...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Przechytrzyć cały świat.
09:36, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 stycznia 2013
Samotność w związku.

      Nasze życie zmienia się z minuty na minutę, czasem chciałabym zatrzymac ten zegar i na chwilę przystanąć. Aby pomyśleć i zatrzymac te pięć minut stuprocentowego szczęścia dla siebie, na dłużej, na zawsze. Każda chwila, każdy moment, minuta czy sekunda która wstrząsnęła nami w dobry lub zły sposób odznaczyła sie na naszym ciele i duszy, jednak pozostajemy tymi samymi ludźmi, tylko z większą liczbą blizn. Doświadczenie jednak jest ważne, pozwala trzeźwym okiem spojrzeć na nasze życie sprzed lat, wyciągać wnioski i nie popełniać ponownie błedów. Kiedys ktoś zapytał mnie czego boję się najbardziej w życiu, odpowiedziałam, że boję się samotności. Sama nigdy nie będę, bo mam wspaniałych ludzi wokół siebie, ale samotna z punktu widzenia kobiecego. Boję się, że nigdy nie ułożę sobie życia. I nie trujcie mi, że młoda jestem i mam czas. Każdy ma swoje potrzeby, każdy ma inne życie i inne podejście do życia. Moje 25 letnie doświadczenie mówi mi stanowczo ''To jest Twój czas''.

     Paradoks. Kiedy tworzymy związek, w pewnym momencie tęsknimy za samotnością; gdy jesteśmy sami tęsknimy za bliskością, miłości, uniesieniami jakie temu towarzyszą. Dlaczego nie potrafimy doceniać w pełni tego czego mamy? Tak to już w życiu jest. Osobista wolność, przeplata się z pragnieniem bliskości.W życiu są momenty, kiedy wskazana jest samotność. Jest też czas na tworzenie związku. Mamy oczywiście prawo go nie budować. Podjąć świadomą decyzję o rezygnacji z pewnych doświadczeń. Sprawdźmy tylko czy to nie sposób na uniknięcie budzącej lęk bliskości albo niemożność utrzymania związku. Sama nie wiem, być możę obawa jest przytłaczająca i nie pozwala logicznie myslać. Ile razy sie słyszy ''Co by było gdyby?''. Całe życie będziemy zastanawiać się czy podjęłam dobrą decyzję wychodząc za Zdziśka, a może to Stefciu był mi pisany? Ech, a Ciekawe co u Czesia... Nie można tak! To destrukcyjne. Ja od pewnego czasu staram sie nie oglądac za siebie tylko iść swoją drogą, która obecnie jest wyboista i skamieniała... No bo jak często zdarza się, że wiemy, co dla nas dobre, a postępujemy odwrotnie do tej wiedzy?

      A jak to jest z rozstaniami i utrzymaniem związku? Zamiast pobyć jakiś czas w pojedynkę, po kolejnym rozstaniu, ludzie decydują się na pierwszą osobę, która się nimi zainteresuje. Są też tacy, którzy po latach samotności spotykają na swojej drodze kogoś wartościowego, kto budzi ich serce. Uciekają jednak na pierwsze jego drgnienie. Chyba należe do osób które nie potrafia być same i dlatego chodze od spotkania do spotkania, widuje sie z różnymi ludźmi, szukam w nich siebie, szukam podobieństwa. Potrzebuję opieki, troski, pragnę żeby ktoś sie o mnie zwyczajnie troszczył i był blisko.

Takie mnie naszły przemyślenia po ostatnich spotkaniach ze znajomymi parami małżenskimi i totalnymi samotnikami. Ach.

''Wiele dróg prowadzi do mądrości, ale każda zaczyna się od złamanego serca.''

13:50, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2013
Kontrowersyjnie o randkowaniu.

"Możesz przespać się z facetem na pierwszej randce, ale nie pytaj potem: spotkamy się jeszcze? Noś długie, proste włosy - inne nie podobają się mężczyznom. Jeśli on po czterech mailach nie zaprosił cię na randkę, zapomnij o nim. Jeśli z naszymi zasadami nie czujesz się sobą - udawaj".

 

Gdyby każdą książkę o odchudzaniu dało się zredukować do zdania: "Jedz mniej śmieci i ćwicz", to głośny poradnik randkowy "The Rules: Time -Tested Secrets of Capturing The Heart of Mr Right" – zbiór zasad, którymi powinny kierować się panie, chcąc zdobyć serce tego jedynego – należałoby ująć stwierdzeniem: "Nigdy nie goń, niech ganiają za tobą".

Era nagich zdjęć.

W 1995 roku trzydziestokilkuletnie wówczas autorki, Sherrie Schneider i Ellen Fein, radziły kobietom, żeby kłamały w wannie przed randką, podśpiewując: "Jestem pięknym stworzeniem w przeciwieństwie do wszystkich innych", by później – zgodnie z zaleceniami ekspertek – nie oddzwaniać do swego absztyfikanta. Poradnik trafił do rąk około dwóch milionów czytelniczek w 27 krajach. Od tamtego czasu minęło jednak prawie dwadzieścia lat. Co dziś, w erze Facebooka, SMS-ów i nagich zdjęć wysyłanych na komórkę, Schneider i Fein maja do powiedzenia kolejnemu pokoleniu?

