...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
czwartek, 06 grudnia 2012
Przyjaźń. Miłość. Seks.

 "Świat cierpi na brak Mężczyzn zwłaszcza tych którzy są cokolwiek warci" Jane Austen

      Kiedyś gdzieś przeczytałam, a czytam dośc sporo, że aby miłośc była trwała i prawdziwa należy zacząć znajomość od przyjaźni, nie od namiętności, łózka, wielkich uniesień i westchnień do zdjęcia partnera. Musimy się najpierw polubic, zaprzyjaźnić, stworzyć swego rodzaju związek pełen swobody, odrzucić namiętności, pocałunki,dotyk, seks... Sukcesywnie później go wprowadzając zobaczymy jak wielką moc ma nasz udany przyjacielski początek.

       Jestem za tym, jak najbardziej - jak się zaczyna ''od dupy strony'' to nigdy nie wychodzi na dobre. Seks może połaczyć, może połączyć, może wzbudzić i pobudzic takie nerwy w naszym ciele o których nie wiedziliśmy jednak czy na zawsze? Wydaje mi sie, że na krótką metę. Z Marcinem nie poszłam do łózka od razu, odczekałam rok - dość długo, ale należy pamiętać, że zwyczajnie byłam 17-letnią nastolatką więc to po prostu było naturalne, że nalezy trochę odczekać. Dzisiaj dziewczeta są na tyle ...rozwinięte i odważne, że nie chce myśleć jak puste muszą być w środku i i jak wyzute z emocji, że w wieku 14-16 lat są bardziej doświadczone, niż nie jedna dorosła kobieta. Ach ten świat idzie zdecydowanie za szybko...

"Może powinniśmy odpowiedzieć sobie sami,kiedy zaczęliśmy się dotykać spojrzeniami" - Strachy na lachy

      Dzisiaj już prawie ćwierć wieku za mną, jestem stabilna emocjonalnie, dojrzalsza, zdecydowana i wiem czego chcę od życia. Stawiam na przyjaźń, na szczerość i zaangażowanie. Kiedyś wystarczyło, że chłopak będzie miły i przystojny, ale nasze priorytety sie zwiększają nasze potrzeby. Dorastając tracimy zdolność kochania bez zastrzeżen, jestesmy bardziej wymagający dla siebie jak i dla partnera, nie wystarczy nam tylko to, że jest miły i wie co kwiatki czy świeczki, a jego oczy tak ładnie świeca w ciemności. Dzisiaj, dojrzalsi szukamy drugiego dna, czy aby partner jest zaradny, troskliwy, czy potrafi zadbać o druga osobę, czy jest z nami szczery i czy potrafi nas kochać. Pragniemy prawdziwości i prawdziwych uczuć. Potrzebujemy czułości, zaangażowania, szczerości. Nie czarujmy się, nawet najbardziej imprezowa, głupiutka, wytapetowana i zrobiona dziewczyna - potrzebuje w mężczyźnie oparcia. Nie tylko seksu!

      Ja chcę aby mój mężczyzna był moim przyjacielem, nie tylko kochankiem.

11:43, lenka171
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 grudnia 2012
Niczyja.

      Mamy dzisiaj mroźny ale słoneczny dzień. W Warszawie na na 8 pietrze jest równe 0°, chociaż wiatr który przeszywa daje odczuć znacznie niższą temperaturę. Nastrój mam absolutnie obojętny, jestem totalnie rozkojarzona i nie moge sie skupić na pracy. To musi się zmienić. Ostatnie tygodnie doprowadzają mnie do szaleństwa, bardzo dużo sie dzieje i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mam nadzieje, że i tym razem czas wszystko pokaże.

      Z K. jest przyjemnie, choć wybitnie ostrożnie. Ani on ani ja nie podejmujemy działań z serii zdecydowanych. Po prostu kontynujemy znajomość a ja nie chce sie rozczarować więc postawiłam na swobodę, niech to żyje swim życiem. Nie jestem oczywiście bierna, ale czynnie spokojna. K. wydaje się fajnym facetem ale mimo wielkiej jego otwartości, wiem ze dostał po tyłku w zyciu wiec nie bedzie łatwe przekonać go do faktu, ze ''nie wszystkie są takie same''. Bedzei trudno, może nie... czas pokaże. Wstepnie dostałam od niego propozycje spędzenia Sylwestra w jego towarzystwie, ale mocno się nad tym zastanawiam. Nie chce tego tak popędzać, ale z drugiej storny jestem bardzo ciekawa jaki jest..

