...Bo kobieta dostrzega kolory, a mężczyzna przy niej jest daltonistą...
RSS
wtorek, 31 października 2006
Jesteś przebudzeniem porannym, w ostatniej minucie snu skradzionej Mofreuszowi...

Większość facetów uwaza, że jak zdobyło sie dziewczyne to nie trzeba sie o nia starać... a to bład, kobieta musiby byc adorowana, kochana, obsypywana komplementami... jednak teraz nie łatwo o faceta o którym mozna mówić z czystym sumieniem - ideał! Dla nas facet powinien umiec kochać tak jak jeszcze nikt, powinien mówic że jestesmy piekne i jedyne w swoim rodzaju (oczywiscie szczerze), że mamy najpiekniejsze oczy, że cudownie sie poruszamy, facetom powinismy sie podobac nawet bez makijazu, jak wstaniemy po nieprzespanej nocy, po ciezkim dniu całkowicie padnieta i nie wygladajaca zbyt świerzo... tak powinno być! Jednak nie wiele jest tkaich przypakdów, kóre spełniaja nasze oczekiwania. My wiele nie wymagamy, jedynie odrobine czułosci i romantyzmu, to niewiele prawda?;) Co prawda teraz łatwiej zdobyc faceta - przyjaciela... z którym mozna sie świetnie bawic, można mu zaufac i zwierzyc, ale równiez przyzyc z nim cudowne chwile bardziej podniecajace ;) Jak byłysmy małe kazda z nas marzyla o ksieciu z bajki, na białym rumaku... teraz marzymy o człowieku - męzczyźnie, który bedzie naszym oparciem, bedzie nas kochał i tylko nas! Nie to, ze jestesmy egoistkami, ze nie chcemy sie dzielić ;) Ale pragniemy cos miec tylko dla siebie - miłość! A facet jest ostatnia "rzeczą" jaką chcielibysmy sie dzielić ;)

Coraz krótszy staje dzień...robi sie ciemno jeszcze szybciej niz dotychczas co nie sprzyja dobrej atmosferze, jednak dzisiaj mam dobyr nastrój... A odbiegając teraz troche od tematu to moze opowiem wam o moim jakże cudownym dniu...WTOREK! niby nic szczegolnego, rano pobudka, ledwo zwolokłam sie z moje cieplutkiego łózeczka, zjadłam szybkie sniadania, napiłam sie kawy i poszłam do łazienki, jak zawsze sie pomalowac - pojechałam. Pierwsza lekcja - matematyka... poprawa, całkiem nieźle mi poszła, co mnie zdziwiło, licze na to, ze poprawie. Potem kilka godizn wolnego i polski - krotka analiza wiersza i powedrowałam na przystanek... Tam nic szczegolnego, kilka dzieciaków biegało dookoła mnie, jakis facet źle zaparkowal i darł sie, ze nie moze wyjechac, inny chciał wyjechac ale nie mógł... ;) Jakas kwiaciarka darała sie na cały parking "KWIATY! KWIATY!" no i nareszcie mój autobu... wsiadłam i otworzylam gazete - typowo kobieca ;) Przeczytałam kilka artykułów i ani sie obejrzałam a byłam juz u siebie... wsiadłam na rower i pojechałam do lekarza... a ten? Nawet mnie nie zbadał... wpisał co trzeba do karty i podziekwoał mi... z tego wyszło ze jestem zdrowa jak rybna, a nie jestem! No cóz, darowałam sobie bo i ja sie spieszylam. Teraz wróciłam do domu zjadłam obiad i teraz siedze w wygodnym krzesle z kubkiem kawy i pisze tą notkę... Lbie tak usiaść w wygodnych ciuchach, nie amrtwic sie czy ktos mnie zobaczy, że musze jakos wygladac. Siedze i beztrosko pije kawe. Nie zabieram sie do ksiazek dzisiaj, bo jutro mam wolne i chce troche sobie odpuścić :) Mmm... przyjemnie...

Jeśli mi powiesz kiedyś,

Po coś mnie tak bardzo pokochał,

Powiem: spytaj liści jesiennych.