Odpowiedź zawarta jest w ich kolejnej publikacji "The New Rules: The Dating Do’s and Don’ts for the Digital Generation". Wśród nowych, dostosowanych do cyfrowego świata zasad znajduje się m.in. zakaz zamieszczania wszystkiego na swój temat w mediach społecznościowych (autorki porównują takie zachowanie do chodzenia po ulicy nago). Dziewczyny muszą też uważać, bo do sieci mogą trafić nagrania, na których uprawiają seks. Nie powinny ponadto odbierać telefonów i odpowiadać na SMS-y późną nocą, ani godzić się na przygodny seks. – Nie odbieramy telefonów po 22.30 – oznajmia Schneider.

Można za to zamieścić ogłoszenie w portalu randkowym, ale potem trzeba poczekać na odpowiedź. Pod żadnym pozorem nie wolno odpowiadać na ogłoszenia innych – kobiety mogą biegać za mieszkaniem czy pracą, ale nie za mężczyznami. To jest biologia – uważa 55-letnia dziś Fein.

Jeśli on po czterech e-mailach nie zaprosił cię na randkę, zapomnij o nim. Nie pisz pierwsza. Czas, jaki masz na odpowiedź na jego wiadomość, zależy od wieku: 20-latka po godzinie, 50-latka po pięciu godzinach. Nie spotykaj się z nim częściej niż trzy razy w tygodniu. Dziewczyny z zasadami zawsze mają coś do roboty. – To nie jest antyfeminizm ani zwodzenie, po prostu kontrolujesz sytuację – przekonuje 53-letnia Schneider.

Po ślubie pragną mieć innego.

Spotykamy się w sklepie Bloomingdale’s w New Jersey, gdzie Schneider umawia się ze swoimi klientkami, "kobietami na stanowiskach", które płacą 350 dolarów za godzinę albo 1,5 tysiąca za pakiet obejmujący poradę oraz zmianę fryzury i garderoby. – Są zdenerwowane. Od wielu lat nie mają chłopaka, nie otrzymują propozycji matrymonialnych. Mówimy im, że powinny wyglądać tak, jakby ich życie było cudowne – tłumaczy Schneider. – Kobiety chcą czuć się spełnione dzięki partnerowi i dzieciom. Zabierz im to, a będą nieszczęśliwe – dodaje.

Schneider i Fein wierzą w równość w miejscu pracy, ale pod względem uczuciowym kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Porady ekspertek brzmiały staroświecko już w latach 90. – Chciałabym, żeby kobiety mogły zapraszać mężczyzn na randki, ale rzeczywistość jest zupełnie inna – mówi Schneider. – Nigdy nie uważałyśmy, że feminizm oznacza możliwość uganiania się za facetami. Chodziło nam o równe zarobki. Nasza siła nie wywodzi się z agresji, ale z zarządzania związkami. Wiele z naszych klientek ma za sobą rozwód. Pomagamy im ponownie wyjść za mąż. Kobieta bierze ślub, a potem pragnie mieć innego męża. Jako dwudziestopięciolatka chce mężczyzny z pozycją, a w okolicach czterdziestki woli bratnią duszę – tłumaczy specjalistka.

Każdej klientce, niezależnie od wieku, doradza długie, proste włosy. Ta zasada jest odporna na wszelkie mody. Po prostu mężczyźni lubią proste włosy. Kręcone im się nie podobają. – A jeśli facetowi nie podoba się twój wygląd, zostawi cię dla takiej, która mu się podoba – ostrzega Fein.

A co, jeśli kobieta chciałaby mieć krótkie albo kręcone włosy? Jak kobieta robi to, na co ma ochotę, czy to rozmawiając z mężczyzną, czy jedząc ciastko, to jest to przeciwieństwo dyscypliny – zauważa Schneider. – Wiele kobiet robi to, co chce i źle na tym wychodzi: przygody na jedną noc i tak dalej… To jest dobre, jeśli chcemy krótkotrwałej gratyfikacji – kontynuuje, marszcząc brwi.

"Po trzydziestce taka postawa to samobójstwo"

Drażni ją wizerunek kobiet promowany przez takie seriale jak "Dziewczyny" Leny Dunham: dwudziestokilkulatki uprawiające przygodny seks. – Wydaje im się, że mają mnóstwo czasu. Będą sypiać z facetami, odcierpią swoje, ale nie stracą lat płodności. Po trzydziestce taka postawa to samobójstwo – przekonuje Schneider. – One łamią wszystkie zasady – krzyczy Fein. – Widziałam, jak jedna z bohaterek uganiała się za chłopakiem, który jej nie szanował, a potem poszła z nim do łóżka. Jakbym oglądała pogrzeb.