      W pracy troche sprawy sie pokomplikowały. Jakiś czas temu poproszono mnie o pomoc w inym Departamencie, zgodziłam się na okres dwóch miesięcy, okazało się, ze muszę pomóc im nieco dłużej, w bliżej nie określonej przyszłości. Troche mnie to rozstraja, bo chciałam wrócić do siebie, jednak wiem, że tamto miejsce już nie jest tak do końca moje. Czuje się taka troche ''niczyja'', balansuje pomiedzy jednym a drugim miejscem...

       Dzisiaj kolejna wizyta u stomatologa, wydałam już fortune na przygotowanie zębów do aparatu i mam nadzieje, że dzisiaj ostatecznie zakończę ten proces. W piątek najprawdopodobniej będe miała już robione odlewy i w styczniu wreszcie mój upragniony aparat na zęby. Ciągle zastanawiam się nad ceramicznym a metalowym. Ale to podpowie mi ortodonta na wizycie, na pewno zna sie lepiej niż ja.

Miłego popołudnia!

11:01, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
Miałam sen...

     ... o tym, żę ktoś mnie przytula, a ja odwzajemniam jego uścisk. Miał nagi tors, nie był umieśniony, ani chudy, w zasadzie był normalnej postury. Przytulał mni do siebie w ogromną czułością, we śnie musiałam byc kimś ważnym dla niego, czułam ogromna miłośc która przelewał na mnie. Do dzisiaj pamiętam jak jego ramiona otulały moje, mniejsze, tonełam w nich, zapadałam sie bez reszty i robiłam sie coraz mniejsza. To było takie niesamowite uczucie, że aż trudne do opisania. Unosiłam sie w powietrzu, żołądek zacisnął sie tak mocno że aż bolał, miałam zamknięte oczy i czułam jak każdy fragment mojego ciała reaguje. Jego dłonie przesuwały sie w uścisku aby objąc mnie jeszcze mocniej, ręce miał silne, dłonie mocno zbudowane. Byłam na wysokości jego szyji... Ze snu pamiętam jeszcze zapach, mocny, piżmowy - poznam ten zapach na kilometr, jest taki charakterystyczny. Będę szukała... wąchałą, będę czujna...

      Nie pamiętam jego twarzy, w moich snach rzadko kiedy pojawiają się twarze ludzi... sa anonimowi, ale są wspaniali. W senniku wyczytałam, że sny o przytulaniu świadczą o wrażliwości osoby której sie to śni, a jeśli ktoś nas przytul tzn. że czeka nas cos miłego, szczęscie.

      Przydałoby się. Mam wielka potrzebę przytulić sie do mężczyzny. Nic więcej nie robić, tylko przytulić. A teraz jestem śpiąca... sen mnie zmęczył.

13:48, lenka171
Link Dodaj komentarz »
Intensywnie.

      Weekend minął jak jeden dzień. Za nami mroźne, chłodne dni a tymczasem za oknem pada śnieg, mogliśmy się tego spodziewać. Piątek spędziłam dość spokojnie, bo u dentysty, nie była to przyjemna wizyta ale muszę przygotowac zęby na założenie aparatu. To jest teraz mój głowny cel który realizuję, choć nie ukrywam swoich obaw.

      W sobote straszna bieganina, klientka dla której byłam ostatnią szansą aby wykonać makijaż, doeceniła moje starania i zaklepałysmy termin ślubu. Byłam bardzo zadowolona z efektu, wysłucham jej potrzeb, jak na ogół sie maluje i co chciałaby na sobie widzieć. Po świetnym spotkaniu z klientą i spotkałam sie na szybki spacer z T. który jak zakładałam z góry okazał się kompletna klapą, jednak z moją intuicją jeszcze wszystko w porządku.. Na szczęście. Facet okazał się niedojrzałym ''chłopczykiem''. Potrzebuje od życia czegoś innego a ja tego dac mu nie chce, potrzebuje stabilności.

     Niedziela za to była bardzo przyjemna. Długo spałam co mi dobrze zrobiło, miałam jechać na fitness ale przez zaspanie niestety nie dałam rady. Pokręciłam sie po domu, nadrobiłam zaległości i zaczęłam sie szykować do wyjścia na spotkanie z K. Nie mogłam nic przełknąć, zwyczajnie żołądek odmawiał posłuszeństwa. Byc może to przez stres, byc może dlatego, że ostatnio nie mam apetytu. Wsiadłam w samochód przed 15.00 aby na 16.00 punktualnie być już w wyzanczonego punktu. Po raz pierwszy jechałam sama tą trasą samochodem, wiec przygotowałam wcześniej kierunek, okazał sie prosty więc nie musiałam sie martwić. Schody zaczeły sie z parkowaniem, nie przewidziałam że będą tam tak ciasne miejsca i tylu chętnych na jedno miejsce... a może to tylko takie głupie tłumaczenie, bo niestety w manewrach zawsze leżałam. Efekt? Biała kreska na prawym, tylnym nadkolu. Byłam przerażona! Moje pierwsze obtarcie od czasu otrzymania prawa jazdy. W końcu ten dzień musiał nastapić. Totalnie wyprowadziło mnie to z formy, musiałam pójść troche ochłonąć.

