...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Aby żyło nam się lepiej w 2013 roku...

     Kiedyś fajny psycholog powiedział - kochanka jest jak hot-dog, a żona jak ekskluzywna restauracja. Wszystkim się można znudzić, ale fast-foodem szybciej dostaniesz niestrawności. Muszę przyznać, że cos w tym jest. W końcu rzadko się zdarza, aby przykładny mąż któremu zdazył się skok w bok zostawia żonę i biegnie do kochanki. Wyobraźmy sobie tą sytuację, po co? Po co miałby odchodzić od swojego poukładanego życia? Rezygnować z ciepłej rodzinki, stabilności, lojalności żony. Jeśli jest powdów, w życiu prywatnym się nie układa to ten męzczyzna, o ile ma jaja - odejdzie, ale nie zdradzi. Czasem tylko zdarzy się taki dupek, któremu sie nudzi... i szuka wrażeń. Ten temat mnie mocno poruszył dzisiaj z samego rana słysząc opowieść znajomego. Kobiety to traktują jako życioqą porażkę, bo nie sprostały oczekiwaniom, bo nie sa wystarczająco dobre, bo bo bo.... Nie powinny! To ten facet okazał się porażką zniżając się do tego poziomu. A kochanki? Te które uczestnicza w rozpieprzeniu związku? Są winne. Dla nas zaobrączkowani faceci powinni być niewidzialni. Zła karma wraca, zawsze !

     A dziś mamy Sylwester, za chwile rok 2012 zamieni sie w wspomnienie. Dla mnie był to rok pełen wyzwań, wyrzeczeń, osiągnieć i porażek. było to pasmo róznych zdarzeń które nie działy się bez przyczyny. Tak musiało być. Podsumowując ten rok - był to dobry rok, mimo, że straciłam wieloletniego partnera, który miał być (a przynajmniej tak sądziłam) moim mężem. Uważam, ze podjęłam słuszne decyzje w tym roku i nie chce się cofać, wracać do przeszłości, chce iść do przodu i traktować życie z przymrużeniem oka. To jest moje wielkie postanowienie noworoczne: NIE ODWRACAJ SIĘ  DO TYŁU. NIE MYŚL O TYM CO BYŁO.

ZWOLNIJ !... przestań podążać za tłumem i stwórz swoja własną drogę. Jeśli coś sprawia, że czujesz radość RÓB TO z pasją, każdego dnia. Możesz byc kim chcesz! Odważ sie i zacznij tak myśleć. wszystko zaczyna się w Tobie! Dostajesz to w co wierzysz, więc jeśli jest cokolwiek co robisz bez entuzjazmu i satysfakcji - ZOSTAW  TO ! Wybierz to co kochasz. Nie odkładaj rzeczy na potem, bo ''potem'' może już nie być. Usmiechaj się więcej i czer z życia to co najlepsze.

 

09:50, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 grudnia 2012
''Kiedy jesteś szczęśliwy, cieszysz się muzyką – kiedy jesteś smutny, słuchasz słów. ''

12:24, lenka171
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 grudnia 2012
Przyszłość pachnie.

      Koniec roku skłania ku przemyślenioniom, nie inaczej jest ze mna i nie inaczej jerst w tym roku. Za nami już długo wyczekiwane święta, po nich zostały już tylko prezenty te bardziej i mnie udane, duże brzuchy i boczki gotowe do spalania, szary śnieg który zamienia się w błoto i wspomnienie. Było pysznie, było nie za bardzo zdrowo, było miło i rodzinnie. Dziś juz w pełnej gotowości odbyłam podróż do pracy. Przede mną dwa dni spokojnego czekania na weekend.