Fein twierdzi, że gdyby na podstawie ich poradników powstał telewizyjny program, to byłby on bardzo nudny: ucz się, pracuj, spotykaj się z przyjaciółmi, zjedz kolację, nie pij za dużo i nie wskakuj do łóżka z byle kim. Nie miałoby to nic wspólnego z "Dziewczynami" czy z "Seksem w wielkim mieście". Główny przekaz: szanuj siebie i swoje ciało. – Możesz przespać się z facetem na pierwszej randce, ale nie pytaj potem: "Spotkamy się jeszcze?" Zostaw go w spokoju. Narzucanie się jest szkodliwe.

 Kiedy zatem jest najlepszy moment na seks? – Po trzech miesiącach. Jak masz 17 lat, poczekaj rok. Niech się zakocha w twojej duszy – odpowiada Schneider. – Nigdy nie przyjmuj wizytówek – dodaje Fein. – Będzie cię kusiło, żeby do niego zadzwonić. Niech on weźmie twój numer. Mężczyźni dzwonią, kiedy są gotowi. – I nigdy nie dziel się rachunkiem – ciągnie Schneider. – Nawet, jeśli on nie ma pieniędzy, a ty mieszkasz w pałacu, to on powinien zabierać cię na pizzę.

Czy kobieta może być asertywna seksualnie?

– Nie – mówi Schneider. – Te, które zachowują się jak Samantha z "Seksu w wielkim mieście", to nie są kobiety z zasadami. Nie zdobędziesz faceta, uganiając się za nim. Powtarzamy klientkom: mężczyzna nie jest twoim przyjacielem. Dopóki się nie oświadczy, może cię skrzywdzić, nie dzwoniąc. Prześpi się z tobą i nigdy się nie odezwie. Mężczyzna potrafi być okrutny nie dlatego, że tego chce. On po prostu cię nie kocha.

A czy nie poczuje się oszukany, jeśli partnerka w końcu okaże się być inną osobą niż ta, z którą chodził na randki? – To nie jest manipulacja. Pokazujemy siebie z najlepszej strony – stwierdza Schneider. – Mój mąż widział, że jestem miłą żydowską dziewczyną, a nie morderczynią z siekierą.

Ile czasu po rozstaniu można zacząć znów się umawiać?

– Co robisz dziś wieczorem? Najlepszy sposób na to, by wyleczyć się z faceta, to znaleźć innego – poucza Schneider. A wdowy? – Może rok. Rozwódki? – Powinnaś się pokazywać. On prawdopodobnie ożeni się z kobietą, z którą cię zdradzał. Idź na wieczorek dla singli, nie do muzeum. Możesz uznać to wszystko za bzdury, ale to działa. A jeśli z naszymi zasadami kobieta nie czuje się sobą, niech udaje – podsumowuje Schneider.

Tłum.: G. Gutkowski

źródło: sympatia.onet.pl

11:17, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2013
Za duzo ''pomyślane''

      Mamy piątek, dla mnie nie zaczął się on najlepiej. Po wczorajszej pracy wyskoczylam do Drzyzgi na kawę, oczywiście z dziewczynami. Pierwotny zarys był taki, że będę ja sama jednak szybko wpadłam na pomysł, żeby zgarnać reszte ekipy. Niespodzianka sie udała. Od rana czułam sie średnio, bo chyba przeforsowałam się w ćwiczeniach i brzuszkach, cała obolala ale zdrowo zmęczona nie robiłam z tego problemu. Po 21.00 wyjechałam spod jej domu i ruszyłam po mame i wtedy się zaczęło. Ból w podbrzuszu, oraz w okolicy całego brzucha był niewyobrażalnie silny. Zaparkowałam samochód i z tego bólu cała sie trzesłam az w końcu musiałam zwrócić to co jadłam przez cały dzień. Wróciłam do domu, gorzka herbata i do łózka. Nic nie pomogło, sytuacja powtarzała sie całą noc. A dzisiaj czuję się jakby walec po mnie przejechał, nie spałam większość nocy i te torsje... Przeliczyłam się jak widać, musze być ostrozniejsza w ćwiczeniach.

      W ogole nie sypiam ostatnio najlepiej, śnią mi sie jakieś koszmary w ciągu dnia szybko sie irytuje, nie mam w sobie chęci życia i najchetniej nie spotykałabym się z nikim. Jednak wiem, że to błedne koło, więc nie rezygnuje z wyjść, a nawet mam ich aż za nadto. Muszę sie wybrać chyba do psychologa, może poradzi mi coś, albo wysłucha, nie wiem... Przede wszystkim chyba potrzebuje urlopu i zmiany otoczenia, wyjechałabym gdzieś ale obecnie nie mam już z kim... Dawno też nie płakałam, może to ulżyłoby mi.  

   ''Najpierw oczarują, potem rozczarują. Taka zabawa płciowa.'' 