     K. okazał sie bardzo punktualnym facetem za co ma u mnie ogromnego plusa. Nie zawiodłam sie ani na spotkaniu, ani tym bardziej na nim. Jest klasycznym dżentelmenem z krwi i kości, trochę zwariowanym z wielkim poczuciem humoru. Tematów mielismy sporo, w zasadzie mocno skakaliśmy z jednego na inne tematy. Nie dał sie z nim nudzić. Dwugodzinna rozmowa przy pizzy i herbacie nie wystarczyła nam więc postanowilismy sie przenieść, wybralismy spacer na Starówkę. Wzięliśmy swoje samochody i wspólnie podjechalismy bliżej Old Town. Trafilismy świetnie, w sobote włączyli iluminacje na Krakowskim przedmieściu. tłum ludzi, totalny ścisk więc spacer trochę jak na bazarku, pełen przepychanek ale szybko ulotniliśmy sie z najbardziej zatłoczonego miejsca. Chodzilismy dość długo ulicami Warszawy, chłód nam nie doskwierał bo zaopatrzylismy się w grube rekawiczki i szliki. K. jest facetem po kilkultenim związku który rozpadł sie z winy kobiety kiedy to K. postanowił ugotowac coś fajnego na wieczór, zrobic tym samym niespodziankę. Zdrada, perfidna zdrada którą doświadczył widząc swoją dziewczyne w niecodziennej pozycji z obcym facetem nie jest zbyt szczęsliwym zakończeniem. Ogólnie - bardzo pozytywny facet, wywarlismy na sobie dobre wrażenie. Jednak... po zaniżonym poczuciu wartosci spowodowanym długoletnim związkiem z Marcinem mam pewne obawy, czy aby K. to ''ranga'' dla mnie. Jego status społeczny jest znacznie wyższy niz mój, pieniądze mnie nie interesują, nie obchodzi mnie to, że ma kilka samochodów, własną firmę i stac go na to na co ja musiałabym ''chwilkę'' odkładać. K. nie szczyci się swoimi pieniędzmi, uważa je jako rzecz nabyta, jednak nie chciałabym być postrzegana z perspektywy - ''trafiło jej się'' więc... Mam dystans do tego, zobaczymy jak rozwinie się znajomość. Jedno jest pewne, zaciekawił mnie sobą...zaintrygował i chętnie spotkam sie z nim jeszcze raz.

10:01, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 listopada 2012
Może to ten obok.

      Nie wiem jakim cudem, ale mamy juz piątek i ogromnie z tego powodu się cieszę. Tydzień zleciał tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy, za dużo wrażeń jak na te kilka dni i jestem troche za bardzo pobudzona, nabuzowana. Za bardzo wszystkim sie przejmuję, nie powinnam brac do siebie wielu spraw, przecież ludzi jest miliony i nie każdemu musimy sie podobać, nie każdego musimy lubić, kochac i wielbić go... Widocznie to co było za mną nie było warte zachodu, starania sie i trzeba to oddzielic gruba kreską. Czas pokaże. Czas zawsze jest najlepszy na wszystko.

     Weekend szykuje mi się bardzo intensywny, muszę nabrac weny o w sobote mam klientke na próbny makijaż, wiec dzisiejszy wieczór spędze w gazetach i portalach w poszukiwaiu inspiracji. Potem spacer z T. który mam nadzieje zakończy sie dość szybko, bo mój obecny stan ducha nie należy do tych romantycznych, podniosłych a na to wygląda, że T. odbiera różne bodźce nazbyt intensywnie. W niedziele fitness z samego rana, musze troche poćwiczyc boczki aby wysmuklic talię no i nogi oczywiście, może skocze na basen jesli mi czas pozwoli. Wieczór niedzielny zapowiada się rownież ciekawie, spotykam się z K. i jestem ogromnie ciekawa tej osoby, zaimponował mi swoja naturalnością i...szybkością w działaniu. Ma świetne podejście do zycia, poczucie humoru i dobrze mi sie z nim rozmawia. To chyba jedyny facet w ostanim okresie który nie powiedział banalnego zdania: 'Masz piękne oczy i uśmiech' - ach, wysilcie sie troszkę. K. powtarza, że jestem bardzo pozytywna! Coś nowego.