Czemu nagle spadając z wysoka,

Szybują wiatrem niesione,

I szukają, gdzie dziewczyna o brązowych oczach.

Powiem: spytaj wina czerwonego,

Które szuka ust o barwie swojego odbicia,

By móc rozlać ciepło, gdy w oczach chłód.

Powiem: nie pytaj. Spójrz! DLATEGO!

16:10, lenka171
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 października 2006
Dość...

Ostatnio wiele sie mówi o przemoicy w gimnazjum, ale niestety na rozmowach sie kończy. Po tej tragedii w Gdańsku na kazdym programie nie mówią o niczym wiecej jak o Ani i wypadkach w gimnazjum... Czy musi stac sie jakaś tragedia, zeby rząd podjął jakieś kroki? Nie bede komentowała, bo pewnie juz wystarczająco sie nasłuchaliscie debat na ten temat.

Jestem juz zmęczona tym wszystkim... za duzo sie dzieje, a ja nie potrafie tego ogarnąć, nie jestem chyba przyzywczajonego do tak szybkiego trybu życia... nauka, nauka i jeszcze raz nauka... Mało czasu na odpoczynek, juz trzeci weekend z koleji mam zawalony nauka, wyjazdami itp. Ciągle cos sie dzieje, a ja chciałabym troche odpocząc, najchetniej wyjechać... moim marzeniem pod koniec dnia jest łózko, sen, połozyc sie i przestać o wszystkim mysleć... Tej nocy zmienilismy czas wiec dzisiaj pozwoliłam sobie dłuzej pospać... dobrze mi to zrobiło, ale od południa ucze sie cały czas biologi... i niemieckiego... troche ciezko mi sie teraz uczy, szczegolnie ze zrobiło sie juz ciemno i moje oczy oczekuja snu... Wczoraj cały dzień spedziłam w Warszawie, a piatek był dla mnie dniem koszmarnym i nie chciałabym przezywac go jeszcze raz... załamałam sie i nie wiedzialam co mam zrobic... Jak sie coś wali, to wszytsko po koleji... A do tego ta zupełna obojetność ludzi z którymi przebywam na codizen, nawet Tomek... niby nam sie układa, ale jest monotonnie, nie okazuje mi uczuc, wszytsko wydaje sie juz takie mechaniczne, dzień jak codzien, nie ma emocji, nie jest tak jak keidys, tesknie za nim bo to normalne, momentami jest cudownie, jednak juz wczoraj mu powiedzialam że jest jaki jest i niestety nie zmienie go, wiec bede musiała sie przyzwyczaic, chociaż... juz sie przyzwyczaiłam, a tylko czasami jest mi z tym źle... Miałam sen, który juz sie powtarza... dziwne uczucie budzac sie rano z myslą, że to był tylko sen... że wszystko jest dobrze...

Chyba to moja wina... opadam juz z sił...