      Sytuacja z K. wyjasniła sie o tyle, że wiem na czym stoję i juz więcej nie mam co sie łudzić. Bo jak niby odebrać stwierdzenia, pytania i rekacje takie jak: ''Ja chyba już całe życie będę singlem'', ''A jak Twoje romanse? Poznalaś kogoś?'', ''W tym roku wakacje spędze sam, na wyprawie górskiej...'', ''Moje zycie zawodowe kłóci się z osobistym...i chyba tak zostanie''. Myślę że jasno już mi nakreślił, że jestem dla niego już tylko znajomą z którą może porozmawiac na każdy temat, odstresowac sie i zapomnieć a czasem poradzić się w jakiejś kwestii. Dziwi mnie tylko to, że czasem rzuca jakims podtekstem, ciagle pisze, czasami aż nie nadążam, potrafimy przegadać pół nocy i jeszcze nam mało. Nie wiem co chce i co siedzi mu w głowie, ale to na pewno nie będzie związek. Nawet doszłam do wniosku, że ja chyba tez tego potrzebuje - człowieka do którego moge się zwrócic w każdej sprawie... Już nawet nie chodzi o seks, przytulanie i całą ta otoczkę która towarzyszy związkowi. Chodzi o świadomość że ktoś tam jest. Być może Marcin przez 5 lat swojego ''nie-bycia'' mnie tego nauczył... i jakoś to u mnie płynnie przechodzi w relacje z innymi ludzmi. W końcu Marcin był, ale na odległość...

      Strasznie przytłaczające sa ostatnie wydarzenia mojego życia. Śluby, zareczyny, dzieci, porody, nowe zwiazki... Miłość aż kipi z tego gara szczęścia. A ja czuję frustrację i nie przyznam sie do tego głosno, ale jest mi strasznie żal tych minionych lat i dzisiaj moje serce ciągle płacze, nie nadążam ocierać mu łez. Tylko pocieszam go, że kiedyś drugie serce do niego dołaczy... Kiedys na pewno, w końcu nie może być ciągle ŹLE do cholery... !

''Za wcześnie przyszedł świt, niedospane sny
Ostatni rok z ust próbuje wyjść
Świat za oknem szary i zły
Nawet Bóg o tej porze śpi
Wiem, że to tylko kac, sztuczny strach
Dobrzy ludzie śpią gdzieś tam
Dziś we mnie tylko całkiem zużyta złość''

A. Dabrowska - Bawię się świetnie.

10:41, lenka171
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 stycznia 2013
Nadwrażliwość to mój wróg.

Tak wielka jest ta bliskość, że miejsca brak na jeden obcy oddech..'' Kasia Nosowska ''R.E.R.E''

 

       Jest spokojna leniwa niedziela, cały mój weekend był mocno spokojny. Przydało i się to, muszę przyznać ale trochę się umęczyłam tym lenistwem. Do południa, w zasadzie do wieczora zawsze mam coś do zrobienia więc jakoś ten czas leci, ale najgorszy jest wieczór. Postanowiłam spędzić go z Grey'em i jego pięćdziesięcioma odcieniami szarości. 9 stycznia został wydany III tom książki, zbliżam się ku końcowi i w zasadzie żałuję że to już koniec jednak przyznam szczerze, że już się ciągnęło to wszystko. Co za dużo to nie zdrowo.

      W trakcie wczorajszego głębokiego czytania dostałam MMSa od siostry, uf. Zdjęcie jakie mi przesłała nie ucieszyło mnie, nie zniechęciło, nie odrzuciło, nie zdziwiło nawet - totalna obojętność. Slawek poprosił ją o rękę i owe zdjęcie przedstawiało jej dłoń a na nim lśniący pierścionek. Podobno tym razem na poważnie, bo jak kiedyś pisałam ich pierwsze oświadczyny odbyły się po 3 miesiącach związku na facebooku, szum, szał, panika, oburzenie ze strony rodziny i znajomych. Generalnie dziecinada. Potem byly jakieś podchody ale już nikt nie traktował ich poważnie. Dzisiaj, wyglada na to, że jest to całkiem poważne. Jest pierścionek, o 18.00 zjawią się oficjalnie aby potwierdzić i staroświeckim zwyczajem poprosić naszych rodziców o ręke Sylwii. To, że chce się oświadczyć nie było tajemnicą, miał to zrobic podobno na świeta ale problemy ''pierścionkowe'' czyli co wypada a czego nie, przeważyły szale i nici z zaręczyn. Siostra to siostra i życzę jej jak najlepiej, a Sławka pokroję na kawałeczki jak zrobi jej krzywdę, a co!.

