pare dni...

15:29, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 kwietnia 2013
Nie wierz we wszystko co myślisz.

No i stało się, dzisiaj jest ten dzień kiedy zaczęłam bezsensownie wspominać. Czasem zwykły zapach, kolor, czyjś głos, brzmiecie, piosenka albo reklama przywołue wspomnienia. Mnie sie to zdarza coraz częściej. I to mnie przeraża, bo chciałabym mieć nowe wspomnienia, lepsze, inne!

Nie tak dawno byłam na drobnych zakupach, przechodziłam obok sklepu Ochnik. Juz tam byłam, z ...nim - kupowałam mu rękawiczki w prezencie, pamiętam, że był okrutnie skupiony przy ich wyborze. Idąc w głąb galerii musiałam przejść przez kino, poczułam zapach przypalonego popcornu, zamknęłam oczy i przede mna ukazały sie stopklatki z chwil które spędzaliśmy w kinie, uwielbialismy kino. Nasze każde spotkanie kończyło sie własnie w tym miejscu. Gdy słyszę na ulicy Jego imię rozglądam się. Gdy czuję jego wodę kolońską wciągam ją do nosa na zapas, rozchodzi sie po całym moim ciele. Gdy słyszę pociąg przypomina mi to podróże do Niego. Gdy widze kolejny odcinek Cejrowskiego - ''Boso przez świat'' mam go przed oczami.  Gdy widzę przejeżdzającą Hondę wpatruje sie w szyby samochodu. Gdy otwieram książkę która wspólnie czytaliśmy fragmentami przypomina mi sie jego ton głosu. Gdy sprzatam swoje pudła wylatuje stos kartek, zdjęc, głupich ulotek do restauracji w których bylismy albo zamierzalismy pójść, albo pubów czy innych miejsc, jakis paragon z term czynaszego ulubionego basenu, nawet adresy hoteli zapisane gdzies na skrawku serwetki, setki wizytówek które ''zawsze moga sie przydać''. Przed snem czasem sobie o nim pomyślę, czasem jeszcze się wzruszę...

To wszystko na nic. Bo rozstanie było najlepszym rozwiązaniem. ''Rozpamiętywanie jest zajęciem starców'' jak to powiedział słynny Coelho. Aby odciągnąć swoje myśli od Niego zaczynam przypominać sobie ostatnie miesiące bycia z nim - obojętność, pustka w Jego oczach, bezradnośc, niepewność...czasem wręcz niechęć. To mnie sprowadza na ziemie. Bo nam zależy przede wszystkim na tym, żeby żyć teraźniejszościa w końcu ! Cięzko żyć wspomnieniam. On był taki! ale już nie jest i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Ciekawi mnie tylko co u niego słychać, tylko czy powinno mnie to ciekawić? ...

Jestem w pracy. Piszę bzdury. Niepotrzebnie rozbudzam wpomnienia o nim. Juz to kiedyś pisałam - tamten rozdział miał swoja szanse, miał nawet trzy, juz żadnej korekty nie wporwadzę, i nawet nie chcę. teraz chcę tylko dalej sie roztapiac, zatracać i unosić sie trzy metry nad niebem... Chcę!

To już pół roku. Pół roku bez NIEGO...a ja ciągle pamiętam ten zachód słońca ...i nasze pierwsze wakacje parę lat temu!. I to pamiętne zdjęcie ciągle pałęta mi się po komputerze...

 

Do widzenia.

15:07, lenka171
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 kwietnia 2013
Wielkie poruszenie.

       WOW. Inaczej sie tego nie da nazwać. Świat sie wywraca do góry nogami. Od kilku dobrych miesięcy szał związany ze slubami, dziećmi, domami, mieszkaniami nie ma końca. Pola urodziła kolejne dziecko. Kaśka wyszła ''za mąż'', przebudowała dom i urodziła dziecko. Nastepna - Drzyzgolina, też urodziła małego brzdąca.. Moja Siostra poznała faceta i juz teraz nosi pierścionek i planuja ślub. Mogłabym tak wymieniac w nieskończoność ale newsem roku zostają: Zaręczyny Moni P. Nikt sie tego nie spodziewał, nikt nie wiedział, ze w ogole ma kogoś. Owszem, słyszałam co nie co, widziałam, że jest jakaś inna, często przyjeżdzała nie swoim samochodem, pozyczanym od kolegi. Mała oszustka :-) A w piątek dostaje pieknego MMS'a ze zdjęciem. Na poczatku zupełnie zgłupiałam, nie wiedziałam czy na pewno o tej Monice myśle, w telefonie mam kilka... Monik. Jak sie okazało, mają nawet date slubu, salę... teraz tylko kwestia dociągnięcia spraw do końca... I nagle rodzi sie w Tobie taka myślę ''A ja?''...