17:59, lenka171
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 października 2006
Przeszłość nas kształtuje....
Dzisiaj nie bedzie rozczulajacych tesktów, bo i tak tego niek nie czyta pomijając kilka osob, wanzyhc dla mnie i tych mniej waznych. Dzisiejsza notaka bedzie całkowicie neutralna, a to dlatego ze jestem wściekła... po jednej stronie mam kawe, a po drugiej trzymam myszke i pisze na klawiaturze... i tak wyglada relaks o tej porze dnia i roku... idzie zima, jest coraz chłodniej i troche mnie to męczy, a co mam powiedziec za kilka tygodni kiedy spadnie pierwszy snieg? Własciwie ostatnio zima dobrze mi sie kojarzy, szczegolnie wieczory... bo wlasnie zeszłej zimy spotkałam Tomka... no ale miało nie być rozczulająca wiec nie bedzie ;) Lubie jak jest wieczór, i pada delikatny snieg, przypomina mi sie wtedy jak spotykalismy sie kiedys z dziewczynbami co piatek w tym samym miejscu i rozmawiałysmy o wszystkim i o niczym... szczerze brakuje mi tego. Zaczeła sie praca i studia, a u mnie amtura... wiec nie ma nawet czasu spotkac sie od czasu do czasu w tym samym składzie.... nie mówiłam jeszcze że w piatek wpadł mój partner do studnióki, czyli Łukasz we własnej osob, z Robertem i Wojtkiem... wlasciwie niewiele sie dowiedzialam, niewiele tez gadalismy, bo szybko sie zmyli, a i jakos tematu nie było do rozmów... jednak i tak sie ciesze co do tej studniówki, troche sie martwie nad tą suknia, nad sama uroczystoscia, bo sporo jest do zrobienia, niestety nasza klasa ma tzw ECHO, czyli parodia nauczycieli i sytuacji ech... jeszcze mi tego brakowało? Wracając do chłopakow, to kilka godizn przed spotkaniem z nimi była u mnie Kamila... i rozmwiałysmy wlasnie o chłopakach i okresie keidy bylismy młodziutkimi 13stkami ;) Wtedy to było dla nas coś bardzo waznego jak chłopak spojrzał sie na nas, pojawiał sie wtedy przyjemny rumieniec na twarzy, pisałysmy pamietniki i rózne tego typu rzeczy... A Robert? Robert był moja miłości od 1 klasy gimn. Wiele przykrych sytuacji z tego wyszłio, ale wtedy wydawało sie nam ze jestesmy takie dorosłe... ech, dziecięce marzenia. Teraz dopiero mozemy w pełni twierdzic ze dopiero dojrzewamy... W ogole musze zauwazyc pewną prawidłowość... kiedys 13stki były bardzo spokojnymi dziewczyny teraz nazywamy je "gorącymi 13stkami" - niestety... dziewczyny juz od najmłodszych lat chca pokazac że sa cudowne i seksowne, a potem to sie na nich odbija... Swoja droga mówie jakbym nie wiem ile lat miala ;) Ale cóz... nie ma tak łatwo. Niby mam beznadziejny humor, jednak z drugiej strony jest całkiem przyjemnie... :) Troche martwie sie matura jak zwykle i bede martwic sie o to az do dnia zobaczenia wyników... ;)
16:42, lenka171
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2006
"...nad przepaścią tańcz..."

Czesto nie dostrzegamy rzeczy które moga nam sprawiac przyjemnośc, i moga nas cieszyc, a to tylko dlatego że sa niewielkie, że wydaje nam sie ze nic nie znaczą. Jednak czasem warto spojrzec na to z innej perspektywy. Dla wiekszości z nas słowa "Kocham Cie" stały sie rzeczą normalna, jstesmy w stałym zwiazku, od czasu do czasu powiemy sobie że sie kochamy nawzajem, i wszytsko jest pieknie, jednak... nie dostrzegamy wartości tych słow, które przeciez tak wiele znaczą. Dla niektórych zwykły sms z miłym słowem nic nie znaczy, bo cóż to jest? Zwykłe literki wystukane na klawiaturze telefonu... na nielicznych jest to wazniejsze nic całe rozmowa... dla mnie np. kilka słow, zwykły sms, jest bardzo wiele warto, bo tak utrzymuje kontakt z moim ukochanym, tak wyznajemy sobie co czujemy w danyej chwili, tak piszemy czego potrzebujemy, tak marzymy i fantazjujemy... niby nic, a jednak. Do czego zmierzam? ludzie którzy mają wszystko na wyciągniecię ręki wydaje im sie, że nie potrzebuja nic wiecej, że wszytsko juz maja, prace, miłośc, dom, rodzine.... inni musza o to walczyc, zmagac sie z przeciwnościami losu... a to tylko po to żeby być szczęsliwym! Ci ktorzy nie doceniaja słów tak waznych, ale juz tak zniszczonych nie sa ich warci... Trzeba nauczyc sie cieszyc drobiazgami! nauczyc sie być a nie mieć! Jestem jeszcze młoda, bo mam dopiero 18 lat, jednak mimo wieku jestem zakochana... dzisiaj szybciej ludzie sie zakochuja, szybciej odkochują. Chciałabym za kilkanascie lat spojrzec mojemu męzowi w oczy i otwarcie powiedziec że jest cudownym męzem i nie żałuje ani jednej chwili z nim, że go kocham i nigdy nie opuszcze. Różnie w zyciu bywa,tnasłzo mnie na takie przemyslenia po tym ślubie Adama i Ewy. byli ze soba bardzo dlugo, i w koncu zdecydowali sie na ślub, jednak może odwlekanie tego slubu było niepotrzebne, bo na uroczystosci nie było widac tej miłości... było wszytsko dopiete na ostatni guzik, jednak wsyztsko odbywało sie zbyt mechanicznie, nie było czasu na usmeichy i na słowa które powinny sie pojawiac w tym dniu jak najczesciej. Ech... pomysleć że wkrótce czas rozpoczac dorosłe życie, na własny rachunek...