     Ten czas, to taki okres rozliczeń i podejmowania decyzji, koniec roku, początek nowego. Świeta, zaczynamy od poczatku więc i spełniamy swoje przyrzeczenia. Generalnie jakos ludzie sobie upodobali ten okres na oświadczyny i podejmowanie ważnych życiowych decyzji. Wysyp zaręczyn, wysyp ślubów, wysyp dzieci. Tak mogę podsumować ostatnie kilka tygodni, miesięcy. Być może dotarliśmy do takiego punktu swojego życia, gdzie ten wiek (okolice lat 24-28) jest najlepszym na zakładanie rodzin. Cóż. Szczęscia Wam wszystkim. I tak Wam zazdroszczę.

        Musze przyznać że te wszystkie wydarzenia są dla mnie nieco przykre i straciłam jakąś radość życia. Musiałam pozbierać sie po rozstaniu z Marcinem, zająć się czymś produktywnym. Swoje lzy dusze w sobie i wypacam je na fitnesie czy innych ćwiczeniach, to pozwala mi obudzić mój mózg.. podjąć kroki i działać. Jest mi przykro, jest mi strasznie przykro, że to nie ja teraz krzyczę na całe gardło: Oświadczył mi się ! Ale tak to już jest i koniec, i tyle, i finito! Nie przeskoczę tego. Nie jestem z tych osób które lubią się użalać nad sobą publicznie, dlatego nie zaśmiecam swoimi nastrojami tablic moich znajomych na facebooku, nie chodze do nich i nie płaczę do rękawa, nie wyżalam się każdemu napotkanemu znajomemu jakie życie jest przykre i jest mi źle. Sama uznaję, czy komuś chcę coś powiedzieć czy zachować dla siebie. Są osoby którym mogę powiedzieć wszystko, o ile uznam to za konieczne ale jest ich niewiele. Po kilku spotkaniach nie wkładam ludzi do szuflady: PRZYJACIEL. Nie jestem obłudna, przyjaźń to ciężka sprawa, próba sił i poświeceń. Razi mnie kiedy ktoś aż nadto przejmuje się tym co inni o nich powiedzą.

      Za dużo piszę. Już zamilknę i idę pobiegać. Potrzebuję jasności umysłu. Potrzebuję wiosny i słońca ! Wtedy wszystko wydaje się być łatwiejsze.Niech to już minie, ten dziwny okres w moim życiu...

Miłej reszty niedzieli.

 

''Chcę sobie i Tobie dać czas, bo jak się mamy kochać, skoro za mało się znamy, a może nie znamy się w ogóle?'' - Trzepot Skrzydeł - K. Grochola.

16:14, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 stycznia 2013
De-motywatory.

       Do tej pory chodziłam na aerobic dla rozrywki, dla podtrzymania kondycji i pewnie znalazłoby się jeszcze pare powodów. Nie chciałam się zastać tak zupełnie, jako, że moja praca jest pracą biurową moje ciało juz nie było tak sprężyste jak kiedyś. Od jakiegos jednak czasu ze względu na nadmiar sił zawzięłam się i nie robie tego tylko dla zabawy, postanowiłam powolnymi kroczkami troszke zrzucić tego co odłożyło się przez te wszystkie lata. do szczupłych osób nie należę, dodatkowo jestem strasznym łasuchem więc do łatwych zadań to nie będzie należało. Dlaczego teraz sie na to decyduje? Przede wszystkim nie robie tego dla kogos, a dla siebie. Do tej pory to Marcin zawsze uszczypliwie sprowadzał mnie do pionu, co mi absolutnie nie pomagało, raczej męczyło, smuciło... Nigdy nie byłam szczupła i jak mnie poznał, równiez do tej grupy dziewczyn nie należałam, jednak jemu to najwyraźniej cągle przeszkadzało. Jak to sie mówi ''Widziały gały co brały'' ale cóż.. Nie dogodzisz.

      Nie czuje sie brzydka, nie czuje się gruba, nie czuje się cięzko jednak moja swoboda psychiczna na pewno poprawi sie gdy zrzuce pare zbędnych kilogramów. Potrzebowałam tylko odpowiedniej motywacji. Jaka to motywacja? W tej chwili mam trochę czasu, po Nowym Roku wszystko wraca do normy więc i czas troche mi sie ustabilizował. Drugim powodem, mam Anie, która również liczy na poprawę swojej formy a że uważa sie za stara pannę, w dodatku zakompleksioną, postanowiłam jej pomóc i potowarzyszyć. Po trzecie, z K. nie układa sie tak jakbym chciała, nie ma wzlotow, nie ma upadków, nie ma szaleństwa, motyli w brzuchu, nie ma czasu, nie ma życia na granicy przepaści, nie ma bicia serca i uginania nóg w kolanie na jego widok, nie ma ucisku w żołądku i błysku w oczach, nie ma iskry i nie ma chemii, nie ma tego wszystkie co towarzyszy na początku znajomości. Nie ma tego, a więc musze mieć jakiś cel, cel który podejmę i będe go realizować nie mysląc o niczym innym. Stare, dobre przysłowie brzmi: ''Nie szukaj miłości na siłe, ona przyjdzie kiedy najmniej będziesz sie tego spodziewała'' i to chyba prawda, nie mam zamiaru sie prosic o spotkania, wiem że K. jest na cięzkim etapie swojego życia ale to własnie powoduje, że moje hamulce są silniejsze niz zwykle. Po Marcinie zaniżyła się moja samoocena, jednak wiem, że zasługuje na odrobine adoracji, jak każda z nas. Każda z nas tego własnie potrzebuje, zainteresowania i zaangażowania.