     W weekend przed świętami widziałam sie z K. Miał być to obiad gdzieś w centrum, który zamienił sie w obiadokolacje, potem spacer po Starówce i ponowne podziwianie iluminacjii, na koniec herbatę w Starbucks'ie. Całość wieczoru zakończylismy przejażdżką po mój samochód na druga cześć Warszawy. Niedziela w całkowiitym podsumowaniu była świetne, rewelacyjna i mimi, że byłam jeszcze troche ''pociagająca'' po cało-tygodniowej chorobie K. to oczywiście zrozumiał i przejął role troskliwego faceta, dmuchał, chuchał i grzał jak sie da. Troche się powygłupialismy a na koniec dałam mu prezent w postaci... czekolady. Nasza znajomość ma dopiero miesiąc, więc to nie był dobry pomysł abym, rzucała sie z czym większym, być może wyszłabym na jakąś desperatkę, albo osobe która zbyt szybko działa. Cos słodkiego wydaje mi sie zawsze odpowiednim, trafnym prezentem dla każdego. K. był zachwycony, bo jak sie okazało jest ogromnym łasuchem. Dziwna ta nasza znajomość, dziwnie sie zaczęła... i dziwnie sie toczy. Jak to kiedys K. powiedział - 'Jestem człowiekiem starej daty', to widać i słychać. Ma czasami dośc tradycyjne, staroświeckie podejście ale bardzo mi sie to podoba. Juz takich mężczyzn nie ma, albo ciężko ich spotkać a on jest dżentelmenem z poczuciem humoru. Byc może dlatego tempo naszej znajomość jest niezwykle wolne, ostrożne, a może zwyczajnie boi sie że coś spartaczy ;-)

 

    Jestem pozytywnie nastawiona. Koniec roku juz tuż tuż, za chwile Sylwester który spedze u Kaśki w nowym-starym domu w pobliskiej miejscowości. Nie będzie to Sylwester moich marzeń, ale zawsze to miłe zakończenie cięzkiego i baaardzo dziwnego roku. A piosenka na dole totalnie mnie oczarowała. Absolutnie i bezduskusyjnie się w niej zakochałam i uważam to za odkrycie roku.

''You show me love, you show me love
You show me everything my heart is capable of
You reshape me like butterfly origami''

09:23, lenka171
Link Dodaj komentarz »
'You reshape me like butterfly origami'

08:57, lenka171
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 grudnia 2012
...zapamiętajmy siebie bez wad i w ubraniu.

"Nie chcę, żeby wciąż było tak samo. Chcę zmian. Dużych zmian. Właśnie teraz. Nawet jeśli oznacza to mój własny rozwój kosztem czegoś ważnego. Koniec z pustymi deklaracjami i późniejszym olewaniem sprawy. Koniec z trwaniem w dziwnych układach, z domysłami, ze strachem przed prawdą, związkami, szczerymi rozmowami o wszystkim i samotnością. Koniec z przelotnymi znajomościami, które marnują moją energię, z myśleniem, że życie wrażliwego, pełnego miłości człowieka jest cholernie trudne bo nie jest! To ludzie sami hodują i z czułością pielęgnują swoje ograniczenia. Oni są trudni a jeszcze narzekają, że coś im w relacjach z innymi nie wiadomo oczywiście czemu nie wychodzi. Bo świat jest zły. Bo coś nie ma szansy istnieć przez szereg śmiesznych, irracjonalnych jakby je na chłodno i obiektywnie wziąć pod lupę przyczyn. Kiedy tak naprawdę jesteśmy zbyt leniwi, żeby się o coś jak należy zatroszczyć, zbyt płytcy, żeby to od razu docenić - musimy to dopiero...stracić, często bezpowrotnie. Tchórzymy kiedy w grę wchodzi coś wielkiego, czego ewentualny rozpad wydaje się być zdolnym żeby nas zniszczyć. A czas ucieka. Skąd możesz wiedzieć ile go masz? No skąd, ja się pytam..? Niektórym się udaje - tym co ich nazywają szaleńcami. A w duchu zazdroszczą odwagi. Po to żyjemy. Żeby ryzykować. Żeby nie ukrywać własnej tożsamości, swoich potrzeb, fantazji. Milczenie kiedy chodzi o nasze szczęście jest przejawem bezgranicznej głupoty. Na własne życzenie oglądamy jak szanse rozpływają się w powietrzu, ludzie od nas odchodzą, jak brak mówienia o sobie, swoich oczekiwaniach a później brak porozumienia szerzy się tam, gdzie żyjemy i burzy. Równa z ziemią. Cieszę się, że spotkałam kogoś, kto myśli tak jak ja i dzięki komu widzę, że da się być w taki sposób odważnym. A kiedy dwoje odważnych ludzi zaczyna rozmawiać wtedy dopiero można poczuć jaką wartość ten sposób postrzegania świata ma zaklętą w sobie."