     Mam ogromny dylemat Sylwestrowy, wyjątkowo w tym roku wiem gdzie go spędze już teraz, a nawet listopad się nie skończył. Dylematem jest towarzystwo jakie tam będzie, osoby który nigdy nie powinny sie spotkać spotkają się... Jak zrobić żeby nikt nie był poszkodowany? Muszę to dobrze rozegrać, bo świat sie zawali i to dopiero będzie koniec świata o którym tak trąbia od kilku ładnych miesiecy!

Tymczasem! Dzisiaj mam dobry nastrój, walczę od rana żeby nikt go nie popsuł :-)

 

10:26, lenka171
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 listopada 2012
Popatrz na mnie teraz... nie potem...

     Życie weryfikuje z kim będziesz szła przez świat, kto odznaczy swój slad stopy na dlużej a co wiatr rozmyje. Ostatnimi czasy jestem wyjątkowo wrażliwa, nadto romantyczna, byc może to ta aura która mnie otacza. Poznałam paru ludzi, którzy wniesli w moje życie troche spokoju, ładu i składu, inni dali troche szaleństwa, zapomnienia, mocnych wrażeń. Dzisiaj juz tego nie chce. Dzisiaj chcę sie upajać spokojem, realizowac to co jeszcze nie skończone, zyć dniem dzisiejszym i nie sięgac do worka z przeszłości. Dziś, liczy sie tylko dziś. Nie chcę juz planować, moje górnolotne marzenia nie sa juz teraz na miejscu...

     Bardzo potrzebuje słońca. Mojej energii do życia, mojego napędu, mojego paliwa... mojego życia. Słońce daje mi to czego nie da mi najlepszy orgazm, najpiękniejszy komplement, najczulszy dotyk... Słońce jest mi potrzebne jak powietrze.

Jeden z nowo poznanych mężczyzn zapytał mnie jaki musi być mój partner. Odpowiedziałam:

      Mężczyzna moich marzeń zwyczajnie musi mieć to coś, to coś co nie pozwoli mi zasnąć wieczorem zanim nie powiem mu dobranoc, to coś co nie pozwoli mi sie skupić na czynnościach dnia codziennego. Chcę czuć się szczęśliwa przy nim, odrobinę tak jakbym zazyła coś niedozwolonego. Pragnę akceptacji, nie chcę dzielic życia z kims kto nie będzie rozumiał moic potrzeb, moich zainteresowań. Możesz stać z boku i tylko sie przyglądać, ale nigdy nie krytykuj, nie wyśmiewaj, nie krzyw się... Zaangażowania, abym zawsze czuła sie ważna, kochana, abym nigdy nie musiała płakać przez Ciebie z bólu... Szacunku i do mnie jako do kobiety i Twojej żony, jestem jednak płcią przeciwną i trochę inne mamy podejście do życia. Uwielbiam dostawac kwiaty...pamiętac ważne daty...obchodzić rocznice... Chciałabym aby mój partner pamiętał o takich prozaicznych, ale istotnych rzeczach bo to nasza historia, nasze życie. Cóż moge jeszcze potrzebować? Twojego ramienia, Twojego oparcia... Twojej bezgranicznej miłości abym nigdy nie wątpiła w Ciebie. Przede wszystkim potrzebuje bezpieczeństwa i Twojej ''waleczności'' - kiedy coś sie psuje naprawmy to, nie rezygnujmy z tego, nie rezygnujmy z nas.  Uwielbiam czuć sie potrzebna, więc chciałabym aby partner mówił mi o swoich uczuciach, czasem pomilczał ze mną, potrzymał za ręke. Chce byc dla niego ostoja w te gorsze dni i motorem aby chciał wstawać rano. Chcę być zwyczajnie ''pijana'' z miłości...i chcę Cie upić tą miłością mój przyszły mężu...

10:06, lenka171
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2012
'Mała Gapa' i 'Drętwy Fiut'

     Jak to przeczytałam, pomyslałam sobie o tym jakbym chciała aby Marcin tak kiedys pomyślał. Dziwne, ale prawdziwe. Piekny, ale mocny przekaz. Męskie spojrzenie na to co siedzi w głowach facetów i jak łatwo teraźniejszość zamienić w przeszłość. Jak prosto zamknąć temat a potem tego żałować przez reszte życia. WARTO przeczytać, bo to historia prawdziwa...! Miłej lektury.