     A wczoraj odbyła się premiera książki na którą połowa damskiej Polski czekała: ''50 twarzy Greya'', jest to już ostatnia, trzecia część książki o Szarym i jego demonach seksualnych. Drugi Tom nosił tytuł ''Ciemniejsza strona Greya'', natomiast ostatni tytuł to ''Nowe oblicze Greya''. Już w najbliższy weekend zabieram się za to i znowu zacznie sie przygryzanie wargi, świerzbiąca ręka, ckliwe opowiastki o waniliowym seksie i mały rewanż pejczem i szpicrutą. Znowu zaczytam się i zarwę noc, ale cóż, czego nie robi sie dla Christiana Greya :-) ''Jesteśmy tu po po aby sprawiac sobie przyjemnność...''. Moje spostrzeżenia na dziś. Pierwszy tom - mocne, hardcorowe seksualne sceny z jakąś tam historia w tle, podniecająco i rozgrzewająca. Drugi tom - romansidło z seksem w tle ale już przemocy tam nie widziałam, juz hardcor odszedł w dal, tu chodziło o więzi międzyludzkie i odkrywanie siebie nawzajem, na nowo. Trzeci tom - zapowiada sie również harleqinowo, może nawet bardziej, jednak sa podzielo zdania. Nie przekonam sie zanim nie przeczytam. I niech mówią co chcą, każda z nas chciałaby czasem takiego Greya w swoim życiu, w swoim łóżku... :-)

09:23, lenka171
Link Komentarze (4) »
środa, 09 stycznia 2013
Rozmowy na zielonym.

K: No ja Ci tak szczerze mowię, że coś sie z Tobą dzieje niedobrego - może urlop powinnas wziąć?

M: Kama...ale ja tylko tak w pracy, wiem ze to dziwne. W domu jest ok, jak mnie coś zdenerwuje to znikam z pola widzenia innych i ide do siebie. Czasem mnie kur**ca strzela, doslownie. Moze faktycznie, urlop przydałby sie ..

K: Ale kiedyś taka nie bylas, bynajmniej jak tu siedzialysmy obie - albo sie dobrze maskowalas; wiesz mialysmy polewe z wielu rzeczy itd

M: Zaczełam nawet zapisywac swoje wady, może cos dojdzie do mnie. Poza tym, Nie jestem nerwowa. Ja tylko żwawo i asertywnie reaguję na pieprzenie głupot.

K: No właśnie, trzeba z tym walczyć. to ma swoje źródło, wiesz o tym dobrze...

M: Wiesz, brak faceta jest dobijajace, od dwoch miesiecy jestem na głodzie, a ostatnio ostatnio wariuje... Za duzo myślę o mojej sytuacji.

K: No wlasnie! Ale tu nawet nie o seks chodzi, to jest frustracja; jak masz wokol same dzieciate kolezanki albo sie zareczaja, albo wychodzą za mąż. Zawsze coś, zawsze ktoś..a wiem ze Ty jestes rodzinna.

M: No tak, to wszystko, cala ta otoczka jest mordercza.

K: No wlasnie, a pewnie z K. tak mowisz ze wolno, wolno ale wcale nie chcesz tak wolno. Chcesz pospieszyć... Tak mi sie wydaje ze radosc życiową gdzieś zgubilas i to widac z boku. Uwierz mi, bo naprawde jesli mam powiedziec obiektywne - czesto wybuchasz bez powodu

M: Nie chce, z resztą sama nie wiem, ale co mam sie mu rzucic na szyje? Pomysli sobie ''desperatka'' albo co gorsza wykorzysta sytuacje, pobawi sie i zostawi.. A mi o to nie chodzi

K: nie, Ty chcesz wolno ale on zeby zaczal dzialac szybciej...

M: Chcę zeby bylo normalnie, bez sciemniania i obchodzenia tematu, chcę jasnosci umyslu... a dzisiaj stoje w punkcie gdzie nie wiem czy szukac kogos innego, dzialac z tym co jest czy zwyczajnie zostawic to w cholere. Moze budzi sie tym samym moja niecierpliwosc...

K: Policz sobie do 10 czasem po cichu. Pomaga. Nie szukaj milosci na sile, znajdziesz ja wtedy gdy bedziesz robic rzeczy ktore kochasz :)

M: Cos w tym jest, nie szukajmy faceta na sile, przyjdzie kiedy bedziemy sie najmniej tego spodziewac... Może tez powinnas isc za ta rada? :)

K: Ech, ja to nie pojde za ta radą, jak na zlosc zaczynam sie angazowac emocjonalnie :( ale trudno, w sumie kiedys to musialo nastapic, przelamuje sie ''lodowata JA''

(...)