Znależione. Ukradzione.

12:56, lenka171
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Nicość.

      Mamy poniedziałek. Znienawidzony przez wszystkich dzień tygodnia. I mnie dopadł nerw z samego rana, na zewnatrz mokro, zimno, mroźno, szklanka na drodze na szczescie nie jest aż tak groźna więc samochód ładnie płynął po szosie. Spóźniłam sie do pracy bo oczywiście cała Łazienkowska, Saska musiała stać... Jestem osobą punktualną, wiec to dla mnie dodatkowo frustrujące. Z ogromnym buszem na włosach pobiegłam do łazienki aby jakoś okiełznać moją fryzurę... I zaczęło się. Teraz mamy awarie systemu w naszym Departamencie, podobno są jakies migracje wiec zajmuje sie póki co sobą.

      W sobotę odbyła się nasza coroczna wigilia z dziewczynami. Była inna niż zwykle. Od poczatku czuc było jakies napięcie, cos wisiało w powietrzu. Nie była to wigilia cukierkowa, miła, uprzejma. Po ostatnich sytuacjach, dość niespodziewanych nie dało sie ukryć niechęci od niektórych osób. Az emanowało w powietrzu smak zemsty, złości... Dodatkowo wigilia z partnerami wygląda poniekąd inaczej, jest nieco bardziej sztywna, nieco wymuszona, troszkę ograna. To już nie to samo. Mimo wszystko dobrze sie bawiłam, z nimi zawsze dobrze się czuję - mam nadzieje, że to co ostatnio sie wydarzyło w naszym życiu nie popsuje naszych relacji, bo o takie drobnostki i małe nieporozumienia nie warto sie kłócić. W końcu jestesmy już dorosłymi ludźmi a nie nastolatkami z licealnej ławki.

     W niedziele odpoczywałam, dość leniwie na łóżku z papierem i węglem. Nadrabiałam rysunki które mam do wykonania do świąt. Wen troche odeszła ale wiem, że to tylko chwilowe. Teraz tylko czekam na święta, potem sylwestra... Jednak juz chce wiosnę, tą piękną wiosnę która daje zawsze mi mase energii. Chce się żyć. Dziś jestem nie w formie, trochę przeziębiona... Wszyscy są chorzy, więc nie jestem sama w tych mękach.

   Wszyscy sie zaręczają...w przeciągu ostatniego tygodnia, conajmniej 3 pary moich zajomych powiedziało sobie TAK. Taki prezent świateczny? Fajny moment? :-)

10:27, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 grudnia 2012
Minął rok.

 Kluczem do szczęścia jest posiadanie marzeń; kluczem do sukcesu jest ich
realizacja." ~ James Allen.

      Czwartek. Jak to dobrze brzmi. Mam dosyc ostatnich dni, tygodni, tyle się dzieje, nie wiem w co ręce włożyc a obowiązków zamiast ubywać, ciągle przybywa. Muszę sie przyzwyczaić. Styczeń będzie zdecydowanie luźniejszy, jak zawsze po Sylwestrze zaczyna sie monotonnia, totalne wyciszenie, wprowadzenie w nowy rozdział. Święta tak blisko ... W tym roku czuje ta aurę, w przeciwieństwie do poprzednich lat. Nie moge się doczekać weekendu, spotkania z moimi najwspanialszymi przyjaciółkami. Cieszę sie, że istnieją choć nie zawsze jest między nami świetnie, staramy sie nie zachowywac jak dzieci albo rozkapryszone kobiety, tylko działać. Cieszę se tym bardziej, że wiem, iż był moment który juz prawie spowodował kleske naszego przetrwania. Pewien okres ewidentnie nam nie sprzyjał, brak czasu, brak chęci i brak motywacji spowodowało, że coś pękło, cos się popsuło. Dzisiaj jesteśmy dumne, że siebie mamy mimo trudności dnia codziennego. Ostatnio poruszyłysmy ten temat z jedną z dziewczyn, doszłysmy do wniosku, że to właśnie ciąża Drzyz połaczyła nas i zacieśniła nasze stosunki jeszcze bardziej. Musimy podziekować w przyszłości małemu Bartusiowi :-)

Chyba czas na podsumowanie roku 2012.