HISTORIA PRAWDZIWA

     ''Dlaczego chcę Wam odpowiedzieć jak straciłem kobietę marzeń? Po to żebyście się mogli ze mnie pośmiać. Tylko bez litości, proszę. Literatem też nie jestem, więc wybaczcie brak patosu.

     Każdy miał w życiu taki moment, kiedy mówił sobie 'Boże daj mi kobietę, a zrobię wszystko aby była najszczęśliwszą osobą na świecie'. Kurwa, jakie było moje zdziwienie kiedy to Pan zesłał mi pi...ękną niewiastę imieniem Zuzanna. Nie mogę powiedzieć, że to był ideał, bo nie był. Normalna, atrakcyjna i mądra kobieta. Taka do kochania, paplania o starości z wnukami i niedzielnych obiadkach u mamusi. Nie było niczego romantycznego w naszym poznaniu, nie było grzmotów z nieba, jej włosów nie rozwiewał wiatr w efekcie slow motion, nie uratowałem jej z rąk oprawcy, ani takie tam. Potrąciłem ją samochodem. Spieszyłem się, cofałem, ona jechała rowerem... Bum! i zderzak do wymiany (500zł!). Jej na szczęście nic się nie stało, a ja, jako godny reprezentant rasy męskiej, postanowiłem odkupić jej rower (950 zł!).

     Kiedy podawałem ekspedientce kartę, w celu uregulowania rachunku, przeszedł mnie dziwny dreszcz zmieszany z kłuciem w przeponie. Najpierw myślałem, że to dlatego, że 950 zł wsadzam, jak to się mówi na śląsku ' kozie w dupę', jednak... Zrozumiałem, że zwyczajnie jestem głodny! Więc, niespecjalnie licząc na wyraz chęci, zabrałem Zuzannę na jedzenie. Poszliśmy w trójkę. Ja, ona i jebany rower, który ktoś ukradł spod knajpy, kiedy to moje serce zaczynało szybciej bić dla niej.

     Siedziała przede mną mała gapa o niebieskich oczach, w grzywce zachodzącej na oczy, która uśmiechała się głupkowato opowiadając jakieś pierdoły. Jakież było moje zdziwienie kiedy uświadomiłem sobie, że jest w niej coś fajnego. Nie mówię tu tylko o cyckach, chociaż nie powiem, że fajnie dopełniały jej wygląd.

     Pierwszy szok przeżyłem wieczorem tego samego dnia. Była to mieszanka piwa, żalu po skradzionym rowerze, obraz jej sukienki i twarzy. W celu rozładowania napięcia postanowiłem włączyć sobie film z kategorii sensual porn. Kurwa, no nikt mi nie powie, że ogląda to po to, żeby poszukać aspiracji do wystroju wnętrz. Nie wiem jak wy, ale ja to wyobrażam sobie pannę na filmiku jakoby mnie dosiadała. I tu przeżyłem drugi szok - te wszystkie gwiazdki nagle miały brzydkie, obleśne mordy. Ani mi, ani Trollowi, bo tak nazywam moje serce i rozum te panny nie przypadły do gustu. Wtedy zrozumiałem, że wyobrażać sobie, a posiadać to zajebista różnica. I wstyd mi jak chuj, ale Zuzię chciałem posiadać. Na początku tylko jednorazowo. Zadzwoniłem żeby zaprosić ją na przysłowiowego drinka. Gadaliśmy dobre trzy godziny przez telefon. Od planów na przyszłość, przez to jakie przyjebane jest pranie w orzechach, po ulubione kolory i alergie. No istne pierdolenie. Słuchałem o jej uczuleniu na mleko i śliwki, a Trollowi bardzo podobały się przekazywane przez nią informacje. Spotkaliśmy się następnego dnia.

     Przez 9 miesięcy zachwycało mnie jej nieidealne ciało, sterczący tyłek i asymetryczne cycki. Oszalałem, ona zresztą też. Kurwa, no było cudownie. Na prawdę w pewnym momencie czułem, że dostałem to czego mi w życiu szczerze brakowało. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Myślałem o niej nieustannie. Przynosiłem małe bukieciki polnych kwiatów (do 10 zł i nie droższe) kupowane od jakiś babć co to rozsiadają się na chodnikach jakby były ich własnością. Dotykałem jej włosów, całowałem nos, drapałem po brzuchu i plecach, nosiłem na rękach, przygotowywałem kolacje niespodzianki i relaksacyjne kąpiele. Zapomniałem jeszcze o wielogodzinnym łażeniu po0 sklepach i masowaniu jej wśród świec. Zuza nigdy nie była panną, która czegoś wymagała. Zawsze cieszyło ją wspólne spędzanie czasu razem, po prostu. Była dobra i kochana. Gotowała mi i prała moje jebiące skarpety, tak, że pachniały kwiatkami. Do tego łóżko. Jak to się mówi- miała temperament i potencjał, który doprowadzał mnie do szaleństwa.