M: Kochasz go?

K: Eee... tyle lat razem, mimo, że wywinął mi taki numer to tak, kocham.

M: A nie myslisz, że to przyzyczajenie? Znacie się tyle lat, zdążyliście sie poznac, przywyknąć do siebie, i może wydaje Ci sie, ze lepszego nie spotkasz. Może nie próbowałaś za bardzo?

K: Nie, to nie to. Kocham tego pajaca. Ale duma mi nie pozwala powiedzieć TAK. moi znajomi widzą to, nie akceptują albo udają jakby On nie istniał.

M: Czasami dumę należy schowac do kieszeni. Oni życia za Ciebie nie przeżyją, musisz sama sobie powiedzieć czy jesteś szczęśliwa, czy nie...

 

Godzina 10.00, rozmowy poranne w pracy na zielonym i nasze głębokie dywagacje z K. Czy my nie jestesmy czasem żałosne? Mam wrażenie, że obie jesteśmy w marnym punkcie.

10:44, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 stycznia 2013
Overthinkig

       Dzisiaj mam taki własnie ''overthinking''*. Nie moge się skupić, nie moge jeść, nie mogę spać... po głowie chodzi mi tysiąc mysli, zupełnie niepotrzebnych. Nie wiem co to jest, ale już widzę te setki twarzy które stoją nade mną i krzycza mi do ucha ''Zakochałaś się'' - bzdura. To nie ten etap, kompletnie nie ten czas i nie ten moment. Nie twierdzę jednak, że to nie ma związku z K. Nie jest to człowiek mi całkowicie obojętny. Troche generalizuję i może troche przesadzam, zwyczajnie już się starzeje, od soboty borykam się z nieustającą myślą ''Co ja takie zrobiłam przez te 25 lat, co osiągnęłam?''. Zauważyłam juz pierwsze zmarszczki mimiczne, ale wmawiam sobie, że to tylko przez mój wiecznie rozszerzony usmiech od ucha do ucha, jakby ktos banana mi włożył. Ech.. Mam 25 lat i to mnie przytłacza, to najlepszy wiek żeby być szczęśliwą, dojrzałą, fajną kobietą, juz nie dziewczyną. Nie chce byc szczęsliwa na siłe, wiem, że takie rzeczy przychodza same, wtedy kiedy najmniej tego sie spodziewamy.. Jednak nie moge tak siedzieć z założonymi rękami i patrzeć jak zycie przemyka mi przez palce.

       Niektóre z moich znajomych twierdzą że po rozstaniu z Marcinem które nastapiło 2 miesiące temu zbyt szybko sie pozbierałam, za szybko zaczęłam spotykać się z facetami, za wcześnie wychodziłam do ludzi i w ogóle nie płakałam i nie przeżywałam. Ech! Jestesmy dorosłymi ludźmi! Czy w geście manifestu miałam podiąć sobie zyły, ukamieniować się, biczować i błagać o powrót? Chyba potrafimy sie rozstać w zgodzie?! Ja przeżyłam z Marcinem pięć wspaniałych lat, to na prawdę sporo, jednak bylismy świadomi tego rozstania, nie ma co przedłużać czegoś co dawno przestało w nas kwitnąć, a ta iskra i błysk w oku juz nie rozpalało nas nawzajem. Nie płakałam przy Was! Płakałam sama... Krzyczałam, myślałam, że zgłupieje, ale nie lubię dzielić sie swoimi łzami. Najlepiej płacze sie samemu...

       Po niedzielnym spacerze K. skwitował otaczające mnie grono przyjaciółek, znajomych i koleżanek bardzo istotnym i dającym do myslenia stwierdzeniem: ''Rozumiem, że w Twoim otoczeniu ten lub ta która ma 25 i nie przynajmniej stałego związku jest poszkodowanym, smutnym, biednym wręcz człowiekiem i na jego widok całe towarzystwo przechyla głowe na bok wydając z siebie tylko wzdychanie świadczącę o współczuciu?'' - Faktycznie, coś w tym jest! To taka pogoń za szczęsciem, pogoń za tym co juz większość ma. Część z nas juz ma dzieci, większośc po slubach lub w trakcie planowania tego najsłodszego dnia. Rzygam tęczą. Owszem... Jestesmy tak skonstruowani, że chcemy tego co maja inni, zazdrościmy poniekąd. Najgorsze są chwile wspólnego świetowania, kiedy zasiadamy do stołu ze swoimi partnerami a obok nas nie ma nikogo...puste krzesło na którym możemy położyc torebkę, powiesić żakiet i oprzeć łokieć bo tak nam wygodniej... Nie ma obok nas człowieka do którego możemy się usmiechnąć porozumiewawczo, musnać jego dłoń w geście wdzięczności i czułości, wyjść sie przewietrzyc..  Tak... Wtedy własnie jest najgorzej, i my samotne kobiety źle sie z tym czujemy i Oni, Ci zajęci, również zaczynają czuć sie skrępowani gdy pozwolą sobie na odrobine czułości w postaci szybkiego, przelotnego buziaka. Niech Wam szczęście nie oszczędza sił! Ja chcę patrzeć na to szczęście, może się zarażę? :-)

     Parszywie zaczął mi się dzień. Ten overthinking* chyba jeszcze będzie trwał i trwał. Wiem jedno, nic na siłę. Nie to nie to.