17:43, lenka171
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 października 2006
Wesele Adama i Ewy...

Dzisiejsza noc była baaardzo dluga, jak nigdy. Zazwyczaj wesele trwa bardzo długo, ale szybko mija. Wesele Adama i Ewy było w porzadku, jednak jak bardzo zaskoczyl mnie sam ślub. Na poczatku dojechalismy na miejsce hmm zwane Kosciołem, ale na kościół nie wyglądał, z zewnątrz nie wiedziałabym ze to Kościoł gdyby nie krzyż. Bardzo mały budynek, sypiacy sie tynk i niewątpliwie grożace zawaleniu ściany, nie był to przyjemny widok, ale pierwsza mysl jaka mnie naszła to "może chcą skromny ślub". Nowożency podjechali pod wejscie i długoi nie wychodzili - Dlaczego? bo ksiedza nie było. zazwyczaj to Ksiądz czeka na pare młod i wita ich, a on sie spóźniaj całe pół godizny. Nagle usłyszelismy pisk opon i wjechało czarne, piekne bmw, niesamowity widok warty około 100tysięc.... jakie było nasz zdziwienie kiedy wyszedł z niego własie Ksiadz. Przywitał sie poszedł sie przbrać. Jednka to nie koniec na mszy zamiast podczas kazania ksiadz wygłaszał jakie zasługi ma w swoim żcyiu, że go pozwlai do sądu, że nie moze przeżyc tego co ludzie robią - bo czy to jego wina że jest bogaty, a kościoł ledwo sie trzyma? Ne mogłam w ogole tego słuchac. Zaczął gadac o naszym ministrzedukacji Romanie giertychu. W ogole nie na temat... potem wyskoczył z tacą, jakis chlopiec chodził i zbierał pieniadze, od kiedy na slubach zbiera sie na tace? Do tego, to juz nie jest jego wina a nasza. Do komuni, po opłatek poszło 4 osoby, a było nas ok. 50 osob. Po godzinie kazania, Adam i ewa złozyli przysiege małzeńska, miło słuchac takich słow. Pojechalismy do sali weselnej, w poblizu. Cała nasza rodzina zrobiła szum na ulicy, oczywiscie Mr Krzysztof (mój chrzestny) na pierwszym planie ;) Na początku przywitali młodych rodzice, a raczej mamy, bo ojców nie było...niestety... miedzy innymi troche dziwna atmosfera była. Mamy ciągle chodziły jakies przybity, w końcu być wdową nie jest przyjemne, szczegolnie keidy Twoje dziecko wychodzi za mąz/żeni sie a tą radość nie masz z kim dzielić. Ech. Jedak Młodzi świetnie sie bawili, panna młoda wylgadała przepieknie, długa kremowo biała suknia, bardzo szeroka, z długim welonem i diademem na głowie. Blondynka o pieknej urodzie, a pan młody nie gorszy. Adam zawsze był przystojnym facetem, ale wczoraj w tym garniturze wygladal, co tu ukrywac, bosko ;) Bawilam sie ogolnie bardzo dobrze, duzo tańczylismy, oczywiscie wujkowie nie dalwali spokoju a ni mnie, ani siostrze. Chrzestny tak sie upił na koniec że wszytskim sie chwalil, ze jestem jego chrzestnica i pytał sie kiedy mój slub ;) Zawsze cieszący sie z zycia facet ;) Powrót był koło 2:00 w nocy, godzinie po oczepinach. I nadal jestem spiąca.