     Któregoś dnia pojechałem do mamy po gołąbki, wtedy miał miejsce kluczowy moment w moim życiu. Doszedłem do wniosku, że ta kobieta będzie matką moich dzieci. Powiedziałem jej o tym jak tylko wróciłem do domu. Kurwa, nigdy nie widziałem tak szczęśliwej kobiety. Stała przy garach w jakiejś pogniecionej koszulce i moich bokserkach, z ziemniakiem w ręku i płakała wzruszona. O rzesz kurwa ile wtedy padło pięknych słów! Czułem się na prawdę szczęśliwy i zajebisty do granic możliwości. Moi kumple mieli przygodne panny, a obok mnie śpi kobieta z którą chcę być do końca życia. Wszyscy którzy idą przez życie z kobietami marzeń wiedzą o czym mówię, i nie ma w tym żadnego pierdolenia. Ci, którzy jeszcze nie doświadczyli tego uczucia, mają ten zajebisty moment przed sobą. Dobrze zapamiętajcie tą chwilę, ponieważ TAKIE COŚ czuje się tylko jeden jedyny kurwa raz w życiu. Normalnie eldorado, orgazm, milion w totka i takie tam inne. A jeszcze jak kobieta chce tego samego. No w dzisiejszych czasach trzeba to docenić i zrobić wszystko żeby nie odjebało.

     Bo właśnie mi odjebało. Nie wiem kurwa co ja sobie myślałem, ale jakoś wydawało mi się, że skoro już wszystko ustaliliśmy, w sensie, że mamy wybrane imiona dla dzieci, meble do kuchni i wiemy, że chcemy być ze sobą do końca świata, to wszystko jest zajebiście. Tylko, że nagle panny z pornoli już nie miały obleśnych mord, nieidealne ciało stało się po prostu ciałem, babcie w chustkach okupujące krawężniki były babciami w chustach okupującymi krawężniki. Kąpiele zamieniłem na szybkie prysznice, a spacery na siedzenie przed telewizorem. Gdzieś się kurwa pochowały namiętności, skoro pralka znów spełniała w domu tylko funkcję pralki, a program wirowania miał za zadanie dobrze odwirować moje gacie.

     I tu kurwa muszę przyznać się do tego jakimi drętwym fiutem byłem, bo Zuza nie odpuszczała. Ona przejęła moją funkcję rozpieszczyciela. To ona gotowała pyszne obiadki, smaczne kolacyjki, przechadzała się w majtkach od rana do wieczora, całowała, głaskała, no kurwa odpowiedziany, zakochany facet tylko z cyckami. Zaczęły się kłótnie, płacz, awantury i trzaskanie drzwiami. Ja mówiłem, że ona mnie nie słucha, ona, że nic do mnie nie dociera. Kłóciliśmy się, godziliśmy i tak kurwa 16 razy. 16 jebanych razy mnie zostawiła i 16 razy do mnie wracała. Ja obiecywałem, a i tak jakoś mi się nie chciało. Wiedziałem, że i tak wróci. Nie musiałem jej rozumieć, bo miałem pewność, że tak będzie.

      Pewnego kurwa pięknego dnia, Zuza też przestała się starać. To było równy rok temu. Wróciłem do domu, siedziała na kanapie, spakowana w walizki z doniczką z kasztankiem na kolanach. Kasztanek to była maksymalnie przedszkolna sytuacja, a teraz to moje najmilsze wspomnienie po związku. Założyliśmy się kiedyś, że ona wyhoduje drzewo z owoca kasztana, ona będzie o nie dbała, a ja je zasadzę jak Zuza urodzi mi syna. Kasztanek rósł sobie w kuchni na parapecie i jako jedyny nie dawał za wygraną.

     Spojrzała na mnie tymi swoimi zapłakanymi ślipiami i powiedziała, że jej też już jest wszystko jedno. Przyznam, że nie byłem na to przygotowany. Lubiłem te nasze kłótnie i późniejsze godzenie się, lubiłem ją zapłakaną i taką kurwa bezbronną.

      Po Zuzie ratowałem się jakimiś kobietami, ale to były tylko kolejne kamienie, które za każdym razem dowiązywałem sobie do nogi. Nagle kurwa znów jej ciało było nieidealnym, ale najlepszym na świecie, tańce w moich majtkach w kuchni najseksowniejszymi ruchami na świecie, a drugiej takiej grzywki wpadającej w oczy nie ma żadna kobieta.