       Bloga prowadzę już od 2006roku. Widzę, jak zmienia sie moje podejście do wielu spraw, diametralnie.

Rok, minął rok. szybko, za szybko może.
Minął nam rok na wspólnym wychodzeniu, oglądaniu filmów i bajek, na spacerach, wyjazdach, muzyce. Na gotowaniu, na kłótniach, wzajemnym denerwowaniu się. nN godzeniu się, szukaniu kompromisów, rezygnowaniu z uporu. Minął mi rok na patrzenie na Ciebie. na dotykanie Cię, na kochanie. Minął mi rok na nabranie pewności, że jeśli mają mijać mi kolejne lata to chcę by mijały mi z kimś, kogo będę kochać całym sercem bez względu na wszystko, pomimo wad. Chcę minusy, zamieniać na plusy...

Ten rok odmienił moje życie o 180 stopni. Styczen zleciał szybko, po wielkich mrozach przyszedł czas na piękną wiosnę. Zakochałam sie na nowo w Marcinie, poczułam znowu ten ucisk w żoładku na jego widok. Spedziłam cudowna Majówkę w Zakopanem, potem wakacje w Łebie i wielkie rozstanie... na czas nieokreślony. Nie nazwę naszego powrotu do siebie błedęm, to był wybór i ryzyko które chciałam podjąć, nie wyszło - a dawałam z siebie wszystko. Spędziłam mimo to cudowny rok, dzięki Niemu. Zrobiłam prawo jazdy i to jest największy pozytyw tego roku. Narodziły się dwie nowe istoty Nadia i Kuba, za którymi szaleje a jedna z naszych dziewczyn z paczki spodziewa sie dziecka. Pewne osoby odeszły z mojego życia, pewne pojawiły się - każda z tych sytuacji mnie czegos nauczyła i dała do zrozumienia, że nie wszystko da się zaplanować. Moim marzeniem był ślub z Marcinem, po 5 latach wydaje mi się, że można o tym myśleć... a w jakim punkcie jestem? Spotykam się z K. a z Marcinem nie mam kontaktu - co mnie cieszy, bo nie myślę, nie zastanawiam się. W pracy też zaszły zmiany z których nie byłam zadowolona, ale nie ma tego złego... Dziś jest dobrze, czuje, że to moje miejsce. Juz tak uporczywie nie czekam, nie rozglądam, nie spinam się - staram się żyć chwilą i chyba to wychodzi mi na dobre. Czekam na moją wielką miłość, może to ten obok? Każdy musi mieć swoje marzenia, które chce zrealizować, a jak juz się spełnią... szukamy innych i dalej wprowadzamy je w życie. To mnie fascynuje ! to mnie pociąga, bez marzen jestesmy nikim...

"Marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji."

       Jestem zadowolona z przebiegu tego roku. Mimo, że moje marzenia zmieniły kierunek i uległy zmianie nie poddaję się - chcieć to móc, a ja jestem wieczną optymistką, nie wyprowadzaja mnie z równowagi błachostki, mówie szczerze co myślę. Oby przyszły rok, mimo, że ma w sobie pechową 13stkę był szczęśliwszy i jeszcze bardziej mobilizujący do działania. Marzenia trzeba mieć, cele życiowe również... Będę szczęśliwa, z kimś, lub sama... ale będę szczęsliwa ; to moje założenie na 2013 rok.

A w koniec świata i tak nie wierzę :-)

 

13:17, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2012
Zimowe utrapienia.