A teraz? teraz powoli zaczynam wracac do życia i uczyc sie, bo jutro mam powazny sprawdzian, a do tego musze przedstawic wstepny plan konspektu maturalnego, i bibliografie. no cóz. Za miesiąc próbna matura a ja jestem jeszcze w rosole ;)

16:34, lenka171
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 października 2006
Niesie mnie pozytywna myśl...

Dzisiaj, po powrocie do domu gdy jadłam obiad przeczytałam artykuł o miłości na odległość, jakis znany polski aktor ma kobiete za Oceanem, czyli no nie wątpliwie baradzo daleko. Tak od niechcenia opowiedzialam ten artykuł mamie która zmywała obok mnie. Wtedy powiedziała "zupełnie tak jak Ty i Tomek, tylko wy macie ułatwiona sytuacje". Nie wiedzialąm co ma na mysli mówiąc ze mamy ułatwioną sytuacje. Czy 300 czy 1000 km, na jedno wyjdzie - jest to odległośc. Jednak ona twierdzi, ze w tym samym kraju jest łatwiej, bo bez żadnych wyrzutów sumienia że opuszczasz swój kraj mozesz sie przeprowadzić do niego, czy on do mnie. No i w ten sposób zaczeła sie rozmowa... Zapytała mnie co z nami bedzie? ze mną i z Tomkiem oczywiscie. Odpowiedzialam to co sama wiem, jesli bedziemy chcieli dalej to ciągnąć, to pociągniemy, najprawdopodobniej wyprowadze się do Wrocławia, bo Tomek niestety do Warszawy sie nie przeprowadzi, a szkoda... jest tak zakochany w tym miescie, jakim jest Wrocław, że nie miałby chyba serca go opuścić... I wtedy zapytała mnie czy mysle że damy rade? Ta dyskusja trwała jeszcze troche czasu, potem rozmawialismy o wyjeździe do niego wkrótce, o przyszłośći, o róznych sprawach, które wkrótce beda mnie dotyczyć... za rok, góra dwa wyprowadzam sie, zobaczymy jak sie potoczy z Tomkiem... jesli bedzie to związek na dłuzej, a i tak juz jestesmy 9 miesiecy to najprawdopodobniej wyprowadzam sie do Tomka, ale jeśli nie... to szukam mieskzania w Warszawie. Praca. Dom... ech. Troche mnie przeraża perspektywa bycia juz w pełni samodzielnej, jednak nie moge tego odwlekac, bo to nie miałoby sensu. Chciałabym stworzyć swój własny kąt, do którego bede mogła wrócic po cięzkim dniu, połozyć sie i odpocząc, chciałabym też żeby czekał na mnie hmm.. Tomek... :)

Zmieniajac temat...dzien miałam nie do konca miły, na poczatku WOS, troche przysypiam na lekcjach pana Krzysia ;) reszta poszła jako tako.... na WFie o mały włos nie zwichnełam sobie kostki, bo robilismy manewry piłką - nogą... i potknęłam sie ;) Niestety koniec lekcji nie był juz tak przyjemny, jednak nie wnikajmy w szczegóły. A tak ogolnie to tak jak widzicie... chyba jest coraz lepiej....

"Już za rok matura..."

18:04, lenka171
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 października 2006
"Ty każdym latem i każdą burzą mojego świata..."