      Od roku tęsknię za nią codziennie. Od 11.06.br ze zdwojoną siłą, ponieważ właśnie tego dnia dowiedziałem się od swojej matki, że Zuza wyszła za mąż.

      Dbajcie o swoje kobiety. Nigdy nie myślcie, że zdobyliście je w całości i na zawsze. Nie ma ' na zawsze'. Każdego dnia jest na dziś. ''

13:06, lenka171
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 listopada 2012
Gorączka sobotniej nocy!

     ''Kiedy jestem blisko Ciebie, w głowie mam same niemądre rzeczy...''

      Stwierdzam jednoznacznie, bez przekory, całkowicie świadomie i trzeźwo, że alkohol nie jest dla mnie ! Po sobotnim wieczorze z przyjaciółmi ciągle czuje skutki moich tanców, wygibasów, upadków a noga którą sobie uszkodziłam kilka lat temu dala sie we znaki również tym razem. Wieczór zaczął się przyjemnie, od lapmki wina koło 17.00, nic nie zapowiadało katastrofy alkoholowej i szczerze powiem, że chyba nawet lepiej bawiłabym sie bez trunku.

      Jedna lampka, druga lampka aż tu nagle zobaczyłam dno butelki. No dobra, wypiłam cała butelkę wina ale kompletnie nic mi nie jest, może szerzej sie uśmiecham... Co tu robić? Dzisiaj chce sie upić! Miałam nieodparta ochote upicia się ale nie do nieprzytomności czy też do momentu urwania filmu. Chciałam sie zdrowo upić aby nie myslec choć na chwilę o tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnim tygodniu. Gospodarz domu widział, że czegoś brakowało gościom i otworzył koło godziny 19 cudna grejpfrutówkę która niebiańsko spływała po gardle aż do żołądka, nie podrazniała ale zdecydowanie pobudzała moje kubki smakowe. Mimo pyszności na stole które konsumowalismy na początku po wypiciu takiej wódki nie potrzebowałam nic więcej do szczęscia. Zaczęło sie, głosna muzyka szumiała w uszach a nogi same porywały do tanca, wiedziałam że tu nie musze sie niczego krępować i zaczęłysmy z dziewczynami szaleć na miekkiem dywanie podskakując, wijąc sie erotycznie do muzyki. Zaciągnęłam męża Drzyzgi do tańca, nie protestował kiedy wszystkie zaczełysmy sie bawic z nim a żonka grzecznie siedziała na kanapie ze wzgledu na jej stan a mianowicie ciąże. Dała nam przyzwolenie rzucając porozumiewacze spojrzenie. W pewnym momencie film gdzieś się zamazał, pamiętam że leżałam na podłodze i sie wygłupiałam, potem gdzies usiadłam, wychodzilam często dośc na zewnątrz. Tego dnia nawet zapaliłam co nie zdarza mi się, ale wtedy miałam ogromną potrzebe poczucia tego drapiącego dymku!

      Zapytacie: Gdzie w tym wszystkim katastrofa? Otóż kiedy mały nienarodzony bobas Drzyzgi postanowił dokopac mamusi za te nocne eskapady, wspólnie z mężem postanowili że wracamy a że ja piłam i nie byłam dzisiaj kierowca więc nie miałam wyjścia. Kiedy dojechalismy na miejsce, wychodząc z samochodu przeszłam jeszcze pare kroków po czym wyrżnęłam jak długa na ziemii. Efekt to ogromnej wielkości krwiak ze strupami na kolanie, opuchlizna i przerózne kolory świata na mojej nodze. Boli przeokropnie! Pechowa noga! Trzeba przecierpieć i udac że wszystko ok, w biurze zakładam ciemne rajstopy, mocno kryjące aby zakryc TO COŚ, lekko kuśtykam na swoich 13cm szpilkach ale cóż. Biuro wymaga. 

       Jakby tego było mało, pod wypływem alkoholu i mojej niesamowitej otwartości po spożyciu trunku wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam pisać sms, wybierac rózne numery. Pech chciał, że trafiłam na numer Szymona i mojego EX. Ups...

''Ten sam błąd popełniony drugi raz juz nie jest błedem... To jest wybór''

09:20, lenka171
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 listopada 2012
Bez happy endu.

      Bajki mają to do siebie, że szybko się kończą. Ładnie wyglądają, mają ładną oprawę, ładnych bohaterów. Większość bajek kończy się szczęśliwym zakończeniem. Moja bajka również była szybka, jednak zakończenia nie miała wcale takiego szczęśliwego.