       Na szczęście nie mam w sobie zawiści, cieszę sie ogromnie, że znalazła szczęscie, bo nie miała lekko - jak każda z nas w sumie. Świetnie, że pobawimy sie na jej weselu - bo zakładam że będziemy zaproszone :-) Jednak ukłucie w serduchu pozostaje, bo jak to tak? Pchła już po wszystkim, Drzyzga również, Ania ma stalego faceta i nie zapowiada sie, zeby go zmieniła... Jedynie Ola i ja zostałysmy w tej chwili same z naszej ''6stki''. Co z tego, że ktos tam sie kręci, co z tego, że ktos tam istnieje... Kiedy o perspektywach slubnych mozna sobie pomarzyć. To nie jest tak, że czujemy presję, ja absolutnie nie czuję sie w jakiś sposób pokrzywdzona, zraniona, rozczarowana, czy też zdołowana. Tak po prostu musi być. Najgorsze są te spojrzenia ludzi juz po tych całych historia z cyklu ''żyli długo i szczęsliwie'' - to oni rania jak nikt. Zupełnie bez sensu, na każdego przyjdzie czas i pora :-)

       A co u mnie? Dzisiaj rano obudziłam sie i doszłam do wniosku, że muszę uszczuplić kontakt z Kubą, jest świetnym facetem, kumplem, przyjacielem - ale on ma kogoś, ja nie mam nikogo i to wygląda dość dziwnie. Tym bardziej, że zaczynam troche mu siadac na głowę, jak mamuśka, żyje ciągle Jego problemami a kompletnie zapominam o sobie. Koniec. Zwolnij dziewczyno ! Czas wziąc się w garść. Może nie widać wiosny za oknem, ale czuje w sobie, mam pełen zapas energii i biore sie za siebie, tym bardziej że... sytuacja z P. choć powolna, ładnie sie rozwija i mimo, że moje przeczucia sie nie sprawdzają, to tym razem czuję, że to dobry facet. Póki co, cicho-sza. Zabawię sie w Monię P. i zamilczę na wieki wieków, aż w końcu zaskoczę wszystkich pierścionkiem ... Może w tym cała rzecz :-)

       Nie zdążyłam przed świętami, więc życzę teraz - Wszystkiego najpiękniejszego ! Aby każdy cel który sobie założyliście powolutko się realizował, a marzenia zaczęły sie w końcu spełniać, bo ile mozna czekac? :-) Dużo słońca kochani ! ☀

 

09:47, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 marca 2013
Zainspirowana słońcem !

Żółte wesele. Takie wesele chciałabym mieć na swoim slubie, w swoim najpiekniejszym dniu. Wiązanka ze słonecznikami, delikatny kwiat wpięty we włosy a pod nim zwiewny welon aż do pasa. Lekko upięte włosy, sukienka również delikatna, bez poklasku, szału i zbędnych ozdobników. Sceneria letnia, koniecznie słoneczna. Ten kolor zdecydowanie kojarzy mi się z ciepłem i żywiołowością, doskonale odzwierciedla mnie i moje czasem głupie pomysły ale w końcu to cała ja :-)

Oto moje słoneczne zestawienie.

 

10:59, lenka171
Link Dodaj komentarz »
Zainspirowana pięknem.

W związku z tym, że za rok będę świadkową mocno wczułam sie w swoja rolę i pomagam siostrze w dobrze drobiazgów. Wiem, że duzo czasu przed nami, ale póki mam wene i chęci to dzialam. Tworzę zestawienia najpiekniejszych dodatków, strojów, dekoracji slubnych pod szablonem ''Zainspirowana Pięknem'' - zapraszam :)

Może kogoś zainspirisuje :-)

10:41, lenka171
Link Dodaj komentarz »
To będzie dobry czas.