Piekna sobota... co prawda niezbyt ciepł, bez słońca i wiekszych perspektyw na udany dzien, jednak było i jest przyjemnie... ;) Rano wstałam, wreszcie wyspana po cięzkim i kiepskim tygodniu, jednak taki sen dał mi wiele ulgi. Wstałam i jak co sobota gorąca herbatka z pysznym sniadankiem. Po skonczeniu zajełam sie biologia, bo juz niedługa mam próbna mature wiec moje postanowienie przerabiania materiału w weekendy jak na razie wchodzi w życie. Powtórka trwała trzy godizny, i nie było źle, o dziwo nawet mi sie chciało wiec korzystam. Potem szybkie sprzatanie (szybkie nie oznacza byle jakie) i potem... troche sie nduziałam, porozmawiałam z Tomkiem... a swoja drogą uklada nam sie coraz lepiej. Tak na marginesie 13 października w piątek... była nasza 9 misiecznica ;) Po ostatnich dniach wątpliwości co bedzie z nami? wszystko zaczyna sie ukladac i idzie w dobrym kierunku. Staram sie nie myslec co bedzie a cieszyc sie tym co mam, co jest teraz. To mi jest potrzebne do życia, bez Tomka byłoby inaczej, napewno gorzej. W Tomku mam oparcie, on potrafi mnie postawic do pionu i przywrócic do rzeczywistosci, co prawda czasami wolałabym życ marzeniami jednak... Hmm, teraz osbie tak mysle; na poczatku naszego związku mówilam, że jest cudowny taki słodki, że jest kochany i rozbraja mnie jego spojrzenie - teraz natomiast mówie, ze mam w nim oparcie i to on nadaje memu zycie sens... Dlaczego? Może to kwestia dojrzewania w naszym zwiazku? Najprawdopodobniej tak... ktos mi keidys powiedział że po burzy przychodzi słońce... niby tak, i nic nowego nie odkrył ;) jednak takie słowa dają do myslenia. Nawiązując do naszej ostatniej kłótni (o ile mozna to tak nazwac) przyszedł czas spokoju i przemyśleń. Chcę być z nim tak długo jak to bedzie mozliwe, Tomek jest typem malo wylewnego faceta, ja za to jestem jego przeciwieństwem - uwielbiam mówic o swoich uczuciach, dzielic sie z nimi i dawac szczescie innym. Może dlatego ten kryzys? Chcicłam żeby był dla mnie czulszy a swoja miłośc okazywał również słowach, nie tylko w czynach (a to robi cudownie ;] ) jednak nie chce juz go zmieniac, naciskac na niego, kazac mu czegos. Niech robi to na co ma ochote i jesli tak ma zamiar pokazywac jak mnie kocha, prosze bardzo :* Tak wiec, żyć nie umierac. Tomek jest facetem wyjatkowym i jak na razie nie zamieniłabym go na żadnego innego...nawet na tego, który byłby tutaj - blisko. Niekórzy twierdzą, ze mam czas na miłośc, że mam dopiero 18 lat, przede mna matura, potem studia (może studium), praca i wtedy kiedy sie spełnie powinnam szukać faceta. Ale po co? skoro moge miec to w miedzy czasie, czy jest jakas okreslona rteguła, okreslony wiek w kórym powinnismy sie zakochiwac i układac sobie życie? Chyba nie, jendka bywaja przypadki ludzi którzy twierdza inaczej. Nie mówie tutaj o tym, ze Tomek to ten na całe życie - bo za wczesnie wyciągac takie wnisoki, to prawda. Ale ciesze sie z tego że próbuje, bonie chce żalowac w przyszłosci że czegos nie spróbowałam.

Tak wiec dzien miałam cudowny, niby nic w nim sie nie działo jednak był świetny. Ogladałam ciekawy, typowy dla dziewczyn film ;) Jeszcze go nie dokonczyłam bo musialam wyjśc do poli, spotkałam sie przy okazji z Darkiem, posmielismy sie i pogadalismy. Było przyjemnie a za chwile... c.d filmu ;) A jutro? Zakupy..bo w sobote mam wesele... bedziemy sie bawic ;) A tutył mowi o moim związku łoo;)

P.S. Adasiu... chyba znowu sie pomyliłeś... przede mną i przed Tomkiem jeszcze długie dni spedzone razem ;) Pozdrawiam :)

20:24, lenka171
Link Komentarze (1) »