      Dzisiaj nie jestem w formie, zastanawiam się czy to przez wczorajsze wino ktore jeszcze dzisiaj kołuje w mojej głowie czy przez tęsknotę za miłością. Strasznie potrzebuje męskiego ramienia i czułości jaką dają tylko słowa wypowiadane przez mężczyzne, tego jedynego, ukochanego. Był nim Marcin... którego podświadomie dalej kocham, trochę inną miłością, ale kocham go bardzo. Miał być nim Szymon który zauroczył mnie strasznie, a ja zawiedziona miłością kobieta tak bardzo łaknąca komplementów i uznania dałam się złapać w sidła faceta z kategorii 'myśliciel wybredny'. Jestem podłamana tym, jak faceci manipulują nami - biednymi kobietami, a my jak głupie nastolatki łykamy przynętę. Dlaczego? Bo tego tak strasznie potrzebujemy.

      Jestem rozczarowana Szymonem. Jego ucieczką, jego brakiem męstwa, jego tchórzostwem. Jestem jak zranione zwierze... dzisiaj się trochę poużalam nad sobą, dzisiaj bardzo potrzebuje przytulenia. Potrzebuję Ciebie. W takich chwilach chce wracać do Marcina, mojego sprawdzonego, ukochanego bez przyszłości Marcina... NIE MOGĘ.

     Pragnę kochać. Mam ogromną potrzebę kochania. Wybuchnę. Zapłaczę jeszcze raz, policzę do dziesięciu i zacznę życie od nowa. Jutro znowu będę się sztucznie uśmiechać i udawać że u mnie wszystko w porządku a dzisiaj pozwole jeszcze mojemu sercu pokrwawić...

 

''Przeminęło z wiatrem, uleciało z żartem, no i co? Śmieje się jak śmiałam, placzę jak płakałam, razy sto. Światło w moim oknie czyjś rysuje portret, już nie Twój... Inny mam nadzieje, że z nim świat podzielę, swój..''

Anna Jantar - Dzień bez happy endu

21:15, lenka171
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 listopada 2012
Polubiłam Jego obecność.

 'To co przychodzi nam zbyt łatwo w życiu nie jest przez nas doceniane'

      Mimo, że tak nie znamy, mało o sobie wiemy, parę razy sie widzielismy, kilkanaście godzin przegadaliśmy, większość usłyszeliśmy a reszte dopowiedzielismy...zdażyłam polubić Twoja obecność...

    Wiem, że uwielbiasz gorąca hebratę z sokiem malinowym, a kawę pijasz niezwykle rzadko., jeśli już po nia sięgniesz - musi byc mocna z dodatkiem zimnego mleka. Lubisz szybka jazdę ale małe samochody i nie przwyiązujesz wagi do rzeczy. Jestes praktyczny i nie lubisz przesadzać. Metroseksualni faceci Cię odrzucaja i doprowadzają do szaleństwa a wypudrowane przesadnie kobiety traktujesz jak powietrze. Przyzywczajasz sie do dobrego i rzadko chodzisz spać przed północą. Masz specyficzne poczucie humoru i uwielbiasz sie śmiać. Twoje ulubione piwo to Heineken i tylko z butelki. Lubisz jedno kino, a w kinie tylko komedie. Słuchasz Dżemu a 'Whisky moja żono' nucisz w samochodzie... Jesteś szczery aż do bólu. Masz przyjaciela od wieków którego nazywasz swoim KOCHANKIEM i przeszłość za sobą która pozostawiła piętno na Twoim życiu. Nie lubisz jak ktos Ci wchodzi w słowo, drażnią Cie błache sprawy i irytuje głupota ludzka. Bywasz nerwowy i nie lubisz zmian. Często uciekasz aby uniknac kłopotów co nie świadczy o tym że jesteś tchórzem... wynika to z Twojej osobowości. Na pozór wydajesz sie grońny: wysoki, barczysty facet z łysą głową - jednak troska i czułość to Twoje domeny życiowe. Jesteś kucharzem i wielkim krytykiem kulinarnym. W domu nie gotujesz, wystarczy, że w pracy to robisz. Masz wiele tajemnic, które chętnie odkryje... 

      Wiem o nim tak niewiele, zaledwie kropla w morzu.  

''To troche dziwne. Myślę o Tobie, ale nie wzdycham. Przyciągasz mnie, ale nie jestes ideałem. Mimo to, szaleję na sama myśl, że możesz być z kimś innym'

09:27, lenka171
Link Komentarze (1) »