Powroty nie są takie proste. Zbierałam się, żeby napisać tutaj znów od dawna. Troche wydarzyło sie w moim życiu co spowodowało, że nie chciało mi się tu pisać... Doznałam kontuzji kolana, dość poważnej z która borykam sie po dziś dzień. Cały luty przeleżałam w łóżku, czasem spacer, pod koniec leczenia nawet odwiedzałam znajomych.

Wszystko zaczęło sie niewinnie, od lampki wina. Zorganizowałam małe przyjecie dokładnie 2 marca i nic nie zapowiadało, że coś się stanie. Sąsiadka poprosiła mnie w pewnym momencie, żebym ja odprowadziłam. Ciemność, brak latarni, pozostałości śniegu, lód i tragedia gotowa. Niefortunnie przewróciłam się na tyłek po czym noga obróciła sie w drugą stronę. Ból niesamowity. Odnowiona kontuzja sprzed 4 lat wyszła na wierzch.. dosłownie. Ale o dziwo? Po nastawieniu nogi przez sąsiadkę (ma wprawę) poszłam powoli do domu z jej pomocą. Posiedziałam troche z goścmi po czym poszłam spać. Rano wstałam z ogromnym bólem i obrzekiem na kolanie, wyglądał okropnie, siny, spuchnięty wielkości arbuza. Poczekalismy aż siostra dojdzei do siebie i pojechaliśmy na Lindley'a do Warszawy. Diagnoza? Skrecenie kolana, najprawdopodobniej z uszkodzonymi więzadłami, być może ścięgno rownież - do sprawdzenia. RTG niewiele pomógł, dostałam skierowanie na URG i gdy chcieli mnie wpakować w gips od kostki aż do posladków nie zgodziłam się nauczona doświadczeniami sprzed 4 lat, kiedy to gips był dla mnie udręką. Lekarz byl bardzo wyrozumiały, usmiechnięty i pomocny - dał mi receptę na stabilizator zegarowy, refundowany w jakiejś tam cześci i w rezultacie zapłaciłam 195 zl zamiast prawie 700 zł. Od razu w środę wykupiłam zastrzyki i stabilizator i co mi pozostało? Odpoczynek.

Przez te 5 tygodniu odpoczynku z przymusu dowiedziałam się kto jest moim przyjacielem, komu na mnie zależy, na kogo moge liczyć. Do dzisiaj dziękuję im wszystkim za pomoc i wsparcie. Oprócz grona przyjaciół niestety sa też osoby na których się zawiodłam i wiem, że nigdy nie zasługiwali na moje dobre słowo. Generalnie moja poprzednia kontuzja była jakaby lżejsza, łagodniej do tego podchodziłam, tym razem troche panikowałam, miałam czas na przemyslenia, zrozumienie pewnych rzeczy - byc może to kwestia wieku. Nie byłam w tym wszystkim sama.. całe szczęście.

Wróciłam do pracy równo dwa tygodnie temu, juz sie zaklimatyzowałam natomiast moja noga nie jest w pełni sprawna. Na tą sobotę udało mi się załatwić Rezonans Magnetyczny bo USG nie wykazało wszystkich uszkodzeń - moja noga nie była w najlepszym stanie kiedy poddawałam się tym badaniom. Ćwicze, chodzę, nawet jeżdżę samochodem, od kwietnia ruszam z basenem bo czuje sie na siłach, a jak juz zupełnie przyjdzie wiosna zacznę znowu uprawiac Nordic Walking - cos co uwielbiam.

No właśnie. Wiosna. Czekam na te ciepłe dni z wielkim utęsknieniem, każdy promyk słońca chłone - dosłownie. Teraz mamy ładny choć mroźny okres co i tak napawa mnie ogromnym szcześciem. Jesli chodzi o wiosnę w moim sercu? Jest dobrze, wracam do świata żywych. To może być mój czas, moja wiosna. W końcu niedługo MAJ, mój ukochany miesiąc - w którym dzieja się najlepsze rzeczy, wierzę, ze i tym razem ten miesiąc sprezentuje mi cos wyjątkowego :-)

 

10:26, lenka171
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22