"Tyle jest rodzajów i stopni intensywności miłości.Trudno jest znaleźć kogoś, kto by cię kochał we właściwy sposób, z właściwych powodów. Nie dla pieniędzy, domu, samochodu, seksu, poczucia bezpieczeństwa, ale wielbił cię po prostu za to, że jesteś. Akceptował taką, jaka jesteś, z wadami i wszystkim innym."
-E.J. Dickey, 'Inna kobieta'

      11 grudnia. Nic nieznacząca data. Dzisiaj dzień zaczęłam wyjątkowo kapryśnie, z reszta jak cały ten tydzień. Wczorajsze remonty spowodowały lekkie zamieszanie na drogach i wszystko stanęło, wiedziałam że to zły znak. Cały dzień miałam senny, lekko agresywny więc wieczorem nasz najlepszy z najlepszych Daro, mąż Poli zrobił pyszną pizze a my miałysmy zapewnić coś do picia. Zebrałyśmy się wszystkie w soie i ruszyłysmy ubrane po uszy w czapki, rękawiczki, szaliki, dwie pary spodni i inne ciuchy utrzymujące ciepło. Miała być chwila a wyszło jak zwykle. Pyszne piwko o aromantycznej woni zaszumiało i z pełnymi brzuchami ruszyłyśmy w droge powrotną. Przypomniały mi się stare czasy i długie spacery z nimi, kiedy żadna nie miała męża, dzieci... a nawet facetów. Żyłyśmy wolne, pełne swobody, że nikt nie czeka na nas w domu. Dziś takie spotkania celebrujemy jak możemy.

     Skutkiem wczorajszego spotkania przy czymś rozgrzwającym było moje dzisiejsze niedospanie i ogromne worki pod oczami siegające aż do kolan... Totalnie nie w sosie ruszyłam przez mroźne ulice Warszawy w celu jak najszybszego przemieszczenia się do biura. Udało się, teraz tylko grzanie dłoni i do pracy. Na mojej drodze do spokojnego przetrwania do końca dnia stanął nie kto inny jak... Szymon. Stanął przede mna gdy pędziłam z dokumentami dla Dyrektora. Wstrząsnęło mną na nowo. Zaczęły sie prośby o spotkanie, na kawę...na spacer. Odbyłam z nim grzecznościową rozmowę po czym stwierdziłam że sie spieszę. Nie wiem czego on ode mnie teraz chce, zakończył nasza znajomość a teraz? Teraz znowu chce zaczynać...

 

Niedorzeczność.

12:23, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Polski poród.

''Nad ranem 10 lutego 2012 roku przyszło na świat moje pierwsze dziecko (i najpewniej ostatnie). Szymonek, śliczny i zdrowy chłopczyk. Kocham go ponad wszystko, ale nie zmienia to faktu, że poród był największym koszmarem mojego życia. Myślałam, że po tak ciężkiej ciąży nic już mnie nie zdziwi. 

Przez dziewięć miesięcy męczyłam się z zaparciami i nudnościami, na nogach zrobiły mi się ogromne żylaki, prawie w ogóle nie mogłam spać i co chwilę leczyłam się na zapalenie pęcherza. No zwariować można! Czułam się tak źle, że musiałam zrezygnować z pracy, bo i tak byłam zupełnie bezproduktywna… Od piątego miesiąca ciąży moje życie ograniczało się w zasadzie do siedzenia w czterech ścianach. Dzisiaj zresztą wygląda podobnie, tyle że muszę zajmować się dzieckiem i nie mogę siedzieć. Miałam nacinane krocze i nawet bliski kontakt ze względnie miękkim podłożem sprawia mi cierpienie.

Żeby było jasne, nie piszę tu jako zdesperowana matka nastolatka, która zaliczyła wpadę i nie chciała tego dziecka. Jestem po ślubie i dokładnie to z mężem sobie zaplanowaliśmy. Rozważałam nawet cesarkę, ale jedna taka specjalistka wszystkowiedząca ze szkoły rodzenia powiedziała nam, że po cesarskim dziecko może mieć do końca życia zaburzenia czucia. Tiaaa! Teraz ja mam zaburzenia czucia. Tam na dole. To, co się stało z moja pochwą, wszystkim naokoło… Masakra. Straciłam całą swoją kobiecość, a niejednokrotnie słyszałam komplementy na temat… no hmh… wiecie o co mi chodzi. Teraz jestem tam po prostu brzydka, wstydzę się pokazać swojemu facetowi. Jestem zła na siebie, bo mogliśmy nawet wziąć kredyt, żebym mogła urodzić w ludzkich warunkach, pod fachową opieką. A tak, nie dość, że się wycierpiałam, to jeszcze moja wagina kwalifikuje się do operacji plastycznej!