*Overthinking... - czyli jak stworzyć problem, którego nie było. To zwyczajne analizowanie i myślenie nad jednym, konkretnym tematem w kółko i kółko, i analizowanie z każdej możliwej strony tego tematu. Jest to bardzo destrukcyjny proces, który prowadzić może nawet do depresji!

09:53, lenka171
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 stycznia 2013
"Ubóstwiam pana, ale dobranoc."
10:53, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 stycznia 2013
Pojedynek myśli.

 Barbara Kosmowska 'Teren prywatny'

'(..)Mam być do przesady pruderyjna, kokieteryjnie zalotna, zalotnie figlarna, figlarnie ponętna, ponętnie erotyczna, erotycznie niezaspokojona, a wtedy on zwróci na mnie uwagę. Nie daje mi jednak spokoju zasadnicze pytanie: "dlaczego to ja mam być taka, śmaka i owaka , aż do erotycznie niezaspokojonej? Dlaczego to ja muszę robić z siebie idiotkę, żeby on zobaczył we mnie kobietę? A on? Czy nie może tak po prostu podejść, spojrzeć mi głęboko w oczy i czule wyznać: "od pierwszego spojrzenia zwróciłem na ciebię uwagę"? Widać nie może - westchnęłam z rezygnacją. W recepcie na szczęście we dwoje zadbano o to, żeby kobieta starannie i długo oraz w przemyślany sposób się upokarzała.(..)' 

      Dzisiejszej nocy śniły mi sie zęby, po przebudzeniu nie mogłam sie kompletnie skupić i jak tylko mogłam zajrzałam w sennik. Okazało się, że zęby zwiazstują potrzeby materialne i seksualne. Dziwne. Wszystko zależne jest od stanu tego uzębienia. W moim śnie, moje zęby miały osad i były mocno wykrzywione, jest to oznaka chwilowych problemów. Widzieć zęby - zetkniesz sie z poważną chorobą. Zęby pokryte osadem - chwilowe niedyspozycje zdrowotne. Krzywe zęby - wyprostuj swoje życie, by znowu zyskać szacunek.. Niestety, moje sny na ogół sie sprawdzaja, dlatego tak bardzo sie przejmuję. A moze to tylko oznaka tego, ze tak sie przejmuje aparatem na zęby który będę zakładała w niedługim czasie...

      Po wczorajszym bardzo udanym wieczorze u Drzyzgi, dzisiejszy dzien nie wydaje sie byc tak kolorowy. Jestem w kropce. Za duzo myslę, nie moge się skupić, nie mogę spać, w pracy mi nie idzie więc nie ruszam sie ważniejszych spraw. Dzisiaj idę poćwiczyć, troche sie rozluźnię, zmęczę i wyrzucę złe emocje... Mam nadzieje, że mi to cos pomoże. Chciałabym poznać źródło mojego nastroju, ale czasem tak bywa że zwyczajnie nie wiemy dlaczego, czemu, po co i na co..      
        Sylwester minął! Po Nim czuje sie jeszcze bardziej rozdarta. Jak na złość zaczęli sie odzywać faceci którzy byli moimi adoratorami ale niestety tylko oni byli zainteresowani, ja niekoniecznie. Nie chce wracać do starego, nie chce przezywac znowu kolejnych rozterek, potrzebuje świeżości. potrzebuje wiosny. Potrzebuję FACETA ! póki co trzeba sie skupic  na tym co jest teraz, na Nowym Roku, nowych wyzwaniach i realizowaniu postanowień noworocznych. A przed nami weekend, spędzę go pewnie z książką, chyba tego własnie potrzebuję. Po Sylwestrze musze troche nabrac sił, bo jeszcze nie doszłam do siebie. Jutro jade na zakupy, to również mnie odpreży. No i czekam... na księcia z bajki ;-)

A.. właśnie się dowiedziałam że co roku, w trzeci poniedziałek stycznia obchodzimy tzw. Blue Monday, najbardziej depresyjny dzien roku.

''demony moralnych katastrof
wczoraj tam były podobno
te od radości i szczęścia
niech lepiej nas tulą osobno

teraz jesteśmy za słabi
lecz będą nas kiedyś kochali
ciebie i mnie
takich jak jesteśmy dziś

więc zostańmy ja tutaj ty tam
dajmy sobie parę lat
zapamiętajmy siebie bez wad
i w ubraniu ''

16:45, lenka171
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22