Nie będę się rozpisywała na temat sali, w której leżałam. Każdy, kto był choć raz w szpitalu, choćby w odwiedziny, wie, jak to wygląda. Byłam ja i jeszcze pięć innych kobiet, w tym jedna okropna brudaska z jakiejś patologii i uwaga – 15-letnia dziewczyna, do której przychodziły pielgrzymki z gimnazjum. Człowiek próbuje jakoś dojść do siebie, a tu wpadają tabuny nastolatek z odwiedzinami! To krępujące, szczególnie, gdy musisz siedzieć z odkrytymi piersiami na wierzchu, aby przewietrzyć popękane sutki. Wyobrażacie to sobie? Bolące, pogryzione brodawki, próbujesz jakoś sobie ulżyć, a nagle stajesz się największą atrakcją gimnazistów. Na Boga, to przecież porodówka!

Najgorsze jednak przeżyłam tuż przed samym porodem. Nagle pielęgniarki gdzieś cię zabierają. W zasadzie nie pytają o zgodę – golą, robią lewatywę i jak to ujęła jedna położna „po krzyku!”. Byłam wściekła, zupełnie jakby ktoś odarł mnie z resztek godności. Powiecie, że mogłam to sama zrobić w domu. Tylko jak się ogolić, gdy widok zasłania Ci ogromny brzuch? A chodzi o to, że wszystko można zrobić dyskretnie, aby przyszła mama czuła się komfortowo. Niestety, w polskich szpitalach takie „zabiegi” wykonuje się w mało intymnej atmosferze, np. do pokoju, gdzie mi to robiono kilka razy wchodziły różne osoby niebędące pracownikami oddziału. Wiecie, zagubieni tatusiowie, świeżo przyjęte na oddział ciężarne. Istny cyrk!

Później było tylko gorzej. Cały poród trwał jakieś 8 godzin. Myślałam, że umrę! Cieszyłam się tylko, że mój mąż nie jest świadkiem tych katuszy. I nie zaglądał mi w rozwalone, zakrwawione krocze, bo chyba na zawsze straciłby zainteresowanie seksem. Zainteresowanych moją waginą jednak nie brakowało. Po sali kręciło się chyba pięć pielęgniarek i położnych plus jeden lekarz. Wszyscy mi tam zaglądali, głośno komentowali. Bardzo krępujące!

Nie powiem, cześć z tych pań byłą naprawdę serdeczna, ale jedna się taka trafiła… Stara raszpla, zgorzkniała, na pierwszy rzut oka widać, że potrzeba jej faceta. Gdy tylko głośniej krzyknęłam, ona się na mnie wydzierała, żebym była ciszej, bo przecież jest noc i wszystkich pobudzę. A ja naprawdę nie mogłam wytrzymać z bólu. Rozrywało mnie na wszystkie strony! Błagałam ich o cesarkę, ale oni przekonywali, że dam radę, urodzę naturalnie i jeszcze będę mieć satysfakcję. Jaką przepraszam satysfakcję? Że do dzisiaj nie mogę siedzieć i chyba przez najbliższy rok nie pozwolę się do siebie zbliżyć własnemu mężowi? Dzisiaj wiem, że tak naprawdę waga 4300 u noworodka jest wskazaniem do cesarki. Ale oni się uparli. Musiałam i już. Dobrze, że krocze nacięli mi w momencie skurczu, bo pewnie wyzionęłabym ducha. HORROR.

Gdy Szymonek był już na świecie i go wymyli, dali mi go i tak leżeliśmy razem kilka godzin. Ja zmęczona, wycieńczona, ostatkiem sił kontrolowałam, czy wszystko z nim ok., czy go nie zgniatam. No i zaczęłam karmić, co też nie jest łatwe, bo gdy całe ciało boli jakby ktoś strzelił ci w krocze z pistoletu, naprawdę trudno jest skupić się na karmieniu. I znowu czuć ból, bo nie potrafisz się zgrać z maluszkiem, który haczy dziąsełkami o sutki…

Nie wierzcie mamom, babciom i koleżankom, które mówią, że poród to mistyczne przeżycie, a widok maluszka wynagradza całe cierpienie. Nie dość, że w naszym kraju trudno rodzić po ludzku, to ból jest naprawdę nie do zniesienia. Najgorsze, że towarzyszy mi do dzisiaj. Gdybym mogła cofnąć czas, nie wahałabym się ani chwili – zrobiłabym cesarkę w prywatnej klinice, gdzie miałabym własny pokój i maluszka w łóżeczku obok. A tak dostałam nieźle w kość i jeszcze zmarnowano mi trzy pierwsze miesiące życia mojego synka. Bo nie mogę się cieszyć nim na 100 %, gdy czuję się do niczego, wszystko mnie jeszcze boli, z trudem nawet się poruszam!

Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy i życzę Wam, abyście trafiły do lepszych, bardziej przyjaznych placówek niż ja. Mimo wszystko, macierzyństwo to piękna rzecz. Ale nikt mi nie wmówi, że poród to wspaniałe doświadczenie. Mnie zmieniło na zawsze.

Edyta.''

źródło: http://www.papilot.pl/ ''HISTORIE CZYTELNICZEK''

14:08, lenka171
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 grudnia 2012
Kokieteria.

      Za mną, za nami kolejne miłe spotkanie. Dzisiaj z K. odwiedzialiśmy CNK w Warszawie, oboje nie byliśmy w tym miejscu więc stwierdziliśmy, że fajnie zacząć i naszą znajomość od czegoś zupełnie nowego. Dużo chodzenia, dużo nowości jednak głownie przegadaliśmy cała naszą podróż przez Kopernika. Potem skoczylismy na późną kolację którą uwieczniliśmy szklanką soku pomarańczowego. Wznieśliśmy toast za przyszłość przy tym uśmiechając się niewinnie do siebie. K. niestety ma teraz dużo pracy, koniec roku nie sprzyja firmom i ich właścicielom - trzeba wszystko doprowadzić do porządku. Zlecenia na wczoraj, na już, natychmiast. Nie mam pretensji, że ma mniej czasu teraz dla mnie bo być może, jak dobrze pójdzie wyjedziemy razem do Torunia. K. jest zakochany w tym mieście i co roku spędza tam Sylwestra, chciałby mi pokazać to miasto i być przewodnikiem. Na razie wisi nad nami ten temat, ale nie powiedziałam ostatecznego słowa - niech się troszkę postara jeszcze :-)

      Nie zawiodłam się na nim, kolejne spotkania utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest fajnym facetem z zasadami. Ma swoje zdanie i jest szczery, jest odpowiedzialny i jak sam stwierdzil ''jest facetem starej daty'' a to tylko dlatego, że różni się od tych wszystkich metroseksualnych chłopaczków ktorymi kobiety jesteśmy zasypywane... Ech. Przeraża mnie to co się dzieje z Wami...

      K. zwyczajnie jest normalny. Nosi koszule i casualowe buty, używa okularow do prowadzenia. Wie co to kwiatek i romantyzm. Otwiera drzwi w samochodzie, przepuszcza wszystkie kobiety - nie tylko mnie. Nie lubi zmian, nawet najdrobniejszych ale jeśli musi - spina się i działa do końca. Nasze mamy mają tak samo na imię. Jego status społeczny jest wyższy od mojego... jednak nie daje po sobie tego poznać. Być może różnica ta wyjdzie kiedyś na wierzch jednak dzisiaj staram się o tym nie myśleć.

     Poza tymi zaletami które są bardzo istotne muszę stwierdzić, że jest atrakcyjnym facetem a chyba też nam o to chodzi. Wzajemnie się kokietujemy spojrzeniami, uśmiechami, nasze podteksty są wręcz niezauważalne ale oboje wiemy o czym mówimy... :-)

    Za tydzień w sobote wigilia z moją PIĄTKĄ - od tylu lat razem, od tylu lat robimy tą wigilie wspolnie, mam nadzieje, że to się nigdy nie zmieni. Tym razem spędzamy ze swoimi partnerami i mężami. Do naszego grona niedługo dołączy mały Bartuś naszej Drzyz - więc ''nasza rodzinka'' się powiększa. Przegrałam pewien zakład z zeszłęgo roku i w  tym roku muszę kupić co nieco pewnej osobie. Uf. Życie.

 

 

 

 

21:34, lenka171
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22